wtorek, 21 maja 2019

Perfume.Sucks- Blue

Od pewnego czasu poszukuję ozonowych, świeżych perfum, przy których mógłbym powspominać końcówkę lat 90-tych (bardzo ją dobrze wspominam z dzieciństwa). Przestrzeń lat 80-tych do niemal 2000 roku była czasem, kiedy w mainstreamie panowała moda na sportowe, morskie, rześkie zapachy. Niejednokrotnie przekonałem się, że perfumy pozwalają cofnąć się w czasie. Przypominają pewne epizody z przeszłości, dzięki czemu jesteśmy w stanie wcisnąć hamulec w naszym rozpędzonym, chaotycznym życiu i odnaleźć ukojenie. Po przetestowaniu dziesiątek kompozycji okazało się, że moim prywatnym wehikułem czasu są perfumy Polo Blue od Ralpha Laurena. Jednak to nie o nich dzisiaj mowa.

Zanim przetestowałem kolejny zapach ze stajni Perfume.Sucks byłem przekonany, że i w niszy kiedyś odnajdę taką kompozycję, która myślami cofnie mnie do czasów dzieciństwa. Przeglądając skład Blue delikatnie liczyłem na to, że Andreas Wilhelm zrobił ukłon w stronę lat 90-tych i jego kompozycja okaże się być kolejnym łatwym w odbiorze ozonowo-morskim zapachem. Jednak po globalnych testach wszystkie moje oczekiwania spaliły na panewce, ponieważ woń okazała się być bardzo nowoczesna. Sama kompozycja nie jest zła i w pewien sposób mnie zauroczyła; budzi zarówno moje  zainteresowanie, jak i otoczenia.

Podczas testów blotterowych zapach wydawał się być mniej wymagający. Wyczuwałem w nim wówczas dużo słodyczy kwiatowej, przeplatającej się z nutami wodno-ozonowymi (poniekąd nawiązywały one do minionych lat). Po testach globalnych kompozycja ułożyła się na mnie zupełnie inaczej. Blue okazał się być bardziej surowy, chłodny pozbawiony nut, które ocieplały całość na blotterze. Po pewnym czasie zacząłem również wyczuwać słone oraz drzewne niuanse, które wydawały się być równie chłodne, jak te wymienione powyżej. Z biegiem czasu (na szczęście) perfumy delikatnie się ociepliły i powróciła kwiatowo-zielona nuta, która zafascynowała mnie przy pierwszym kontakcie. Na sam koniec kompozycja wyciszyła się i przypominała mi delikatnie woń upranej, białej koszuli.
 
Byłbym nieobiektywny i złośliwy, gdybym ocenił Blue jako złe perfumy. Nie spełniły one do końca moich oczekiwań, ponieważ szukałem czegoś innego, dość konkretnego, a testowany produkt okazał się być ciekawym, nowoczesnym bytem. Kompozycja broni się i do tego posiada bardzo dobre parametry użytkowe, jak na zapach tego typu. Jeżeli szukacie czegoś nowego na zbliżający się letni sezon Blue może się okazać ciekawą alternatywą.

Twórca kompozycji: Andreas Wilhelm
 
Skład: aldehydy, nuty wodne, drzewo sandałowe, ambroxan, piżmo

Zdjęcie do powyższego wpisu zostało zapożyczone z portalu www.fragrantica.pl.

niedziela, 19 maja 2019

Perfume.Sucks- Green

Obfite majowe ulewy, z którymi mamy do czynienia w ostatnich dniach podsunęły mi pomysł, aby dzisiejszego słonecznego poranka użyć jakiegoś innego zapachu, niż dotychczas. Z reguły w weekendy (sam dla siebie) sięgam po klasyczne męskie perfumy, które niekonieczne znajdują  akceptację wśród otoczenia. Zazwyczaj w gronie moich weekendowych ulubieńców można trafić na takie pozycje, jak: Kouros, Leather Oud, Musc Tonkin i inne tzw. bomby atomowe posiadające wybitne walory użytkowe. Po wczorajszej sobotniej imprezie w domowym zaciszu obudziłem się dzisiaj nieco wczorajszy, "zmęczony życiem" i w ramach alternatywy i przełamania rutyny sięgnąłem po perfumy, które swoją nazwą (Green) skojarzyły mi się z bujnie kwitnącą za oknem zielenią. Jaki był efekt tej decyzji? Tego dowiecie się z poniższego akapitu.

