niedziela, 18 listopada 2018

Franck Boclet- Tobacco

Markę Franck Boclet poznałem ok. 2 lata temu, gdy poszukiwałem dla siebie dobrego zamiennika dla Tobacco Vanille od Toma Forda. Według informacji podanych na forach i grupach perfumeryjnych kompozycja Francka miała być bardzo do niego zbliżona pod względem parametrów oraz samej woni. Po pierwszym kontakcie z tymi perfumami czułem się troszkę zniesmaczony porównaniem ich do Toma Forda, ponieważ na wstępie wyczuwałem coś zupełnie innego, niż się spodziewałem. Z perspektywy czasu uważam, że jest to całkiem dobre, ponieważ Tobacco posiada cechy wspólne z perfumami Toma Forda, lecz też kilka niuansów sprawia, że obydwa pachnidła zestawione ze sobą nie pachną, jak klony. To, czy spodoba nam się bardziej Tobacco Vanille czy Tobacco Bocleta jest już kwestią indywidualną, natomiast warto dodać, że tytułowy zapach świetnie sprawdza się w chłodnej aurze. W poniższym akapicie sami dowiecie się, dlaczego tak jest.

Frank Boclet- Tobacco należy do grupy zapachowej waniliowo-tytoniowej. Tak, jak wspominałem wyżej kompozycja ta została wzbogacona o pewne niuanse i to właśnie dzięki nim zasługuje na wyróżnienie. W nutach głowy znajdują się trzy składniki (imbir, tytoń i śliwka), z czego najbardziej charakterystyczne są dwa ostatnie. Przywodzą na myśl aromatyzowany, wilgotny tytoń fajkowy. Powstały śliwkowo-tytoniowy akord w moim odczuciu jest nieco złudny i kapryśny. Czasami przypomina mi on bardziej tytoń cherry, a raz dymną śliwkę z kompotu z suszu. Rzecz jasna obecność wilgotnego, nieco słodko-kwaśnego, wytrawnego tytoniu również się tutaj przewija i dopełnia całość kompozycji. Środkowe nuty według mnie nie wyróżniają się zbytnio, poza goździkiem, który został użyty dosłownie w minimalnych ilościach i wraz z fasolką tonką tworzy woń przypominającą mi grzane wino. Powstały akord w żadnym wypadku nie dominuje nut głowy, lecz delikatnie wzbogaca je o winny, ciepło-korzenny akcent. Po kilku godzinach obcowania na skórze, zapach stopniowo zaczyna przypominać perfumy Tobacco Vanille. Nie powinno nas to zaskoczyć, ponieważ do uzyskania tego efektu zostały zastosowane dwa składniki, które dość dobrze radzą sobie z odtworzeniem tej woni- żywica benzoesowa oraz wanilia. Gdy waniliowo-żywiczna baza wymiesza się z pozostałością (cieniem nut głowy i serca) powstaje wówczas znakomite pachnidło, które bez wątpienia nawiązuje do szlagieru ze stajni Toma Forda, pozostając jednocześnie odrębnym olfaktorycznym bytem.

Dla wszystkich miłośników Tom Ford- Tobacco Vanille opisywane dzisiaj perfumy powinny być obowiązkową pozycją do przetestowania. Osobiście do tej pory nie jestem w stanie stwierdzić, który z powyższych zapachów mi się bardziej podoba. Obydwa są oryginalne, ciepłe, otulające i jakościowo się wcale od siebie nie różnią. Jedno jest pewne- na korzyść Tobacco przemawia jego cena, która w sklepach internetowych nie powinna przekraczać 350 zł za 100 ml (dla porównania Tom Ford za perfumy tej samej jakości życzy sobie ok. 1200 zł). Jeżeli szukacie ciekawych perfum na zbliżającą się zimę Franck Boclet- Tobacco jest na pewno pozycją wartą rozpatrzenia.

