niedziela, 31 grudnia 2017

Narcisio Rodriguez - for Him Bleu Noir EDP 2018

Marka Narcisio Rodriguez powstała w 2003 roku i w swoim dorobku posiada obecnie 36 kompozycji zapachowych. Niewątpliwie linia damska jest o wiele bardziej rozbudowana i niemal co roku powstają dla niej kolejne flankery, które trzeba przyznać trzymają wysoki poziom. Linię męską  zainicjował zapach Narcisio Rodriguez- for Him EDT w 2007 roku. Warto zaznaczyć, że twórcą tego mrocznego, dość kontrowersyjnego zapachu jest Francis Kurkdjian. W kolejnych latach doczekaliśmy się Narcisio Rodriguez- for Him Musk, a nastepnie Narcisio Rodriguez- for Him EDP intense. W 2015 roku zaprezentowano nam nową odsłonę linii for Him- Bleu Noir EDT. Zapach ten okazał się niezwykle komplementowany i przedstawił nowe, ciepłe, kardamonowo-wetyweriowe oblicze. Poprzednie zapachy były bowiem bardzo mroczne, piżmowo-animalne. Bleu Noir przez wiele osób porównywany jest do takich zapachów jak Terre d'Hermes, Yves Rocher- Cuir Vetiver czy Cartier- Declaration.

W 2018 roku marka Narcisio Rodriguez poszerzy swoją męską kolekcję o pozycję Bleu Noir w koncentracji wody perfumowanej. Będzie to drugi zapach po klasycznym Bleu Noir EDT. Premiera ta może okazać się bestsellerem w segmencie perfum selektywnych i mam wobec niej ogromne oczekiwania. Na chwilę obecną twórca kompozycji jest nieznany. Na podstawie samych nut zapachowych, ciężko jest wytypować, czy powyższy flanker będzie wzmocnioną wersją linii EDT, czy też okaże się odrębnym bytem. Nie pozostało nam nic innego, jak mieć nadzieję na to, że Narcisio Rodriguez- for Him Bleu Noir EDP okaże się hitem, a nie kitem. 

Powyższa kompozycja składać się będzie z takich nut zapachowych jak:
piżmo, wetyweria, heban, ambra oraz cedr.

 Zdjęcie do powyższego wpisu zostało zapożyczone z portalu www.fragrantica.pl.

Custo Barcelona - Custo Man

Custo Barcelona- Custo Man pojawił się na rynku w 2009 roku. Twórcą tej kompozycji jest Francis Kurkdjian. Custo Man to jego kolejny zapach inspirowany perfumami Fleur du Male. Poniższa recenzja kończy moją opowieść o autoplagiatowanym "kwartecie" wspomnianego wyżej Gruzina. 

Według mnie Custo Man charakteryzuje się największym podobieństwem do Fleur du Male i zarazem jest najmniej odkrywczym ze wszystkich opisywanych przeze mnie uprzednio zapachów tej rodziny (Fleur du Male, Fleur du Male La Cologne, APOM). Warto zwrócić uwagę, że Custo Man składa się aż z jedenastu składników (inne autoplagiaty zawierają ich znacznie mniej). Mimo takiej innowacji, jak już wspominałem wcześniej, nie różni się on wiele od Fleur du Male. Prawdę mówiąc należałoby wydać te perfumy np. pod nazwą Fleur du Male Light lub jakoś w tym stylu, ponieważ woń Custo Man jest tak łudząco podobna do obecnej odsłony protoplasty, że ciężko doszukać się większych różnic między nimi. Jedną z różnic natomiast jest to, że Custo Man pozbawiony jest nieprzyjemnej, fizjologicznej woni, która pojawiała się w kompozycjach stworzonych pod szyldem Jeana Paula Guiltera (dla większości osób jest to wielka zaleta). Dla mnie zaś w tej kompozycji nie dzieje się zbyt wiele; jest ona grzeczna i zachowuje swoje kwiatowo-pudrowo-słodkie oblicze. Pod względem trwałości na mojej skórze Custo Man przegrywa z APOM, Fleur du Male i Fleur du Male La Cologne.

