sobota, 15 września 2018

Piotr Czarnecki "Arabian Attars"- SHAKE of OUDS


Po krótkiej absencji postanowiłem wrócić z recenzją, która powinna szczególnie przykuć waszą uwagę. Dzisiejszy wpis skupi się na jednych z moich ulubionych perfum Piotra Czarneckiego, będących częścią limitowanej kolekcji "Arabian Attars", składającej się z 10 zapachów. 


Shake of Ouds jest jedną z tych woni, która na długo zapada w pamięci. Po raz pierwszy do czynienia z nią miałem podczas Krakowskich Warsztatów Tworzenia Perfum z Piotrem. Dla miłośników drzewa, balsamicznych niuansów oraz fanów agaru wydaje się to być obowiązkowa pozycja. Jeżeli jesteście ciekawi, jak pachnie tytułowy bohater i czy faktycznie warto posiadać go w swojej kolekcji, zapoznajcie się koniecznie z poniższym akapitem.

Shake of Ouds od samego początku pozwala rozkoszować się drzewno-balsamicznymi nutami. Jak sama nazwa wskazuje efekt ten zawdzięczmy akordowi utworzonemu z trzech różnych gatunków naturalnego agaru. Podczas jednej z prywatnych rozmów Piotr potwierdził, że opisywany attar zawiera naturalne olejki agarowe gatunków hindi, dehn al i amar. Wiele perfum, które posiadają w nazwie człon: agar, oud, oudh w przeciwieństwie do Shake of Ouds nawet nie stało przy naturalnym olejku agarowym, a powstały akord oddający zapach tego drzewa bazuje na aromo-molekułach. Nie mówię, że to źle, jednak uważam, że fani drzewnych perfum powinni (w miarę możliwości) poznać zarówno zapach agaru syntetycznego, jak i naturalnego. Pod wpływem fascynacji tym attarem, zaznajomiłem się z wieloma stronami poświęconymi tematyce drzewa agarowego. Jak się okazało, nie każdy naturalny olejek agarowy (w zależności od gatunku, jego wieku oraz pochodzenia) musi kosztować setki dolarów za parę mililitrów.

Wracając jednak do górnych nut, muszę przyznać, że pachną one tak przyjemnie, że co chwilę wącham miejsce aplikacji. Jak to jednak bywa z dobrymi perfumami, zapach z biegiem czasu ewoluuje i woń mieszanki oudów wycisza się, a na pierwszy plan wysuwa się składnik wspomagający- w tym wypadku czarna herbata. Kompozycja wówczas nabiera nowego wymiaru, lecz w dalszym ciągu pachnie szlachetnie, w arabskim stylu. Powstały akord przypomina mi zapach fusów po zaparzonej mocnej czarnej herbacie, który wzbogacony został o drzewno-balsamiczne nuty. Po paru godzinach zapach oudu niemal całkowicie zanika na poczet woni czarnej herbaty, która uwodzi wzbogacona o piżmo syntetyczne oraz ambrowe.


Po kilku dniach testowania, wróciła mi ochota na poszukiwanie innych ciekawych agarowych perfum. Z jednej strony temat agaru został już przerobiony niemal w każdej postaci (szczególnie w duecie z różą), jednak okazuje się, że niekiedy wciąż potrafi pozytywnie zaskoczyć. Zbliżająca się jesienna aura bardzo sprzyja tej kompozycji, dlatego też jeżeli szukacie ciekawego zapachu w przystępnej cenie to szczerze polecam ten attar. 

Na koniec chciałbym zaznaczyć, że ten wpis nie jest żadną formą reklamy zaplanowaną przeze mnie i Piotra. Są to moje szczere doznania, którymi chciałem się podzielić. Znajomość moja i Piotra nie ma żadnego wpływu na opis tego zapachu, a trzymany przeze mnie na zdjęciu flakon, jest moim przemyślanym zakupem. Jako ciekawostkę dodam, że jakość tego attaru doceniła moja najbliższa  rodzina, która po zapoznaniu się z tą wonią, zaopatrzyła się od razu w 4 flakoniki Shake of Ouds. Trudno sprostać ich gustom, a jednak potwierdzili moje powyższe słowa.