Twórca kompozycji: brak danych

Nuty głowy: imbir, tytoń, śliwka
Nuty serca: goździki, fasolka tonka, cedr
Nuty bazy: wetyweria, benzoes, wanilia
Zdjęcie do powyższego wpisu zostało zapożyczone z portalu www.fragrantica.pl.

poniedziałek, 12 listopada 2018

Yves Saint Laurent- Opium Pour Homme, Eau de Parfum

Dzisiaj pod lupę biorę kultowy zapach ze stajni YSL, który od ponad 20 lat jest jednym z lepiej sprzedających się zapachów na chłodną porę roku. Mowa oczywiście o męskiej odsłonie narkotyku (Opium) w koncentracji wody perfumowanej. Kompozycja ta jest bliska mojemu sercu, bowiem otrzymałem ją od żony z okazji pierwszej rocznicy ślubu. Z tego powodu używam ich raczej rzadko; z przeznaczeniem na wyjątkowe okazje oraz nasze wspólne randki ;). W swojej kolekcji nie posiadam zbyt wielu flakonów, które poza wspaniałą wonią znaczą dla mnie coś więcej, jednak z YSL- Opium jest nieco inaczej..., bo zapach ten uzależnia.

Jeżeli chcecie przeżyć narkotykowy, słodki i nieco pikantny trans zafundowany przez Jacquesa Cavalliera (twórca kompozycji) zapraszam do zapoznania się z kolejnymi akapitami.

Od strony technicznej Opium możemy zaliczyć do słodkich retro woni bazujących na nucie wanilii. Byłby to jednak spory błąd, ponieważ poza słodyczą ukrytą w bazie na początku przewija się dużo kontrastowych akcentów. Zapach otwiera się cierpkim i soczystym uderzeniem czarnej porzeczki, a nawet pokusiłbym się o stwierdzenie, że akord ten przypomina zapach jej liści. Powstała woń kooperuje z lekko świdrującą i ziołową nutą anyżu, która w tej kompozycji nie do końca przypomina mi jego zapach, aczkolwiek można w niej wyczuć pewne anyżowe niuanse. Powstały duet dość szybko łączy się z pieprzem syczuańskim i galangalem, tworząc przyprawowo-orientalno-pikanty akord do czasu, aż w bazie połączy się on z ciepłą, kontrastową, balsamiczno-waniliową aurą, będącą fundamentem Opium. W dolnych nutach na pierwszy plan wysuwa się woń wanilii, tym samym dominując nuty głowy i serca. Przyprawowo-orientalno-pikanty akord zostaje dodatkowo otulony przez balsam tolu, który wraz z wanilią podkręca temperament kompozycji, nadając jej jednocześnie równowagi. Po uwolnieniu się wszystkich nut zapachowych Opium działa jak narkotyk! Rozluźnia, odpręża, otula, tworzy błogą atmosferę i co więcej chce się go wąchać coraz częściej...

Bez dwóch zdań YSL- Opium jest jednym z bardziej udanych zapachów powstałym w XX w. Przetrwał próbę czasu i pomimo niejednej reforumlacji w dalszym ciągu sięga po niego wielu mężczyzn. Kompozycja nie trąca myszką (aczkolwiek da się w niej wyczuć pewne retro niuanse) i w moim odczuciu deklasuje większość obecnie produkowanych męskich "słodziaków". Jeżeli macie ochotę odurzyć się pikanto-słodką kompozycją i nie chcecie za nią przepłacać, to Opium EdP wydaje się być bardzo dobrym wyborem.

P.S. Warto również rozważyć Opium w koncentracji wody toaletowej (EDT), natomiast wiem z doświadczenia, że parametry użytkowe obecnych wypustów są na miernym poziomie...