Nie można powiedzieć, że perfumy te są nieudane, natomiast nie rozumiem po co tworzyć kolejny niemal identyczny zapach pod szyldem innej marki. Być może zabieg ten podyktowany był względami finansowymi. W moim odczuciu Custo Man jest zbędnym eksperymentem- co za dużo to nie zdrowo. Na korzyść tego zapachu działa jednak to, że jest on obecnie najlepszym zamiennikiem wycofanego już Fleur du Male, a także jest od niego nieco tańszy. 

Twórca kompozycji: Francis Kurkdjian
Nuty głowy: neroli, bergamotka, limonka, jagoda
Nuty serca: kwiat pomarańczy, pieprz, jałowiec
Nuty bazy: ambra, piżmo, labdanum, tonka, benzoin

Zdjęcie do powyższego wpisu zostało zapożyczone z portalu www.fragrantica.pl.


sobota, 30 grudnia 2017

Caron - Pour Un Homme de Caron

Od paru tygodni jestem szczęśliwym posiadaczem książki Lizzie Ostrom "Perfumy: stulecie zapachów". Czytając ją bardzo się zbulwersowałem, ponieważ w trzecim rozdziale, poświęconym latom 1930-1939, nie ma nawet wspomnianego słowa o tak kultowym męskim zapachu, jakim jest Caron- Pour Un Homme de Caron. Perfumy te są na tyle popularne, że możemy je spotkać obecnie niemal w każdej perfumerii internetowej, czy też stacjonarnej. Caron- Pour Un Homme de Caron jest tylko o 13 lat młodszy od słynnych Chanel No 5 i posiada kilka flankerów w swojej rodzinie (ostatni został wydany w 2017 roku). Był on również inspiracją do stworzenia w 2007 zapachu Taste of Heaven- Absinthe Verte wydanego przez markę Kilian.

Skupiając się na niezbyt bogatej pod względem składu kompozycji Carona chciałem podkreślić, że w porównaniu do wspomnianego wyżej Kiliana, obecna wersja tego pachnidła wypada dość blado i trzeba powiedzieć o tym wprost, że wybrzmiewa nieco syntetycznie. W nutach głowy znajduje się lawenda, która swoją wonią przypomina suszoną lawendę do zwalczania moli (często czuję ją w szafie mojego dziadka). Spotkałem się również ze stwierdzeniem, że lawenda ta przypomina babciną apteczkę :) . Przyznam się szczerze, że otwarcie tych perfum jest dla mnie najtrudniejszym etapem rozwoju całej kompozycji i w porównaniu do Kiliana jest o wiele bardziej surowe. Im dalej w las tym Caron- Pour Un Homme de Caron jest co raz przyjemniejszym zapachem zarówno dla nosiciela, jak i otoczenia. Wyłonienie się nuty serca (wanilii), która tworzy zgrany duet z lawendą jest kwintesencją tego zapachu (tym samym jest to najbardziej podobny etap rozwoju względem Taste of Heaven- Absinthe Verte od Kiliana). Przetrwanie trudnego otwarcia wynagradza nas pięknym finiszem w postaci waniliowego budyniu na słodkim, piżmowym tle. Na koniec zapach staje się także bliskoskórny i zarazem (jak wynika z moich obserwacji) bardzo komplementowany.

Tak wiele lat jak  Caron- Pour Un Homme de Caron jest na rynku, tak często ulegał on wielu reformulacjom. W obecnym wydaniu perfumy te nie są tytanami trwałości i jeżeli jesteśmy w stanie przezwyciężyć dość trudne, lawendowe otwarcie, warto dać im szansę i je poznać. Mogą stać się ciekawą, słodką alternatywą dla osoby, która nie może sobie pozwolić ze względów finansowych na Taste of Heaven- Absinthe Verte od Kiliana (według mnie te są bardziej dopracowane).