Jestem niemal przekonany, że miłośnicy muzyki reggae i koneserzy palenia trawki docenią ten zapach w pierwszej kolejności, bowiem od pierwszej chwili po aplikacji mamy do czynienia z soczystym, zielonym akordem marihuany. W moim odczuciu powstałą woń nie da się pomylić z niczym innym i wszyscy Ci, którzy kiedykolwiek mieli okazję relaksować się w towarzystwie tej rośliny rozpoznają i docenią tę nutę. Im dalej w las, tym kompozycja stopniowo wysładza się (ale nie przesadnie). Powoli uwalniają się nuty kawy oraz orzecha laskowego, tym samym ocieplając zielony akord marihuany. Zapach ten także wyjątkowo mnie zaintrygował ze względu na zachowany balans. Mamy w nim do czynienia z zielenią w postaci konopi indyjskich, niuansami gourmandowymi oraz świeżymi wątkami w postaci mango i rabarbaru, a przy tym perfumy płynnie i z gracją rozwijają się na skórze. Wymienione nuty bardzo przyjemnie ze sobą współpracują, nie ma pomiędzy nimi zgrzytu, a ich połączenie budzi duże zainteresowanie otoczenia. Po kilku dobrych godzinach z Green na skórze można zauważyć, że kompozycja stopniowo wycisza się, a nuty słodkie przeplatają się z owocowymi na delikatnym, ciepłym, ambrowym tle.

Kompozycja miała być "sucks" (do bani), a okazała się być bardziej atrakcyjna, niż zakładałem. Nie przytłoczyła mnie swoim ciężarem w dniu mojej niedyspozycji, a dodatkowo zaintresowała. Parametry użytkowe Green są na równie wysokim poziomie, ponieważ przy aplikacji 3 psiknięć wciąż wyczuwam go na karku po 8 h od aplikacji. Cena produktu, również nie przeraża, ponieważ za flakon 50 ml trzeba zapłacić ok. 330 zł. Przyznam szczerze, że zapach ten umilił mi dzisiejszy dzień i samopoczucie. Czyżby to była zasługa wspomnianej wyżej marihuany ;) ?

P. S. Pamiętacie szkolną grę w zielone (jakoś tak mi się skojarzyło)?

Grasz w zielone?
- Gram
Masz zielone?
-Mam

Twórca kompozycji: Andreas Wilhelm

Skład: marihuana, kawa, orzechy laskowe, rabarbar, mango, ambra

Zdjęcie do powyższego wpisu zostało zapożyczone z portalu www.fragrantica.pl.

sobota, 18 maja 2019

Dragonfly Olfactory Studio- nowa niszowa perfumeria w Krakowie.


W ubiegły czwartek, 16 maja, miałem okazję odwiedzić nową niszową perfumerię znajdującą się przy ulicy Św. Gertrudy 23 w Krakowie. Byłem bardzo zaskoczony nowym obiektem, ponieważ nie mówiło się o nim zbyt dużo w kręgach perfumoholików. Nie licząc kilku drobnych informacji umieszczonych na Facebooku i cynku z jednej zaprzyjaźnionej perfumerii (:) ) niewiele wskazywało na to, że w grodzie Kraka niebawem otworzy się obiekt z zupełnie nowymi dla lokalnego rynku brandami. Wracając jednak do Ważki (Dragonfly)- trzeba przyznać, że perfumeria znajduje się w fajnej, centralnej lokalizacji miasta, a powierzchnia lokalu składająca się z kilkunastu m² prezentuje się naprawdę świetnie.


Po przekroczeniu drzwi wejściowych ukazuje się nam nowoczesne wnętrze, w którym dominuje kolor zielony i jego odcienie. Bardzo pozytywnie zaskoczyły mnie również dekoracje w postaci żywych roślin oraz kwiatów, które dodatkowo pozwalają się wyciszyć przed testowaniem perfum.