Twórca kompozycji: Jacques Cavallier

Nuty głowy: czarna porzeczka, anyż
Nuty serca: galangal, pieprz syczuański
Nuty bazy: balsam tolu, cedr, wanilia

Zdjęcie do powyższego wpisu zostało zapożyczone z portalu www.fragrantica.pl.

niedziela, 4 listopada 2018

Viktor&Rolf- Spicebomb

Pomimo chwilowego powrotu ciepłej pogody postanowiłem kontynuować na blogu wpisy na temat otulających zapachów na chłodną porę roku. Tym razem padło na kompozycję, która jest już całkiem długo na rynku. Można powiedzieć o niej, że jest już kultowa, ale przede wszystkim jest bardzo przyjemna w noszeniu! Spicebomb otworzył mi oczy i chwilowo odwrócił uwagę od wszelako rozumianej niszy. To właśnie dzięki niemu i Bvlgari- Man in Black ponownie odnajduję olfaktoryczne ukojenie w segmencie perfum selektywnych. Wracając jednak do sedna- zapach ten idealnie nadaje się na okres jesienno-zimowy i stawiam go na równi (pod względem kompozycyjnym/użytkowym) wraz z Burberry- London, Bvlgari- Man in Black, Tom Ford- Tobacco Vanille itp. Jeżeli jesteście ciekawi, jak pachnie jeden z moich ostatnich nabytków, koniecznie przeczytajcie kolejne akapity.

Pomimo tego, iż zapach nie wybrzmiewa zbyt naturalnie, tworzy on wokół noszącego ciepłą, kojącą aurę, która potrafi poprawić humor w szary, ponury i chłodny dzień. Efekt ten zawdzięczamy mieszance przypraw, które rozwijają się na cynamonowo-tytoniowo-skórzanej bazie. Warto na tym etapie zaznaczyć, że Spicebomb jest kompozycją leniwą, linearną, która prawie wcale nie ewoluuje w trakcie noszenia, a pomimo tego chce się mieć ten zapach na sobie.

Otwarcie charakteryzuje się dość mocną, inwazyjną projekcją rodem z Joop- Homme. Wyczuć w nim można ciepłą nutę żywicy elemi wymieszaną subtelnie z różowym pieprzem podkręcającym temperament kompozycji oraz odrobiną cytrusów, które lekko przewijają się w tle. Z biegiem czasu do gry wkraczają kluczowe nuty budujące fundament tej kompozycji. W środkowych nutach na pierwszy plan wysuwa się cynamon okraszony delikatnie pikantną papryką oraz szafranem. Na tym etapie perfumy tracą delikatnie projekcję i otulają noszącego w nienarzucający się sposób. Im dalej w las tym bardziej odnoszę wrażenie, że Spicebomb w bazie przypomina wcześniej opisywany przeze mnie Man in Black od Bvlgari, lecz nie mogę powiedzieć, że obydwie wonie są swoimi odbiciami w skali 1:1. Zestawienie to nie powinno dziwić, ponieważ można wyczuć pomiędzy nimi kilka cech wspólnych (tytoń, skóra, przyprawy, orientalna słodycz). Baza Spicebomb jest bardzo subtelna. Wyłaniają się w niej wspomniany wcześniej tytoń oraz skórzany akord, miksując się z pieprzowo-cynamonowym jądrem bomby, tworząc absolutnie wybuchową mieszankę. 

Viktor&Rolf- Spicebomb jest bez wątpienia idealnym wyborem na zbliżająca się małymi krokami zimę. Przy niewielkiej aplikacji zapach ten sprawdzi się w pracy, nie uprzykrzając życia innym ludziom, a przy nieco większej będzie świetnym dodatkiem na wyjście do klubu, czy na spacer w chłodną pogodę. Perfumy te w moim odczuciu mają szeroki wachlarz zastosowań i do tego niemal zawsze zbierają komplementy od kobiet. Czy muszę dodawać coś więcej, żebyście je przetestowali ;) ?