Twórca kompozycji: Piotr Czarnecki
Skład: hindi oud, dehn al oud, amar oud, czarna herbata, piżmo ambrowe, piżmo

niedziela, 2 września 2018

Dlaczego perfumy vintage są fajne? cz.2


Pod koniec sierpnia na Feel it Today opublikowałem mini-felieton na temat perfum vintage, który podzieliłem na części. Dzisiejszy wpis jest jego kontynuacją i przedstawi wam mój punkt widzenia dotyczący dwóch kolejnych zagadnień.

4. Retro zapachy w niszy

Nie od dzisiaj wiadomo, że rynek niszowy rządzi się swoimi prawami i niejednokrotnie zaskakiwał nas różnymi dziwactwami w obrębie koncepcji brandu. Dla przykładu, omańska marka Amouage jeszcze kilka dobrych lat temu promowała perfumy w stylu arabskim, zaś od kilku ostatnich coraz częściej czerpie inspirację z klasycznej francuskiej szkoły perfumiarstwa. Rzecz jasna, od czasu do czasu, do perfum o klasycznym stylu dodaje od siebie arabskie niuanse (np. w Bracken for Man). Inna marka niszowa, która odtworzyła świetny, klasyczny zapach to Houbgiant. W 2010 r. Rodrigo Flores-Roux zrekonstruował jedne z bardziej znanych w XIX w. męskich, zielonych perfum, jakimi są bez wątpienia Fougere Royale. Zapach jest kompletny, pachnie naturalnie, męsko i prezentuje sobą wysoki poziom (do jakiego przyzwyczaił nas Houbigant). Z kolei w 2012 r. Marc-Antoine Corticchiato właściciel oraz nos Parfum d'Empire, pokusił się o odtworzenie naturalnie pachnącego piżma w perfumach Musc Tonkin. Perfumy te powstały na bazie syntetycznych oraz naturalnych (dopuszczalnych przez IFRA) składników. Warto również zaprezentować perfumy ÉL od amerykańskiej marki Arquiste, które bardzo dobrze oddają klimat minionych lat i bezkompromisowych woni. W moim odczuciu zapach ten jako jeden z niewielu bardzo mocno przypomina mojego ulubionego Kourosa (w nowej odsłonie, bez chromów), ale nie mogę powiedzieć, że jest jego wierną kopią. I na deser zostawiłem sobie ciekawostkę z lokalnego rynku, którą miałem okazję przetestować w tym roku. Chodzi o zapach T Men Cologne'76 stworzony przez markę Tabacora. Kompozycja ta w przyjemny sposób przenosi nas w czasie do epoki, w której rządziły perfumy szyprowe oraz fougère.

Oczywiście niszowych nawiązań do lat 70-tych,  80-tych i wcześniejszych jest znacznie więcej, a ja przedstawiłem wam jedynie kilka zapachów, których chętnie używam i jednocześnie uważam, że warto je posiadać w swojej kolekcji. Nasuwa się jednak w tym miejscu pytanie, czy nisza jest droga? Nie można na nie jednoznacznie odpowiedzieć, ponieważ zależy to od zasobów naszego portfela. Musimy sobie jednak zdawać sprawę z tego, że nie wszystko co jest niszowe, droższe musi być lepsze od klasyki mainstreamu, bowiem marki niszowe skądś musiały czerpać inspirację, a proces produkcji i reklamy musi się zwrócić firmom i to z zyskiem. Dlatego też uważam, że rynek niszowy jest dobrą alternatywą do poszukiwań retro woni, ale oczywiście nie jedyną. Najwięcej perełek znajdziemy wbrew pozorom w segmencie perfum selektywnych i zapłacimy za nie naprawdę niedużo. Ponadto część z nich zupełnie nie będzie odbiegała jakością od produktu niszowego, bo duża ich część nie nosi na sobie piętna odciśniętego przez mniej i bardziej udane reformulacje. Posiadam kilka flakonów i sampli pierwszych odsłon klasycznych bestsellerów i śmiem twierdzić, że większość z nich jest lepsza od niszy!