Zanim zaprezentuję, jakie nowe marki niszowe oferuje perfumeria, chciałbym wspomnieć o założycielach firmy, których miałem okazję poznać i zamienić z nimi kilka słów. To, co mnie zaciekawiło to fakt, że wywodzą się oni z zupełnie innych branż, a Dragonfly Olfactory Studio jest ich wspólnym projektem. Poza dobrze prosperującymi markami znajdziemy u nich również pasję i "wyjście naprzeciw oczekiwaniom klienta". Po bardzo przyjemnej rozmowie okazało się, że jeden ze współzałożycieli interesuje się Bizancjum i Turcją,  często odbywa wycieczki w tamte rejony, a marka Nishane jest ukłonem w kierunku jego pasji. Jedna z legend także głosi, że cała fascynacja niszowymi perfumami zaczęła się od kontaktu z Nasomatto- Black Afgano :) kilka lat wcześniej.


 Jakie marki ukażą się naszym oczom po przekroczeniu progu Dragonfly Olfactory Studio? Mógłbym wypunktować w zasadzie brand po brandzie, jednak uważam, że i to zagadnienie warto by było nieco rozwinąć. Dowiedziałem się, że wszystkie marki, które dostępne są stacjonarnie przeszły wiele testów i były starannie selekcjonowane. Musiały spełniać kilka warunków, aby pojawić się na półkach perfumerii, np. brand musiał posiadać koncepcję (duszę), ciekawe kompozycje w swoim portfolio i nienaganne parametry użytkowe. Nie jest  łatwo sprostać takim wymaganiom, bowiem niejednokrotnie pięknie pachnące perfumy niestety nie grzeszą trwałością na skórze (aczkolwiek jest to kwestia indywidualna, o czym niejednokrotnie sam się przekonałem). Jak widać wyjazdy właścicieli Dragonfly Olfactory Studio na targi perfumeryjne we Florencji i Mediolanie okazały się być bardzo owocne. Co ciekawe, wszystkie dostępne linie perfum w Ważce są kompletne; nie prezentują tylko pojedynczych, dobrze sprzedających się egzemplarzy.


Na chwilę obecną w perfumerii mamy do czynienia z dziesięcioma markami niszowymi, z czego jedynie trzy są mi znane. Z biegiem czasu do oferty dołączą kolejne (m.in. Perfume Sucks ze Szwajcarii). 

Map of the Heart i Liquides Imaginaires są mi znajome, ponieważ występują w ofercie warszawskiej perfumerii Mood Scent Bar (swojego czasu również posiadali w swojej ofercie Nishane, lecz na chwilę obecną wycofali się z dystrybucji). Kolejną rozpoznawalną na naszym rynku marką jest Histoires de Parfums (linia Edition Rare), dostępna w warszawskiej perfumerii Mon Credo. Jakby jednak na to nie patrzeć wymienione powyżej brandy do tej poory nigdy się nie pojawiły na krakowskich półkach perfumeryjnych.


Z nowości, na pewno warto wspomnieć, że nareszcie możemy delektować się przyjemnymi zapachami od Santi Burgas, które aktualnie składają się z trzech linii zapachowych. Poza tą hiszpańską marką znajdziemy również francuską- Eternel Gentleman, oraz kilka włoskich: Naso Di Raza, Extrait D'Atelier oraz brand, który najbardziej zainspirował mnie swoją koncepcją- Jusbox. Ta marka zamknęła we flakonach wspomnienia najważniejszych muzyków i wydarzeń tej branży. Nie ukrywam, że bardzo mi się podoba ta koncepcja. Korki wyglądają jak płyty winylowe (wykonane są z winylu), a szklane flakony posiadają nietypowy wymiar- 78 ml, który jest ukłonem w stronę pierwszych płyt winylowych, obracających się 78 razy na minutę. Gdyby tego było mało pudełko ma wymiar zbliżony do opakowania płyty CD, a po jego otwarciu w okładce znajdziemy kieszonkę z broszurką dot. zapachu (tak samo, jak na muzycznych płytach kompaktowych).

Nie pozostaje mi nic innego, jak zachęcić wszystkich maniaków perfum do odwiedzin nowootwartej perfumerii Dragonfly Olfactory Studio.