Twórca kompozycji: Olivier Polge 

Nuty głowy: bergamotka, grejpfrut, różowy pieprz, elemi
Nuty serca: szafran, cynamon, papryka
Nuty bazy: wetyweria, tytoń, skóra

Zdjęcie do powyższego wpisu zostało zapożyczone z portalu www.fragrantica.pl.

niedziela, 28 października 2018

Hugo Boss- Bottled Intense

Dzisiejszego dnia sięgnąłem po flanker perfum, który swoją wonią miał okazać się wzmocnioną wersją dobrze mi znanego, kultowego Hugo Boss- Bottled. Jako ogromny fan zapachu z 1998 r. z miłą chęcią podszedłem do pierwszego testu globalnego, mając przy tym ogromne oczekiwania co do ulepszonej kompozycji. Niestety bardzo tego pożałowałem...
Hugo Boss- Bottled Intense miał być zapachem, który otuli mnie w chłodny, deszczowy i dość ponury dzień. Liczyłem na to, że jego bukiet odzwierciedli aromat domowej szarlotki (tak jak miało to miejsce w starszych wydaniach protoplasty) i potowarzyszy mi przez minimum parę dobrych godzin. Finalnie, poza dobrymi parametrami użytkowymi, kompozycja przypomina swoje odpowiedniki z bardzo niskiej półki, takie jak Bi Es- Brossi czy G.Bellini X-Bolt.
Miało być bardzo fajnie, a niestety okazało się gorzej, niż zakładałem. Kompozycja jest linearna i do tego wybrzmiewa bardzo sztucznie. Od samego początku do końca czuć ciepłą nutę wanilii, która została przyprawiona odrobiną cynamonu oraz najwstrętniejszym akordem jabłkowym, jaki wąchałem. To właśnie zielone jabłko wybrzmiewa najmniej naturalnie ze wszystkich wyczuwalnych nut i do tego dominuje ono pozostałe. Odnoszę również wrażenie, że gdzieś w tle przewija się nuta kwiatu pomarańczy wraz z fasolką tonką, które również wybrzmiewają dość marnie i tanio. Na pocieszenie mogę dodać, że kompozycja staje się bardziej akceptowalna po ok 1-2 h, gdy przycichnie i wyłaniają się  z niej delikatnie drzewne akcenty. Pomimo tego spodziewałem się jednak czegoś więcej po tych perfumach...  

Hugo Boss- Bottled Intense od samego początku poraża nasze nozdrza dość silną dawką chemii. Tak jak powstały bukiet przypomina zwykłego Bottled (w obecnym wydaniu- nie mylić ze starszymi wersjami), to przy kompozycji z dnia premiery i kilku kolejnych lat nawet on nie stał. Poza kształtem butelki i kolorem cieczy ciężko jest mówić o podobieństwie do Bottled, którego poznałem x lat temu. Jeżeli zamówiłbym obecnie w perfumerii internetowej Hugo Boss- Bottled lub Bottled Intense i porównał go do zapachu, który zapamiętałem, uznałbym wówczas, że kupiłem jakąś tanią podróbę. Niestety, ale nie mogę polecić tego produktu biorąc pod uwagę zawartość flakonu oraz jego cenę (ok. 200 zł za 100 ml.)

Twórca kompozycji: brak danych

Nuty głowy: jabłko, kwiat pomarańczy, bergamotka
Nuty serca: geranium, cynamon, goździk, lawenda, kardamon
Nuty bazy: drzewo sandałowe, cedr, wetyweria, wanilia

Zdjęcie do powyższego wpisu zostało zapożyczone z portalu www.fragrantica.pl.

niedziela, 21 października 2018

Dlaczego perfumy vintage są fajne? cz.3


W trzeciej części mojego mini-felietonu dowiecie się co nieco na temat reformulacji perfum oraz tego, gdzie obecnie można odnaleźć ulubione zapachy w pierwotnych/starszych formułach. Wpis ten opieram głównie o swoje doświadczenia, które oczywiście mogą się nieco różnić od waszych.