 5. Gdzie szukać zapachów retro/vintage?

Na powyższe pytanie można sobie odpowiedzieć w prosty sposób- w perfumeriach (i to najlepiej zaufanych internetowych). Musimy zdawać sobie sprawę z tego, że jeżeli dany produkt (np. YSL- Kouros, Aramis- Aramis) nie jest dostępny w Polsce w perfumeriach sieciowych,  to nie oznacza to, że już nigdzie nie jest sprzedawany. Okazuje się, że w zależności od kraju, sieciówki mają narzucone różnego typu cele sprzedażowe, ułatwiające trafienie w gusta klientów. Przykładowo, będąc w niemieckim Douglasie do tej pory na liście TOP 10 zobaczymy Joop!- Homme, JPG- Le Male, Chanel- Antaeus, YSL- Kouros itp, a w Polsce połowy z nich już nie ma nawet na półkach sklepowych. 

Warto jest również zaglądać od czasu do czasu do popularnych drogerii typu Rossmann, Super-Pharm i Hebe, ponieważ posiadają one w swojej ofercie zapachy starsze, które często są przeceniane i można je wówczas nabyć w takiej cenie, jak w perfumeriach internetowych. 

Jeżeli jednak jesteśmy wygodni, bądź chcemy mieć dostęp do większej ilości różnorodnych perfum retro/vintage, polecam poszukiwania w sklepach online, takich jak:

- www.e-glamour.pl,
- www.elnino-parfum.pl,
- www.perfumesco.pl,
- www.iperfumy.pl,
- www.prostezakupy.pl,
- www.dolce.pl,
- www.pachnidelko.pl,
- www.tagomago.pl.

Powyższe perfumerie internetowe dysponują stałym dostępem do starych bestsellerów, a od czasu do czasu potrafią zaskoczyć dostępnością prawdziwych perełek (dość często niestety w małym nakładzie). Warto jest sprawdzać regularnie ofertę tych sklepów lub zapisać się mailowo do alertu, który informuje o dostępności danego produktu. Istnieje wówczas większe prawdopodobieństwo zakupu czegoś rzadkiego, zanim wieści o dostawie pojawią się na forach i grupach Facebookowych zajmujących się tematem perfum.   

C.D.N.

wtorek, 28 sierpnia 2018

Yves Saint Laurent- La Collection Rive Gauche Pour Homme

Yves Saint Laurent- La Collection Rive Gauche Pour Homme jest jednym z niewielu przykładów na to, jak powinny wyglądać reformulacje perfum (ale o tym za chwilę). Cofając się do 2003 r.- dom mody YSL zadebiutował męską odsłoną perfum Lewy Brzeg (Rive Gauche) i podbił serca niejednego mężczyzny. Nazwa ta pochodzi od pierwszego butiku Saint Laurent'a, który znajdował się, w przeciwieństwie do konkurencyjnych brandów, po lewej stronie Sekwany. Odnosiła się ona również do damskich perfum szyprowych wydanych w 1971 r., które okazały się być bestsellerem. Wracając jednak do zagadnienia reformulacji- wersja z edycji La Collection (2011 r.) prezentuje się niemalże identycznie, jak protoplasta. Nie licząc mniej ostrego, świdrującego, anyżowo-ziołowego niuansu w otwarciu, kompozycja wydaje się być nietknięta, bowiem parametry użytkowe, głębia oraz jakość zapachu pozostały bez zmian.