P.S. Na chwilę obecną perfumeria nie posiada strony internetowej (ruszy ona dopiero na początku czerwca). Wszystkie informacje na jej temat można śledzić na bieżąco na Facebooku i Instagramie.

sobota, 4 maja 2019

Orientica- Ishraq


Po długim weekendzie powracam do marki Orientica i przedstawiam wam kompozycję z linii damskiej, która szczerze mówiąc od samego początku przypadła mi bardziej do gustu, niż opisana już Muntasira. Bohaterem wpisu jest  kobiecy zapach Ishraq. Poświęcony jest bez wątpienia nucie wanilii oraz kwiatom. Od pierwszego kontaktu nie ma wątpliwości, że perfumy te są ciężkie, słodkie i przeznaczone dla miłośniczek słodyczy/gourmand.

Tak, jak wspominałem w poprzedniej recenzji perfum Orientica- Muntasira po pierwszym kontakcie z zapachem miałem nieco odmienne wrażenie co do samej woni, niż po testach globalnych. O dziwo, za każdym razem, gdy wącham atomizer Ishraq odnoszę wrażenie, że kompozycja jest bliskim kuzynem Francka Bocleta- Tobacco- niestety jest to bardzo mylące. Pomimo tego perfumy te są przyjemne w użyciu i stanowią raczej osobny byt, niż klon któregoś ze znanych mi damskich zapachów. 

Przygoda z Ishraq zaczyna się od subtelnej inwazji limonki, która otula akord kumkwatu, a powstały efekt przypomina mi konfiturę/śliwkowy akord. Najprawdopodobniej to właśnie te nuty przy pierwszym kontakcie w pewien sposób nawiązywały do wspomnianego Tobacco do Francka Bocleta. Powstała woń dość szybko się wysładza za sprawą nut kwiatowych występujących na etapie serca. Z moich obserwacji wynika, że najbardziej dominującymi kwiatami są jaśmin i fiołek, które wybrzmiewają przyjemnie i całkiem naturalnie. Z biegiem czasu Ishraq nabiera mocy (a precyzyjniej mówiąc słodyczy) i występujące w bazie nuty drzewne otulane są przez lekko dymną wanilię.

Orientica- Ishraq to bezkompromisowa, słodka kompozycja dla kobiet, które lubią wyróżniać się w tłumie. Ishraq bez wątpienia wywodzi się ze wschodu, co potwierdzają też jego parametry użytkowe. Projekcja tych perfum, jak i trwałość są niebagatelne, dlatego też liczę się z tym, że nie każdej pani spodoba się to. Warto również wspomnieć, że flakon perfum jest masywny, solidnie wykonany i posiada bardzo dobry atomizer (przypominający mi te od Diora czy Lalique). Cena perfum za 100 ml nie powinna przekraczać 90 zł i uważam, że jest ona adekwatna do zawartości (jak na fakt, że marka Orientica nie jest jeszcze zbyt rozpoznawana w naszym kraju).

Twórca kompozycji: brak danych
Nuty głowy: limonka, kumkwat
Nuty serca: jaśmin, irys, konwalia, fiołek
Nuty bazy: wanilia, drzewo sandałowe, piżmo, cedr
 
* Tym razem również przygotowałem konkurs dla czytelników mojego bloga. Aby wygrać słodki flakon Ishraq 100 ml  wystarczy polubić profil Feel it Today na Facebooku, a także wpis dotyczący dzisiejszej recenzji. 11.05.19 wyłonię jedną osobę, która otrzyma opisywane perfumy. Ze zwycięzcą skontaktuję się osobiście i podam szczegóły odbioru nagrody.
 