Twórca kompozycji: Ernest Daltroff
Nuty głowy: lawenda
Nuty serca: wanilia
Nuty bazy: piżmo

Zdjęcie do powyższego wpisu zostało zapożyczone z portalu www.fragrantica.pl.


czwartek, 28 grudnia 2017

Puredistance - M

Swojego "signature scent" szukam już od niemal 3 lat. W dalszym ciągu nie jestem w stanie powiedzieć, że to konkretnie "ten zapach" podoba mi się najbardziej i odzwierciedla on moje oblicze i osobowość. W tym roku jednak posunąłem się o duży krok do przodu, ponieważ zawęziłem poszukiwania do danej grupy zapachowej szyprowo-skórzanej. Okazało się, że istnieją trzy zapachy w tej rodzinie, które od pierwszego powąchania oczarowały mnie. Pierwszym z nich był legendarny Hermes Bel Ami. O ile się nie mylę perfumy te zapoczątkowały wspomnianą przeze mnie hybrydę (połączenie piramidy szyprowej ze skórzaną nutą). To właśnie kontakt z Bel Ami uświadomił mi, że to czego szukam powinno się znaleźć w perfumach podobnych do niego. Idąc dalej tym tropem miałem ogromną przyjemność zapoznać się z kompozycją stworzoną przez mistrza Roje Dove- Fetish pour homme EDP. Trzeba podkreślić, że w porównaniu do Hermesa, Fetish jest zapachem dwie, a może nawet trzy ligi wyżej, patrząc z perspektywy jakości użytych składników oraz na ewolucję nut. Ostatnim podobnym, a zarazem najcięższym zapachem występującym w postaci ekstraktu perfum, jest Puredistance M (stworzony również przez Roje Dove). W zestawieniu z Hermesem i Fetishem, M jest wg. mnie najbardziej dopracowaną kompozycją szyprowo-skórzaną, wzbogaconą o nuty orientalne.

Puredistance M zawiera pełną piramidę kompozycji szyprowej tj. cytrynę bądź bergamotkę w nutach głowy; jaśmin, bądź różę w nutach serca oraz mech dębowy i labdanum w nutach bazy. Ze względu na swoją koncentrację (25% ekstraktu olejków eterycznych) M zachowuje się nieco inaczej niż Bel Ami, czy też Fetish EDP. Od samego początku rozwija się wolno, stopniowo uwalniając swoje nuty. Nuty głowy oraz serca są tylko dodatkiem do mrocznego, a zarazem eleganckiego oblicza. Z moich obserwacji wynika, że dominującymi nutami w tych perfumach są cynamon, który od pierwszych sekund po aplikacji "świdruje" w nosie; labdanum tworzące mroczno-żywiczną otoczkę oraz skórzany akord, będący fundamentem tej kompozycji. Specyfiką tych perfum jest to, że względem dominujących nut bazy, cytrusy wraz z kwiatami odgrywają rolę drugoplanową i raczej ciężko jest je wyodrębnić. Po kilku godzinach od zaaplikowania w "późnej bazie" M prezentuje swoje nieco lżejsze, balsamiczno-drzewno-piżmowe oblicze i utrzymuje się delikatnie na skórze jeszcze wiele godzin.

Po kilku podejściach do M postanowiłem poszerzyć swoją kolekcję o tę pozycję i uważam do tej pory, że jest to jedna z moich najlepszych zdobyczy 2017 roku. Perfumy te towarzyszyły mi niejednokrotnie podczas ważnych rozmów w pracy, czy też luźniejszych chwil w życiu prywatnym, dodając mi odwagi, pewności siebie i przede wszystkim świetnego samopoczucia. Dość wysoka cena tych perfum (1295 zł za 60 ml ekstraktu perfum) zrekompensowana jest w postaci olejków najwyższej jakości oraz perfekcyjnego połączenia ich ze sobą.

Twórca kompozycji: Roja Dove
Nuty głowy: bergamotka, cytryna
Nuty serca: róża, jaśmin
Nuty bazy: cynamon, paczuka, mech dębowy, labdanum, wetiwer, wanilia, piżmo, nuty skórzane.