W przeciwieństwie do wydania z 2003 r. wersja La Collection posiada nieco bardziej uproszony skład, lecz fundamentalne akordy zostały w niej nietknięte. Rive Gauche w dalszym ciągu wiernie oddaje zapach Barber Shopu, czy retro pianki do golenia. Idealnie wpasowuje się w klimaty rodziny klasycznych fougère. Kompozycja charakteryzuje się lekko mydlanym otwarciem, w którym dominują lawenda oraz geranium. Obie wspomniane nuty nie wybrzmiewają szorstko oraz nie trącają myszką. Z biegiem czasu akord paproci dodaje zielono-wilgotnego akcentu, który świetnie współgra z dwoma powyższymi składnikami, w wyniku czego zapach zrekonstruowany w 2011 r. pachnie tak, jakby powstał 20-30 lat wcześniej. Im dalej w las tym Rive Gauche robi się bardziej szorstki; wyłaniają się w nim męskie, drzewne niuanse takie, jak mech dębowy, paczula oraz drzewo gwajakowe. Dwa pierwsze wzbogacają powstały wcześniej bukiet o szorstkie, wytrawne akcenty, które później wygładzają się na tle drzewa gwajakowego. Finalnie kompozycja staje się ziołowo-drzewno-balsamiczna  i tak trwa, aż zniknie ze skóry po wielu godzinach.

Bez wątpienia Yves Saint Laurent- La Collection Rive Gauche Pour Homme jest według mnie najlepszym przedstawicielem klasycznej rodziny fougère widniejącym obecnie na półkach selektywnych. Zapach sam w sobie jest komplementogenny, elegancki i idealny niemal na każdą okazję. Pomimo jego samych pozytywnych aspektów, trzeba się liczyć z tym, że perfumy te powstały z myślą o dojrzałych mężczyznach i raczej nie przypadną do gustu odbiorcom poniżej 25-30 roku życia. Nie chcę się bardzo rozpisywać w podsumowaniu, ponieważ uważam, że zapach ten sam się broni. Co więcej cena produktu nie jest mocno wygórowana (ok. 260 zł za 80 ml). Jeżeli szukacie dla siebie samczego zapachu o wyśmienitych parametrach to  La Collection Rive Gauche Pour Homme powinien znaleźć się u Was na półce.

Twórca kompozycji: brak danych

Skład: akord paproci, geranium, lawenda, mech dębowy, paczula, drzewo gwajakowe

Zdjęcie do powyższego wpisu zostało zapożyczone z portalu www.fragrantica.com.

niedziela, 26 sierpnia 2018

Warsztaty tworzenia perfum z Piotrem Czarneckim- Podsumowanie


Przyszła pora na relację oraz podsumowanie wczorajszych krakowskich warsztatów kreowania perfum. Była to moja trzecia inicjatywa związana z promowaniem sztuki perfumiarstwa w stolicy Małopolski (mam też nadzieję, że nie ostatnia). W przeciwieństwie do poprzednich, ta składała się w dużej mierze z części praktycznej. Założeniem wydarzenia było omówienie podstaw tworzenia perfum w oparciu o olejki eteryczne, fragrance oils, jak i aromo-molekuły. Piotr Czarnecki, niczym szef kuchni restauracji z gwiazdkami Michelin, na życzenie uczestników, doprawiał ich "sekretne" receptury molekułami, które pogłębiały woń lub spajały przeróżne tworzone przez uczestników mikstury. Na sam koniec odbyło się także losowanie nagród ufundowanych przez partnera wydarzenia-niszową perfumerię Lulua oraz prowadzącego. Po godzinie 15, miało miejsce kameralne after party, na którym jeszcze przez kilka godzin dyskutowaliśmy na temat perfum, ich powstawania oraz poznawaliśmy bliżej Piotra i jego plany na przyszłość (rzecz jasna perfumeryjne:) ).

1. Przebieg warsztatów

2. Skupieni uczestnicy ;)

3. Przedpremierowa prezentacja limitowanej edycji attarów oraz travelerów marki Piotr Czarnecki


4. Rozdanie nagród

Z punktu widzenia organizatora:
 
Wiele uczestniczących osób zmierzyło się z wyzwaniem utworzenia perfum, które od dłuższego czasu "chodziły im po głowie". Inni zaś pod wpływem żywiołu oraz charyzmy Piotra tworzyli równie ciekawe, spontaniczne mieszanki. Jak się jednak okazało, tworzenie perfum nie jest takie proste, jak by się wydawało. Każda dziedzina sztuki wymaga poświęcenia czasu, zapoznania się z materiałami oraz stworzenia koncepcji, którą chce się odtworzyć. Warsztaty tego typu dają nam pewne podstawy, abyśmy samodzielnie, w domowym zaciszu mogli trenować tworzenie prostych, często linearnych kompozycji, a także zaznajomić się z olejkami i molekułami. Stopniowo zdobyta wiedza przekłada się z upływem czasu na ciekawsze dyskusje związane z perfumami, wyostrza zdolność wyodrębniania nut zapachowych oraz inspiruje do pozyskania jeszcze większej wiedzy w tej dziedzinie.  