Partnerem powyższego wpisu jest sklep www.sekretpiekna.pl, który ufundował nagrodę.

poniedziałek, 22 kwietnia 2019

Zoologist- Dodo

Przeglądając ostatnie premiery perfum zauważyłem, że małymi krokami do łask wracają zapachy z grupy fougère. Kompozycje te charakteryzują się z reguły mocnym, lawendowym otwarciem, które z biegiem czasu wzbogacane jest o nutę mchu dębowego i kumarynę, tym samym odtwarzając klasyczną piramidę zapachową tego gatunku. Niejednokrotnie standardowy wzorzec zapachów fougère jest uwspółcześniany; składa się wówczas z nut odbiegających od podstawowych, ale dość często zachowuje leśno-zielony charakter. Kolejnym nurtem w tworzeniu perfum z rodziny paprociowatych jest zmiana ich profilu zapachowego. Wtrącenie pewnych innowacji powoduje, że kompozycje są "przełamywane" i  nazywamy je wówczas neo-fougère


Bohater dzisiejszego wpisu również klasyfikowany jest jako uwspółcześniona wersja perfum fougère. Dzieje się tak, ponieważ pierwsze skrzypce gra w nim soczysta nuta liczi, wzbogacona o słodką malinę oraz cierpką limę. Otwarcie wydaje się być przełamane; czuć w nim świeżość (niczym w wodach kolońskich), która przeplata się z egzotyczną, nieprzesadną słodyczą, przy jednoczesnym zachowaniu harmonii i finezji. Im dalej w las (dosłownie), tym bardziej wyczuwalna staje się żywiczna, lekko dymna, iglasta środkowa nuta w postaci jodły balsamicznej (stopniowo dominująca nutę głowy i wysuwająca się na pierwszy plan). Wymienione w Dodo nuty kwiatowe są mało wyraźne i przypuszczam, że stanowią głównie ukłon w stronę klasycznych zapachów fougère (niemal zawsze występuje w nich geranium/gernaiol, ale nie jest uwzględninany w piramidzie zapachowej). Na zakończenie przygody Dodo oferuje nam całkiem standardową (jak na obecne czasy) bazę, w skład której wchodzą nuty drzewne (paczula, drzewo sandałowe, mech dębowy), a także piżmo z  bursztynem, w wyniku czego perfumy stają się bardziej suche i pyliste.

Tak, jak dodo jest wymarłym gatunkiem ptaka, tak w perfumiarstwie fougère jest niemal wygasłym nurtem. Zapachy typu Azzaro- Pour Homme, czy YSL- Rive Gauche Pour Homme wydają się być obecnie niemal zapomniane i staromodne. Wydaję mi się jednak, że dzięki modzie na barber shopy perfumy te na nowo budzą zainteresowanie konsumentów. Dość często są uwspółcześniane, co niekoniecznie mi się podoba. Nie mniej jednak o Dodo trzeba powiedzieć, że jest to dobry zapach, chociaż nie powala i po wykazie jego nut można oczekiwać znaczniej więcej. Według mnie ciekawszą interpretacją  neo-fougère jest Amouage- Bracken for Men, który po samej aplikacji przywodzi na myśl las po deszczu, mech, torf itd., a przy okazji został wzbogacony o kilka nut orientalnych, które nie dominują myśli przewodniej (czyt. zapachu zieleni/lasu).

Twórca kompozycji: Joseph DeLapp

Nuty głowy: paproć, lima, liczi, malina
Nuty serca: ambra, jodła balsamiczna, geranium, róża
Nuty bazy: bursztyn, piżmo, mech dębowy, paczula, drzewo sandałowe

Zdjęcie nr 1 powyższego wpisu zostało zapożyczone z portalu www.fragrantica.pl.

sobota, 13 kwietnia 2019

Orientica- Muntasira


Dzisiejszym wpisem postaram się rozchmurzyć panującą za oknem pochmurno-deszczową aurę i jednocześnie wzbogacić Feel it today o kolejną markę recenzowanych perfum. Bohaterem wpisu jest mało znany zapach pochodzący z Ajmanu (Zjednoczone Emiraty Arabskie), stworzony przez firmę Orientica, który całkiem pozytywnie mnie zaskoczył. Perfumy orientalne nie są mi obce, a rzekłbym nawet, że jest to jeden z czołowych gatunków, po który sięgam w chłodne pory roku. Wracając jednak do Muntasiry- dla mnie jest to kompozycja hybrydowa. Niewątpliwie czerpie inspirację z europejskiej szkoły perfumiarstwa, ale również  tej wschodniej (o czym za chwilę). Jeżeli jesteście ciekawi, jak pachnie Muntasira zapraszam do poniższej recenzji.