6. Reforumlacje w obecnie dostępnych retro perfumach.

Raczej nikogo nie powinno to zdziwić, jeśli napiszę, że obecna wersja mojego ulubionego YSL Kourosa nie pachnie tak samo, jak ta wydana przez Paris, bądź Parfum-Corp na przestrzeni lat 1981-1993. To samo zjawisko tyczy się wielu perfum obecnie dostępnych w drogeriach i online. Współczesne wydania pachną zazwyczaj jak namiastka tego, co wydano w dniu premiery i chcąc lub też nie musimy zaakceptować taki stan rzeczy, bowiem perfum w  z dawnych lat podstawowej formule już niestety nie przybędzie. Jednak jest jeszcze pewna opcja, o której chciałbym dzisiaj napisać, aby ułatwić poszukiwania waszych ulubionych zapachów, które pachną tak jak powinny. Trzeba jednak liczyć się z tym, że poszukiwania starych egzemplarzy są zazwyczaj czasochłonne, kosztowne oraz ryzykowne, ponieważ nigdy nie mamy pewności co do kondycji płynu ukrytego w butelce. Jeżeli jednak możemy sobie pozwolić na taki wydatek (często cena flakonu przekracza 500 zł, a czasami nawet 1000 zł) pasowałoby się trochę przygotować, żebyśmy nie kupili podróbki.

W pierwszej kolejności musimy troszeczkę poczytać na polskich i zagranicznych forach, grupach społecznościowych, jak się prezentowała starsza odsłona poszukiwanego zapachu. Mam tutaj na myśli informacje typu, jaki koncern wówczas rozlewał zapach, jak wyglądał flakon/korek/etykieta/opakowanie. Przedstawię wam je w skrócie na przykładzie Kourosa, któremu na przestrzeni lat przemieściła się nazwa na flakonie, zmieniły się miejsca występowania batch code, aż w końcu został pozbawiony tzw. chromów (srebrnych elementów na dnie i szczycie flakonu).

Pierwszy okres (od dnia premiery)
"Paris" 1981-1986

Drugi okres

"Parfums Corp." 1986-1993

Trzeci okres
"Sanofi" 1993-1999

Czwarty okres
"PPR-GUCCI" 1999-2007

Piątey okres
"L'Oreal" 2008- obecnie

Każda z powyższych dat miała mniejszy lub większy wpływ na to, jak pachną starsze odsłony Kourosa oraz na wygląd flakonu i opakowania. Wymienione powyżej okresy to nic innego jak daty reformulacji. Jeżeli chcemy zaopatrzyć się w starsze odsłony np. Kourosa musimy sprawdzić wygląd flakonu, opakowania i przed zakupem poznać zapach z okresu, który nas interesuje. Jeżeli już przestudiujemy informacje z sieci dobrze by się było uzbroić chociażby w małą próbkę lub dekant zapachu. Nie jest to łatwe zadanie, ale również nie powinno należeć do najtrudniejszych, bowiem perfumoholicy są sobie raczej jak bracia i gdy założymy odpowiedni wątek na forum lub grupie społecznościowej, powinna znaleźć się osoba, która odsprzeda lub "poczęstuje" samplem. Tym właśnie sposobem poznałem najstarsze wersje Kourosa. Gdy posiadamy już odpowiednią wiedzę  oraz próbkę zapachu (przyda nam się do zweryfikowania tego, co zamówimy), możemy wówczas poszukać zaufanego źródła zakupu.

7. Poszukiwania starszych formuł

Najbezpieczniej jest odkupić flakon poszukiwanych perfum od kolegi/koleżanki z forum lub grupy społecznościowej. Aby zminimalizować ryzyko dobrze by było, aby osoba, z którą chcemy dobić targu posiadała spory staż w grupie i udzielała się w niej. Rzecz jasna, nie przekreślam w żaden sposób tutaj osób mniej aktywnych, bądź tych, co niedawno dołączyły do grona perfumowych świrów. Dokonując "kosztownych" decyzji staram się po prostu kierować rozumem, a nie emocjami mi towarzyszącymi. Strony, które śmiało mogę polecić to:

Perfuforum.pl
forum Fragrantica.pl
Grupy społecznościowe na FB:  Ministerstwo Perfum, Forum o Perfumach, Polska Pachnąca