 5. Zadowoleni uczestnicy



 6. After Party
 Z punktu widzenia uczestnika:

Z punktu widzenia uczestnika (którym również byłem), jestem zadowolony z zapachu, który stworzyłem. Co prawda należałem do grupy, która własną kompozycję/piramidę nut wymyśliła na poczekaniu, ale w moim wypadku się to opłaciło. 

Po zapoznaniu się ze wszystkimi częściami układanki (czyt. olejkami eterycznymi, gotowymi akordami i molekułami), postanowiłem stworzyć zapach w klimatach (rzecz jasna) retro. Moja kompozycja w otwarciu charakteryzuje się delikatną wonią konwalii wzbogaconą o ylang-ylang. Z biegiem czasu kwiaty nabierają pudrowego akcentu za sprawą irysa i tworzy się akord podobny do oliwki bambino. Oczywiście powstała woń jest tylko chwilową iluzją, bowiem perfumy w bazie przeistaczają się w bardzo szorstkie, skórzane, lekko cierpkie. Uważam, że mój cel został osiągnięty, ponieważ zapach ewoluuje jak należy, a skomponowany przez Piotra akord skóry, przypomina ten z perfum Bandit od Roberta Pigueta. Ten flakonik to bardzo fajna pamiątka z warsztatów.

W komentarzach podzielcie się proszę swoimi odczuciami, spróbujcie opisać stworzone przez Was kompozycje oraz poziom zadowolenia  z nich :) .



 (ten gość po prawej to ja)
7. Pamiątkowe zdjęcia z Piotrem

Na zakończenie chciałbym dodać, że wszystkie osoby, które oddały głos w ankiecie z wydarzenia, były zadowolone z wczorajszego eventu. Dla mnie to znak, że trzeba w przyszłości myśleć o kolejnej edycji warsztatów!

 8. Wyniki ankiety na Facebooku

czwartek, 23 sierpnia 2018

Dlaczego perfumy vintage są fajne?



1. Perfumy vintage/retro

Od dłuższego czasu planowałem opublikować swoje przemyślenia na temat zapachów retro, czy jak kto woli vintage. Żebyśmy się dobrze zrozumieli- w pierwszej kolejności chciałbym zdefiniować, jak rozumiem pojęcia "retro"/"vintage" w świecie perfum. Według mnie są to zapachy, które powstawały mniej więcej do 2000 r. i większość z nich zaklasyfikowana została do grup zapachowych tj: Chypre, Fougère, Aldehydowo-kwiatowe itp. (w tamtym okresie pojawiały się również zapachy gourmand, lecz nie były one tak popularne jak obecnie). Perfumy dawnych lat charakteryzowały się dość często silną projekcją, ogromną trwałością i często sama woń była bezpardonowa, tak jakby stworzona dla samca alfa, czy kobiety herszta ;) . Kilka lat temu zastanawiałem się również, z czego może wynikać fakt, że retro perfumy były bombami atomowymi pod względem parametrów użytkowych. Po pewnych analizach doszedłem do wniosku, że nie licząc dość sporej ingerencji IFRA (International Fragrance Association) w składniki używane kilkanaście lat temu oraz chęci wyróżniania się z tłumu, w minionych latach ludzie palili dużo papierosów (wszędzie). Doszedłem w końcu do wniosku, że aby zamaskować wszechobecny zapach spalonego tytoniu ludzie musieli mieć mocne perfumy! Być może to tylko moja teoria spiskowa, a być może jest w tym jakiś zalążek prawdy. Jakby na to nie patrzeć nie da się ukryć, że obecne zapachy w mainstreamie są bardzo dziewicze w porównaniu do topsellerów lat 70-90.