Po pierwszym kontakcie blotterowym miałem wrażenie, że Muntasira jest mało orientalny. W nutach głowy występuje nuta ananasa, która w moim odczuciu wzbogacona została o bliżej nieokreślone przez producenta akordy wodne, nadające kompozycji rześkości i przestrzeni. Po kilku chwilach nasunęła mi się myśl, że powstały bukiet przypomina mi mix perfum Davidoff- Cool Water (pozbawionych ziołowo-drzewnych niuansów) z soczysto owocowym Mont Blanc- Legend. Skojarzenie to okazało się błędne, bowiem tuż po aplikacji Muntasiry na skórę kompozycja okazała się być zupełnie osobnym bytem, nieprzypominającym mi nic, co wcześniej wąchałem. W międzyczasie również charakter perfum stopniowo uwalniał swoje orientalne oblicze. Po raz kolejny okazało się, że nie warto oceniać książki po okładce (czyt. po teście blotterowym). Wracając jednak do samej kompozycji- podczas testów odniosłem wrażenie, że występujący w środkowych nutach jaśmin kooperujący z soczystym ananasem i bergamotką ukierunkowują profil zapachu w stronę unisexu (i tak ja klasyfikuję bohatera wpisu). Wymienione w składzie drzewo cedrowe wraz z paczulą niemal zupełnie zgubiły się w tłumie i nie akcentują swojej obecności na żadnym etapie rozwoju perfum. Im dalej w las, tym bardziej odczuwałem kosmetyczny niuans, przypominający mi zapach lakieru do włosów, który towarzyszył duetowi jaśminu i ananasa. Nie ukrywam, że ten etap najmniej mi się podobał, na szczęście po około 1-2h od aplikacji zanika i pozwala cieszyć się dość specyficzną, soczysto-słodko-orientalną wonią. W dolnych nutach również niewiele się dzieje, ponieważ opisywany powyżej duet nie został zdominowany przez mech, który powinien wnieść nieco szorstkości i ziemistości. Bursztyn natomiast delikatnie ociepla kompozycję w drydownie.

Muszę przyznać, że sama kompozycja niekoniecznie trafia w mój gust, ponieważ ostatnimi czasy delektuję się klasycznymi zapachami typu Cartier- Pasha, Salvador Dali- Pour Homme itd. Mimo tego jednak chciałbym wspomnieć, że podczas testowania Muntasiry w moim miejscu pracy zapach zyskał uznanie kilku osób z otoczenia. Nie dziwi mnie to, ponieważ perfumy te oceniam jako dobre ze względu na kompozycję, wykonanie, jak i parametry. Na mojej skórze utrzymywały się ok. 8h; projektowały dość intensywnie przez pierwsze 4 h. Sam flakon jest ciężki, solidny i nie odstają od niego żadne plastikowe elementy (wycięte ze starannością). Największym jednak uznaniem w mojej opinii cieszy się atomizer, który ładnie rozpyla aksamitną, delikatną chmurkę zapachu. Biorąc pod uwagę wszystkie wymienione elementy uważam, że opisywany produkt jest adekwatny do ceny (100 ml / 90 zł).

Aby potwierdzić moje powyższe słowa wraz z firmą perfumy arabskie przygotowaliśmy konkurs, w którym będzie można wygrać flakon perfum Orientica- Muntasira 100 ml. Zwycięzca przekona się na własnej skórze, że powyższa recenzja nie jest jedną z wielu obecnych w sieci, naciąganych reklam produktu.

Twórca kompozycji: brak danych

Nuty głowy: ananas, bergamotka
Nuty serca: jaśmin, paczula, cedr
Nuty bazy: mech, bursztyn

*Aby wziąć udział w konkursie wystarczy polubić profil Feel it today na Facebooku i odpowiedzieć w kilku zdaniach w komentarzu pod recenzją na pytanie:  ZA CO LUBICIE NAJBARDZIEJ ARABSKIE PERFUMY? Do konkursu kwalifikują się tylko zgłoszenia opublikowane w komentarzach NA BLOGU do 23.04.2019 do północy. Wyłonienie zwycięzcy odbędzie się kolejnego dnia. Ze zwycięzcą skontaktuję się osobiście i podam szczegóły odbioru nagrody.