Kolejnymi ciekawymi miejscami do zakupu perfum vintage są portale aukcyjne i ogłoszeniowe. Zacznę od tych drugich, ponieważ polecam je najmniej; mam tutaj na myśli portal OLX.pl. Znajduje się na nim wiele ciekawych ofert, jednakże nie posiada on żadnego dodatkowego zabezpieczenia dla kupującego i tak naprawdę zdajemy się na łaskę wystawiającego przedmiot, czy wyśle on do nas zamówienie, czy też nie. Znam nie jeden przypadek, kiedy wydarzył się nieprzyjemny incydent, a policja nie interweniowała, powołując się na to, że kwota X nie jest wystarczająco "duża". Nasz portal aukcyjny allegro.pl jest nieco bardziej pewny i w przeciwieństwie do OLX.pl znajdują się tam zarówno zarejestrowane firmy, jak i osoby prywatne (przy drugim wyborze podejmujemy ryzyko, jak w przypadku OLX). Kilka z wymienionych firm specjalizuje się w wystawianiu perfum sprzed reformulacji/vintage, lecz nie należy to do najtańszych inwestycji. Dobrą alternatywą wydaje się być ebay.com. Warto w jego przypadku przeszukać rynek lokalny (np. ebay.it, ebay.fr, ebay.de, czy ebay.co.uk), ponieważ oferty mogą się różnić w zależności od kraju. Na tym portalu znajdziemy również zarejestrowane firmy i często życzą one sobie krocie za dany produkt, dlatego tym razem polecam zakup od osób prywatnych z formą płatności PayPal, która nas zabezpiecza i w przypadku, gdy kupimy produkt niezgodny z opisem, przysługuje nam prawo do odesłania towaru i odzyskania pieniędzy.

Ostatnim miejscem, o jakim warto wspomnieć są lokalne, małe perfumerie, które dysponują zarówno nowym towarem, jak i vintage. Często produkty te pochodzą z zagranicy i niejednokrotnie mogą być używane, dlatego w tym wypadku warto mieć próbkę zapachu, o której wspominałem kilka akapitów wyżej. Cena produktów w takim miejscu z reguły zależy już od naszych zdolności negocjacyjnych oraz od tego, czy jesteśmy stałymi klientami, czy też nie. Im bardziej jesteśmy zżyci z taką perfumerią, tym ceny z czasem będą stawać się dla nas atrakcyjniejsze i niejednokrotnie pojawi się możliwość zdobycia zapachu na zamówienie. 

Podczas naszych podróży warto również odwiedzać takie perfumerie, ponieważ czasami w dobrej cenie można znaleźć zakurzony, stary, często nieużywany flakonik. Z moich obserwacji wynika, że warto rozglądać się we Włoszech, Francji, Hiszpanii i Holandii. Wszyscy posiadamy dostęp do google.pl,  więc nie powinniśmy mieć problemów ze zlokalizowaniem perfumerii w miejscowości, do której zmierzamy na wypoczynek.   

C.D.N.

piątek, 19 października 2018

Bvlgari- Man In Black

Kolejną jesienno-zimową kompozycją, która porwała ostatnio moje serce jest zapach Man In Black od marki BVLGARI. Perfumy te na tyle mnie oczarowały, że postanowiłem się zaopatrzyć we flakon. Od ostatnich dwóch tygodni sięgam po nie z miłą chęcią niemal co drugi dzień i czuję się w nich za każdym razem wyśmienicie (szczególnie, gdy temperatura spada poniżej 10℃). Firma BVLGARI w świecie perfum znana jest z tego, że wypuszcza na rynek kompozycje, które niemal zawsze cieszą się powodzeniem i trzeba to przyznać, że trzymają fason (może poza ostatnim flankerem rodziny MAN, który jest bardzo przeciętny). Podobnie, jak ostatnio opisywany Tom Ford- Tobacco Vanille, tak i Man In Black swoim aromatem nawiązuje nieco do świątecznej aury Bożego Narodzenia. Poza dwoma wymienionymi powyżej perfumami, podobne uczucia u mnie wywołują również Burberry- London, Viktor & Rolf- Spicebomb i może w nieco mniejszym stopniu Bentley- for Men. Nie ukrywam, że bardzo lubię zapachy z tej olfaktorycznej rodziny, dlatego też postaram się niebawem je wszystkie opisać. A tymczasem powróćmy do bohatera wątku...