2. Dlaczego nie przepadam za obecnym mainstreamem?

Jeżeli mielibyśmy porównać obecne  TOP 10 zapachów (nie zważając na płeć) do półki z zapachami retro, zauważylibyśmy kilka ciekawych różnic pomiędzy nimi. Przede wszystkim parenaście lat temu w mainstreamie nie panowała wszechobecna, syntetyczna słodycz, o której tak często wspominam w swoich recenzjach. Większość obecnych woni jest do siebie bardzo podobna; tak bardzo, że czasami ciężko jest nam odróżnić dwa różne zapachy innych marek. Odnoszę wrażenie, że od jakichś 6-8 lat wszyscy dookoła mnie pachą La Vie Est Belle 1 Million, Invictus, La Nuit Trésor, Sauvage i jeszcze bardziej syntetycznymi ich odpowiednikami z ZARY. Na ulicach Polski można przedawkować, a nawet znienawidzić wspomniane zapachy, ponieważ są nadużywane przez cały rok. Wracając jednak do tematu- trzeba podkreślić, że większość obecnych perfum jest robione "na jedno kopyto", w wyniku czego są one linearne, syntetyczne, słodkie i bardzo podobne względem siebie. W porównaniu do perfum retro brakuje im "duszy" i trzech fundamentalnych etapów rozwoju woni. Losowy zapach szyprowy minionej epoki potrafi się pięknie rozwijać na skórze i do tego z biegiem czasu nabierać przestrzeni i zmieniać swój bukiet, jak kolorowe kryształy w kalejdoskopie. Niemal od samego początku da się wyczuć, że starsze zapachy powstały w oparciu o konkretną koncepcję, a nie tak, jak to dzieje się obecnie- wybiera się gotowy schemat w laboratorium i zaczyna masową produkcję. Po przesiąknięciu wszędobylską słodyczą możemy się mocno wyróżniać w tłumie po skropieniu starszymi zapachami. Chyba o to chodzi w tej całej olafktorycznej zabawie; żeby znaleźć swój signature scent i dobrze się w nim czuć. Przy okazji- wyróżnienie się z tłumu może zadziałać tylko na naszą korzyść. 

Jeżeli jesteście w stanie przekonać się do animalnych, szorstkich, zielonych, "innych", ewoluujących na skórze perfum, to polecam wam przetestować starsze zapachy. Swoje propozycje umieszczę w kontynuacji tego artykułu. 

3. Dlaczego perfumy vintage są fajne?

Teraz odpowiem wam na pytanie "dlaczego retro perfumy są fajne?". Sumując korzyści z dwóch powyższych akapitów:
- silna projekcja,
- ogromna trwałość,
- ewolucja zapachu,
- kompozycja zapachowa stworzona z myślą o dojrzałych osobach,
- wyróżnianie się z tłumu i odejście od słodyczy panującej w obecnym kanonie perfumiarstwa.

Trzeba wspomnieć o jeszcze jednym, bardzo istotnym argumencie, jakim jest cena produktu. Retro perfumy są z reguły tanie (choć nie wszystkie) i nasz portfel po zakupie takiego flakonu nadal będzie w dobrej kondycji. Do 100 zł możemy kupić większość dostępnych retro perfum (nie licząc kilku bestsellerów, które pomimo lat trzymają stosunkowo wysoką cenę).

Jeżeli ten wpis Cię przekonał, to nie zwlekaj i spróbuj podzielić się swoją opinią, czy też przygodą związaną z zapachami minionej epoki.

C.D.N.

poniedziałek, 20 sierpnia 2018

Frederic Malle- Vetiver Extraordinaire

Dzisiejszy gorący dzień nakłonił mnie do tego, abym opisał kolejny zapach ze swojej kolekcji, którego używam często tego lata. Mowa rzecz jasna o bohaterze wątku, czyli Frederic Malle- Vetiver Extraordinaire. Początkowo delikatnie mnie on odstraszył ze względu na swoją cenę oraz niezbyt wyszukaną kompozycję (dominuje w niej wetyweria). Prawdopodobnie nie podszedłbym drugi raz do niego, gdyby nie fakt, że podczas mojej letniej wycieczki do Budapesztu nie spakowałem żadnego lekkiego zapachu (poza Kourosem :D). Znając dobrze swój gust wybrałem się do niszowej perfumerii Madison i tam dokonałem wyboru. Przy drugim podejściu do opisywanego zapachu coś we mnie pękło i po teście blotterowym zaopatrzyłem się w 10-mililitrowego travelera.