Zdjęcie do powyższego wpisu zostało zapożyczone z portalu www.fragrantica.pl.

wtorek, 26 grudnia 2017

Lalique - Ombre Noire 2018

W 2018 roku możemy spodziewać się nowej męskiej premiery od firmy Lalique- Ombre Noire. Patrząc na zdjęcie produktu można stwierdzić, że kształt flakonu oraz kolor cieczy przypomina wycofany już męski orientalny klasyk od Gucciego- Gucci pour homme I. Różnicą w designie flakonu jest okrągły korek oraz etykieta na froncie flakonu. Nie wiem, czy moja wyobraźnia słusznie podsuwa mi takie skojarzenia, czy też marka Lalique chce przywrócić na rynek uwielbianą przez mężczyzn woń. W każdym razie po nieudanej męskiej premierze z 2016 roku (L'Insoumis), Lalique powinien stanąć na wysokości zadania i zrehabilitować się nam za wspomniany "niewypał". 

Poniżej możecie zapoznać się z piramidą nut Ombre Noire:

Nuty głowy: bergamotka, liść figi, mięta
Nuty serca: tytoń, cynamon, papirus
Nuty bazy: mirra, kadzidło, koniak, fasolka tonka, cedr

Jak widać skład perfum jest bardzo ciekawy i coś mi podpowiada, że kompozycja ta będzie strzałem w dziesiątkę w segmencie perfum selektywnych. Zastanawia mnie jednak, czy będzie to zupełnie innowacyjna woń, czy może woń inspirowana (tak jak wspominałem wyżej). Ciężko cokolwiek teraz wywnioskować na podstawie samych nut, bowiem na daną chwilę twórca kompozycji jest również nieznany. Wydaje mi się jednak, że w tym wypadku warto dać kredyt zaufania firmie Lalique. Nie licząc pojedynczych potknięć (np. L'Insoumis), firma ta zawsze oferowała nam perfumy najwyższej jakości. Najlepszym dowodem na to jest cała linia Encre Noire, Hommage, Pour Homme, czy też White.


niedziela, 24 grudnia 2017

Jean Paul Gaultier - Fleur du Male la Cologne

Fleur du Male la Cologne miał premierę w 2008 roku. Jest on pierwszym flankerem klasycznego Fleur du Male, a zarazem drugim z tej kwiecistej "rodziny" autoplagiatowanym eksperymentem stworzonym przez Francisa Kurkdjiana. W 2009 roku powstały kolejne kompozycje o bardzo zbliżonej woni do opisanego już przeze mnie protoplasty. Mowa jest tutaj oczywiście o  Custo Barcelona - Custo Man oraz APOM od Maison Francis Kukrdjiana. Zanim przejdę do opisu samej woni oraz moich odczuć z nią związanych, chciałem podkreślić, że opisywany obecnie zapach jako jedyny powstał w innym stężeniu niż pozostałe kompozycje. Fleur du Male la Cologne, jak sama nazwa wskazuje, został faktycznie wydany w koncentracji wody kolońskiej (EDC).

Od samego początku zapach ten wydaje się być nieco świeższą wersją klasycznego Fleur du Male. Dzieje się tak za sprawą nuty bergamotki, która nie występuje w wersji pierwotnej. Cytrus ten dość szybko zaczyna współpracować z kwiatem afrykańskiej pomarańczy (neroli), który z czasem tworzy fizjologiczny duet z kminkiem. W docelowym odbiorze zapach ten jest najbardziej animalny ze wszystkich kompozycji wspomnianych w pierwszym akapicie. Najprawdopodobniej indol zawarty w olejku neroli pod wpływem małego skoncentrowania (EDC) okazuje najmniej oczekiwane fizjologiczne oblicze. O podobnym zjawisku wspominałem również przy opisie wersji podstawowej.  Akcent fizjologiczny zawarty w tych perfumach potrafi  nasunąć nam skojarzenia ze spoconym człowiekiem, czy nawet szaletem. Woń ta łączy się ze słodyczą i pudrową nutą znaną nam z klasycznej odsłony Fleur du Male, tworząc tym samym trudny w odbiorze zapach. W związku z powyższym Fleur du Male Cologne wg. mnie jest najbardziej wymagającym zapachem autoplagiatowanym przez Francisa.