Tak naprawdę wszystko co najlepsze w Man In Black ukryte jest w nutach głowy. To właśnie one tworzą przyjemną, ciepłą i zarazem świąteczną aurę. Tuż po aplikacji zapach wita nas świdrującym aromatem przypraw, które przypominają mi nieco zapach korzennych pierniczków wzbogaconych o nutę pieprzu. Powstały akord zostaje złagodzony przez ciepłą lekko słodką nutę alkoholową (rum) i tuż za nim, na drugim planie, delikatnie daje o sobie znać nuta tytoniu. To właśnie te trzy składniki tworzą fundament opisywanej dzisiaj kompozycji. Pozostałe nuty wymienione w piramidzie, w zależności od etapu rozwoju zapachu, dają o sobie znać nieznacznie. Konstrukcja Man In Black jest dość nietypowa, ponieważ za fundament kompozycji z reguły odpowiadają nuty bazy. Nie mniej w żaden sposób nie umniejsza to temu zapachowi. W środkowych nutach rzekomo pojawiają się akcenty kwiatowe, których kompletnie nie wyczuwam. Poza kwiatami nuta serca wzbogacona jest o skórzany akord, który podkreśla męski charakter tych perfum i dodaje nieco szorstkości całej kompozycji. Po dobrych paru godzinach na skórze nadchodzi czas na dry down. W Man In Black charakteryzuje się on podkreśleniem wątków słodkich poprzez wyłonienie się fasolki tonki i benzoesu oraz wzbogacenie kompozycji o balsamiczno-drzewny niuans dzięki zastosowaniu drzewa gwajakowego.

Man In Black to zapach, w którym od samego początku panuje ład i skład, niczym w szwajcarskim zegarku. Nie występuje w nim moment, który by mi się nie podobał. Kompozycja przechodzi płynnie i zarazem leniwie w poszczególne etapy. Nie ma tu żadnego zgrzytu od otwarcia po nuty bazy. Nie zaobserwowałem również w niej chemicznych, syntetycznych wątków, z którymi mamy do czynienia w większości obecnych propozycji mainstreamowych. Przy okazji, kolejną zaletą Man In Black są bez wątpienia parametry użytkowe (10-12 h na skórze) oraz cena, która nie powinna przekroczyć 190 zł za 100 ml!

Jak już sami pewnie zauważyliście nie jest to tak, że uwielbiam tylko i wyłącznie zapachy retro i nie uznaję przy tym współczesnych kompozycji zapachowych. Jeżeli zapach zasługuje na uwagę nie ma dla mnie znaczenia, z jakiej epoki pochodzi. Man in Black przywrócił we mnie wiarę (tak jak jakiś czas temu Bentley- for Man), że obecnie można tworzyć prawdziwie szlachetne perfumy. Nie dajmy sobie wmówić, że syntetyki występujące na półkach TOP 10 drogerii to poziom obecnego perfumiarstwa.

Twórca kompozycji: Alberto Morillas

Nuty głowy: tytoń, przyprawy, rum
Nuty serca: skóra, tuberoza, irys
Nuty bazy: drzewo gwajakowe, benzoes, fasolka tonka 

Zdjęcie do powyższego wpisu zostało zapożyczone z portalu www.fragrantica.pl.

niedziela, 14 października 2018

Tom Ford- Tobacco Vanille

Dzisiaj pod lupę biorę jeden z bardziej znanych i lubianych zapachów z portfolio marki Tom Ford- Tobacco Vanille. Jest to kompozycja unisex, która wchodzi w skład kolekcji  tzw. Private Blend. Perfumy te miały premierę w 2007 r. i od tamtej pory cieszą się ogromnym uznaniem wśród perfumoholików. Tobacco Vanille jest niezwykle komplementogennym zapachem, który idealnie otula w chłodne pory roku. Można również powiedzieć, że kompozycja ta odniosła ogromny sukces komercyjny, bowiem do tej pory powstało wiele perfum niszowych (tańszych), które w dużym stopniu są inspirowane opisywanym zapachem. 