Jak wspominałem w pierwszym akapicie zapach ten nie wyróżnia się zbytnio na tle pozostałych znanych mi kompozycji z przewodnią nutą wetywerii, a pomimo tego jest oryginalny. Śmiało mogę powiedzieć, że Vetiver Extraordinaire jest prostą kompozycją, ale niezwykle szlachetną i do tego męską w 100%.  Po aplikacji zapachu w otoczeniu wyczuwalne są dwie hesperydowe nuty: bergamotka i gorzka pomarańcza. Pachną one nadzwyczaj naturalnie, nienachalnie i dość wytrawnie, aczkolwiek nie można odmówić im świeżości, którą otulają nas już od pierwszych minut. W nutach serca wyłania się gwóźdź programu w postaci lekkiej wetywerii, pozbawionej ziemisto-słodkich akcentów. Przyprawiono ją o lekko świdrujący, różowy pieprz oraz szczyptę orientu w postaci goździka, a precyzyjniej mówiąc- isoeugenol. Piramida zapachowa w Vetiver Extraordinaire zachowuje się tak, jak należy i bez żadnych zgrzytów cytrusowy akord przechodzi płynnie w środkowe nuty, tworząc dla nich podkład. Płynna ewolucja zapachu zauważalna jest również w bazie, gdy wetyweria podbita zostaje drzewnymi nutami i staje się nieco bardziej szorstka. Dolne nuty istotnie podkreślają jej męski charakter, a najbardziej wyczuwalne z nich to cedr, mech dębowy oraz drzewo sandałowe. Po paru godzinach kompozycja bardzo się wycisza (ale trwa jeszcze wiele godzin) i delikatnie wysładza się za sprawą mirry oraz białego piżma.

Frederic Malle- Vetiver Extraordinaire jest dobrym przykładem na to, że to co proste (klasyczne) jest piękne samo w sobie. Piramida zapachowa kompozycji nie wyróżnia się niczym specjalnym na tle innych dostępnych "wetywerowców", a pomimo tego nie trąca myszką i idealnie wpasowuje się w obecnie panujące kanony mody. W moim odczuciu Vetiver Extraordinaire jest bliskim kuzynem perfum Grey Vetiver od Toma Forda- tutaj zaczynają się schody związane z ceną. 100 ml perfum Frederic Malle to koszt ok. 900 zł, zaś za tę samą pojemność perfum Toma Forda zapłacimy 290-370 zł w zależności od koncentracji (EDP lub EDT). Co prawda obydwa zapachy nie są identyczne, ale nie sądzę aby taka przepaść cenowa pomiędzy nimi wyznaczała też różnicę w jakości. Gdyby Frederic Malle był nieco tańszy, przypuszczam, że wówczas Vetiver Extraordinaire byłby moim top 1 zapachem z przewodnią nutą wetywerii. 

Twórca kompozycji: Dominique Ropion

Nuty głowy: bergamotka, gorzka pomarańcza
Nuty serca: różowy pieprz, goździk, wetyweria
Nuty bazy: drzewo sandałowe, cedr, mech dębowy, mirra, piżmo

Zdjęcie do powyższego wpisu zostało zapożyczone z portalu www.fragrantica.com.