POWODZENIA!

piątek, 1 marca 2019

Zoologist- Chameleon

Od dłuższego czasu na stronach internetowych pojawia się informacja o dwóch nowych perfumach, które poszerzą portfolio kanadyjskiej marki Zoologist. Już w połowie marca tego roku na półkach perfumeryjnych znajdziemy kwiatowo-orientalny Chameleon oraz Dodo (będący przedstawicielem niemal już zapomnianej rodziny fougére [wymarły gatunek ptaka + zapomniana rodzina perfum... Przypadek? Nie sądzę ;) ]). Dzisiejszy wpis skupi się jednak na Kameleonie, który według mnie jest jedną z najgrzeczniejszych i najprzyjemniejszych kompozycji spośród wszystkich poznanych mi dotychczas "zwierzaczków". Twórcą opisywanych perfum jest Daniel Pescio. Jak mam być szczery nazwisko tego perfumiarza nic mi nie mówiło, dlatego też nie wiedziałem, czego mogę się spodziewać po Kameleonie, aż do czasu, gdy go wypróbowałem. Po testach okazało się, że ten nos posiada ogromny talent i stworzył wiosenno-letni zapach, który niejednej osobie poprawi samopoczucie.


Kameleon otwiera się dość nietypowo, bowiem nawiązuje mocno do kobiecych klimatów retro, przypominających nieco perfumy Chanel- No.5, a będąc bardziej precyzyjnym do uwspółcześnionej ich wersji Chanel- No.5 L'Eau. Podobieństwo tych kompozycji wynika głównie z faktu, że nuty głowy zdominowane są przez kwiat ylang-ylang, wzbogacony o cytrusowe niuanse. Po kilku dobrych minutach z Kameleonem na skórze można poczuć, że charakter perfum się zmienia. Kompozycja staje się bardziej współczesna, ylang-ylang wysładza się poprzez nuty owoców tropikalnych oraz kwiatów. Na tym etapie zapach staje się owocowo-kwiatowym unisexemem, przeistaczającym się w woń przypominającą owocową gumę balonową. Bardzo mi się podoba ten efekt i śmiem twierdzić, że środkowe nuty są tym razem przeskokiem do lat 90-tych, w których to dominowały zapachy świeże, sportowe oraz wodno-owocowe (Acqua di Gio, CK One, CK Escape, Issey Miyake L'Eau D'Issey itd...). Podążając dalej za moją tezą, uważam, że nuty bazy nawiązują do czasów obecnych, w których perfumy oparte są często o słodko-drzewno-piżmowe, pachnące nieco tandetnie akcenty. W tym akurat przypadku Kameleon nie traci z czasem na jakości, bowiem akord gumy balonowej staje się balsamiczny, bliskoskórny i świetnie imituje ekskluzywny olejek do opalania. 

I jak tu podsumować Kameleona? Kiedy on wcale się przed nami nie chowa, tylko przez parę dobrych godzin otula nas swoją tropikalno-wakacyjną aurą? Być może na każdym etapie rozwoju kamufluje pewną epokę perfumeryjną, będącą dla nas łamigłówką? A może po prostu idealnie odzwierciedla środowisko, w którym on sam żyje (ylang-ylang i wanilia z Madagaskaru, egzotyczne owoce, cytrusy, drzewa, nuty wodne)? Tak, czy siak z czystym sumieniem polecam wszystkim (szczególnie osobom przybitym przez obecnie panującą za oknem pogodę) przetestować Kameleona.

Twórca kompozycji: Daniel Pescio

Nuty głowy: bergamotka, cytryna, ylang-ylang, mango, różowy pieprz, karambola, liście fiołka
Nuty serca: drewno kaszmirowe, goździk, kokos, plumeria, jaśmin, szafran, sól morska, skóra, nuty morskie
Nuty bazy: bursztyn, nuty drzewne, piżmo, opoponaks, paczula, drzewo sandałowe, wanilia,  wetyweria

Zdjęcie nr 1 powyższego wpisu zostało zapożyczone z portalu www.fragrantica.pl.
Zdjęcie nr 2 powyższego wpisu zostało zapożyczone z portalu www.zoologistperfumes.com
 

Perfume.Sucks- Blue