Tobacco Vanille jest stosunkowo prosty w odbiorze i bez wątpienia spodoba się osobom, które gustują w słodkich zapachach, jak i tym, które przez cały rok mają do czynienia ze "świeżakami". Pomimo tego, iż perfumy te są linearne, bezpieczne, to bez większego problemu są akceptowane przez otoczenie. Śmiem twierdzić, że Tobacco Vanille jest dowodem na to, że w prostocie tkwi piękno, ale przejdźmy do rzeczy.

Otwarcie perfum charakteryzuje się intensywnym uderzeniem słodyczy wymieszanej z przyprawami. Wyłonienie się bukietu przywodzi na myśl świąteczną aurę Bożego Narodzenia, a otulająca słodycz oraz delikatne przyprawowe akcenty tworzą przyjemną w odbiorze relaksującą aurę. Po zapoznaniu się bliżej z tymi perfumami uważam, że pomimo wymienionego w nazwie tytoniu, nie ma go tutaj za wiele. Nuta ta przewija się chwilowo tuż po aplikacji, po czym zanika zaabsorbowana przez słodkie akcenty. Najbardziej wyczuwalną nutą o dziwo jest wanilia, która w środkowych nutach zostaje wzbogacona o kakao oraz fasolkę tonkę, co powoduje, że słodka woń nabiera nowego wymiaru. Kumaryna (występująca w fasolce tonce) z ciepłą kakaową nutą tworzą balsamiczno-słodką bazę, na której leniwie rozwija się wanilia. W bazie zapach lekko się wycisza, a słodycz perfum zostaje zbalansowana poprzez drzewne niuanse. Z czasem Tobacco Vanille zmienia lekko swoje oblicze poprzez wyłonienie się akordu suszonych owoców, który chwilami przypomina przesłodzony, świąteczny kompot z suszu. W tej postaci kompozycja pachnie już niemal do końca, stopniowo tracąc swoją moc, aż zupełnie znika po ponad 12 h.

Tom Ford w świecie perfum znany jest głównie z dość kontrowersyjnych kampanii reklamowych oraz perfum, które w dużej mierze są poprawne i zarazem przyjemne w odbiorze. Raz na jakiś czas można natrafić na kompozycję, która nieco wyróżnia się z tłumu (np. Tobacco Vanille czy Tuscan Leather) i niemal od razu staje się ona bestsellerem  (powyższe zjawisko głównie tyczy się ekskluzywnej [nie mylić z niszową] linią Private Blend). Trzeba przyznać, że osoba odpowiadająca za marketing firmy ma głowę na karku i potrafi zrobić szum wokół zapachów, które są przyjemne, proste i sprzedać je za krocie. Wracając jednak do Tobacco Vanille- jest to naprawdę dobry zapach, po który sięgam wtedy, gdy nie chcę pachnieć animalnie, czy jak jaskinia nietoperza (czyt. Zoologist- Bat). Wszakże w perfumach nie chodzi o to, żeby zawsze pachnieć dziwnie.

Jedynym mankamentem tych perfum jest ich cena, która jest o wiele za wysoka dla flakonów o pojemności 100 ml (~12.5 zł za 1 ml). Jeżeli chcemy się cieszyć prostotą i pięknem tej woni, polecam zorganizować rozbiórkę flakonu 250 ml, który w przeliczniku daje cenę ok. 6 zł za 1 ml (przy rabacie -20%  w Douglasie).

Twórca kompozycji: Olivier Gillotin 

Nuty głowy: liść tytoniu, nuty przyprawowe
Nuty serca: fasolka tonka, kwiat tytoniu, wanilia, kakao
Nuty bazy: suszone owoce, nuty drzewne

Zdjęcie do powyższego wpisu zostało zapożyczone z portalu www.fragrantica.pl.

Franck Boclet- Tobacco