piątek, 17 sierpnia 2018

Zoologist- Tyrannosaurs Rex

Po bliższym, przedpremierowym zapoznaniu się z samplem T-Rexa, przyszła pora na podzielenie się moimi odczuciami co do tych perfum firmy Zoologist. Zapach ma mieć premierę pod koniec września i wydaje mi się, że jest to idealna pora dla woni tych gabarytów. Na wstępie chciałbym zaznaczyć, że w tej kompozycji dzieje się wiele i swoim stylem przypomina pozostałe "zwierzątka". Twórcą T-Rexa jest Antonio Gardoni, na temat którego nie jestem w stanie za dużo napisać, ponieważ nie znam żadnego z jego dotychczasowych dzieł (poza Tyrannosaurusem). Z informacji zamieszczonych w sieci wynika, że jest on z zawodu architektem/projektantem miłującym się w naturalnych zapachach oraz założycielem i nosem marki Bogue. Patrząc na piramidy zapachów autorstwa Antonio podane na fragrantica.pl można zauważyć, że Włoch ten specjalizuje się w niekonwencjonalnych łączeniach nut zapachowych, a T-Rex jest tego idealnym przykładem.

Zapach otwiera się gęstym i ciężkim uderzeniem nut- tak, jak przyzwyczaiła nas do tego marka Zoologist. Według mnie nuty głowy są ledwo wyczuwalne, ponieważ niemal od samej aplikacji na pierwszy plan zaczynają wychodzić kwiatowo-dymne akcenty. Pomimo tego, na wstępie da się zidentyfikować zielono-żywiczny akord otulony dymem, który został doprawiony pieprzem i gałką muszkatołową. W głowie nie jestem w stanie zlokalizować wymienionych w składzie cytrusów, chociaż  przyznam, że raz na jakiś czas miewam odczucia, że pewna doza rześkości przewija się pomiędzy zielono-żywiczno-dymno-pikantnym akordem, ale może to być siła sugestii ;). Kolejny etap rozwoju zapachu pojawia się dość szybko i nadaje on nieco inny kierunek rozwoju zaaplikowanym perfumom. W środkowych nutach dość intensywnie można poczuć różano-geraniowy duet, który chwilami nabiera metalicznego charakteru. Powstały akord stopniowo wysładza się  za sprawą osmantusa, a następnie powstała woń nabiera balsamiczno-kwiatowego charakteru. Początkowo miałem dość mieszane uczucia co do powstałego bukietu, ale później zaczął  mnie on bardzo intrygować i prowokować do wąchania. Na tym etapie trzeba przyznać, że T-Rex staje się naprawdę oryginalny. Końcowy etap rozwoju tych perfum jest drzewno-animalny. Tak, jak wspominałem wcześniej, baza zapachu daje mocno o sobie znać niemal od samego początku. Udziela się na każdym etapie rozwoju i stopniowo nabiera intensywności, aż do chwili, gdy zupełnie zdominuje kompozycję, wprowadzając do niej woń pogorzeliska, a nawet apokalipsy ;). Drydown charakteryzuje się dominacją akordu żywiczno-dymnego, rozwijającego się na drzewno-skórzanym tle. Z czasem delikatnie się on wysładza i staje dymno-balsamiczny, z wyczuwalnym kwiatowym niuansem.


Zoologist- Tyrannosaurs Rex jest bez wątpienia jednym z tych zapachów, który będzie budził skrajne emocje. Liczę się z tym, że znajdzie on grono swoich fanów, jak i rzeszę antagonistów. Samo to zjawisko powinno nam dać do myślenia, ponieważ skrajne emocje wśród ludzi wywołują zazwyczaj jedynie prawdziwe dzieła sztuki. Czy T-Rex jest jednym z nich? Niebawem będziecie się mogli o tym przekonać sami. A z mojej strony, na zachętę dodam, że na pewno warto przetestować tego "zwierzaka" i coś mi się wydaje, że z czasem skuszę się na testy innych dzieł Antonio Gardoniego (z lekkim kredytem zaufania).

Twórca kompozycji: Antonio Gardoni 
 
Nuty głowy: Bergamotka, czarny pieprz, jodła, liść laurowy, neroli, gałka muszkatołowa.
Nuty serca: Magnolia Champaca, Geranium, Jaśmin, Osmantus, Róża, Ylang Ylang.
Nuty bazy: Żywice, jałowiec, cedr, cywet, kadzidło, skóra, paczula, drzewo sandałowe, wanilia.

Zdjęcie do powyższego wpisu zostało zapożyczone z portalu www.zoologistperfumes.com.