Fleur du Male la Colgone jest w moim odczuciu nieco lżejszą, a zarazem wcale nie łatwiejszą kompozycją od wydanego rok wcześniej protoplasty (Fleur du Male). Prawdę mówiąc, to perfumy te nawet nie stały w pobliżu wody kolońskiej, która kojarzy nam się ze świeżym, cytrusowym, orzeźwiającym zapachem na upalne pory roku. Mogę stwierdzić, że Francis delikatnie "odchudził" pierwszą wersję "męskich kwiatów" zmniejszając ilość olejków w kompozycji, jednocześnie nie pozbawiając jej wspólnego DNA oraz tytanicznych parametrów.

Twórca kompozycji: Francis Kurkdjian 
Skład: neroli, kminek, bergamotka, bazylia.

Zdjęcie do powyższego wpisu zostało zapożyczone z portalu www.fragrantica.pl.

piątek, 22 grudnia 2017

BeauFort - Iron Duke


Firma BeauFort jest dość nową marką w świecie perfum. Stworzona została przez Leo Carbtree w 2015 r. Twórca marki z zawodu jest muzykiem i pisarzem, który pała miłością do wszelakich woni oraz interesuje się brytyjskią historią. Zainteresowania historyczne Leo Carbtreea wpłynęły na nazwy dwóch pierwszych linii tego brandu. Pierwsza z nich "Come hell or High Water" związana jest z historią brytyjskiej żeglugi i w jej skład wchodzą takie zapachy jak: 1805 Tonnerre, Coeur De Noir, Fathom V, Lignum Vitae oraz Vi Et Armis. Iron Duke z kolei zapoczątkował drugą kolekcję, Revenants, która dedykowana jest ważnym postaciom historii Wielkiej Brytanii. Iron Duke powstał na cześć  pierwszego księcia Wellington - Arthura Wellesleya . 

Zapach ten charakteryzuje się lekkim, "czystym", animalnym obliczem, które powstało wskutek połączenia się nuty skórzanej z rumem. Powidziałbym nawet, że samo otwarcie zdominowane jest przez ten szlachetny trunek. W między czasie możemy wyczuć również dość rzadko spotykany składnik perfum- proch strzelniczy. Według mnie nuta ta nie do końca odzwierciedla swoją woń, mimo tego na pewno jest dobrze wpasowana w całość kompozycji. Ostatnim składnikiem, jaki znajdziemy w Iron Duke jest tytoń; w perfumach tych przybrał kwaśne i szorstkie oblicze. Po dłuższym czasie od zaaplikowania to właśnie tytoń jest najbardziej dominującym składnikiem. Finalnie przeplata się on ze skórzaną nutą, kreując wspomnianą wcześniej animalną woń. Duet ten o dziwo prezentuje się dość przyjemnie i lekko na tle innych zapachów animalno-skórzanych. Iron Duke jest bardziej "user friendly" w odbiorze, ponieważ nie występuje w nim taki składnik, jak kastoreum czy też drzewo agarowe, które  w połączeniu ze skórą potrafią stworzyć fekalny duet.

Iron Duke nie jest innowacyjną kompozycją w świecie niszowych perfum, jednak na pewno zaspokoi on liczne grono amatorów woni skórzanych, czy też wędzonych. W gruncie rzeczy nie jest on najłatwiejszy w odbiorze, jednak uważam, że warto spróbować się przełamać i dać mu szansę.  Kompozycja ta najlepiej odnajdzie się po zmroku w jesienno-zimowej scenerii.

Twórca kompozucji: brak danych
Skład: skóra, tyoń, proch strzelniczy, rum

czwartek, 21 grudnia 2017

Maison Francis Kurkdjian - APOM

APOM (A Piece of Me) jest finalnym autoplagiatem Francisa Kurkdjiana (po Fleur du Male, Fleur du Male Colgone oraz Custo Man) wydanym w 2009 roku pod szyldem własnej marki - Maison Francis Kurkdjian. W porównaniu do poprzednich zapachów z tej grupy stworzonych przez Francisa, APOM składa się tylko z trzech składników: kwiatu afrykańskiej pomarańczy, ambry oraz cedru. Wydaje się on najbardziej szlachetną i dopracowaną kompozycją (nie ujmując tym poprzednim). 

Po zaaplikowaniu na skórze APOM otwiera się bardzo przyjemną, soczystą nutą neroli (kwiat pomarańczy). W kompozycji tej nie pojawiają się jakieś gwałtowne zwroty akcji, nie przeplatają się tu również między sobą nuty wysuwając się na pierwszy plan i z czasem znikając. APOM jest świetnym pachnidłem w swojej prostocie, bowiem neroli w tej kompozycji tworzy duet z ambrą, osładzając i nadając nieco ciepłego, pudrowego akcentu. Pomiędzy wonią uzyskaną przez duet neroli i ambry w między czasie można wyczuć delikatną świeżą, żywiczną woń drzewa cedrowego, która uzupełnia całość kompozycji.

W ogólnym odbiorze APOM jest prostym, przyjemnym i komplementowanym zapachem. Idealnie nadaje się do noszenia w ciepłe dni, dodając orzeźwienia i gracji wiosennej aurze. Kompozycja ta sprawdzi się niemal w każdych warunkach pogodowych, tym samym poprawiając nam samopoczucie. W ogólnym odbiorze tych perfum możemy poczuć zjawisko "świeżego prania, suszącego się na słońcu". Właśnie dlatego APOM idealnie nadaje się do aplikacji podczas noszenia białej koszuli. Nienachalna projekcja tych perfum jest kolejnym atutem, dzięki czemu zapach ma szersze zastosowanie w życiu codziennym, jak i zawodowym. 

Jak to nieraz mawiają, w prostocie tkwi piękno, a APOM jest tego najlepszym przykładem.

Twórca kompozycji: Francis Kurkdjian
Nuty: kwiat afrykańskiej pomarańczy (neroli), ambra, cedr virginia.

Zdjęcie do powyższego wpisu zostało zapożyczone z portalu www.fragrantica.pl.

środa, 20 grudnia 2017

Dior - Jules 2016

Dior Jules był jedną z bardziej interesujących mnie premier ubiegłego roku. Bardzo ciekawiło mnie, jak firma podejdzie do odświeżenia swojego zapachu z 1980 roku, który w pewnym momencie został wycofany ze sprzedaży. Niestety nie miałem okazji zapoznać się z pierwowzorem, jednak patrząc na skład tych perfum jestem święcie przekonany, że spodobałyby mi się. Po kilku rozmowach z kolegami na forum dowiedziałem się, że wersja z 2016 roku w dość dużym stopniu przypomina wersję vintage, jednakże pojawiają się drobne różnice. Jeśli by zestawić ze sobą obie kompozycje to nowa odsłona jest mniej mydlana, a w otwarciu brakuje szorstkości emanującej od mchu dębowego oraz lawendy. Im dalej w las, tym nowy Jules bardziej przypomina swojego starszego brata. Dziwi mnie fakt, że nowa odsłona dostępna jest głównie w krajach zachodniej Europy i nie ma żadnych informacji na temat tego, czy pojawi się ich dystrybucja na terenie Polski.

Jules z 2016 roku otwiera się zielonymi nutami, lecz nie tak soczystym akcentem, jak w przypadku ostatnio opisywanego przeze mnie Elephanta od Zoologist). Nuty te są bardziej subtelne, niż w większości znanych mi perfum z tej grupy aromatycznej. Są one bardziej uwspółcześnione- jak wiemy zapachy z lat 80-tych posiadały nienaganną projekcję oraz trwałość, a obecnie nie zawsze jest to pożądanym efektem. W nutach głowy również mocno wyczuwalna jest obecność galbanum za sprawą którego zapach przeistacza się w nieco bardziej drzewną, wytrawną woń. Składnik ten wg. mnie jest również nieco pozbawiony głębi znanej mi z męskich perfum vintage. Z biegiem czasu na pierwszy plan wysuwają się środkowe nuty, które w delikatny sposób osładzają zielono-wytrawne otwarcie. Na tym etapie również możemy wyczuć delikatny akcent pieprzu, który na szczęście nie jest zbyt dominujący i nie przytłacza zbytnio nut głowy. Kolejnym składnikiem zasługującym na chwilę uwagi jest chemiczny związek zwany potocznie "hedione". Jest to związek pozyskany w latach 50 XX w. Jego aromat cechuje się zbliżoną wonią do absolutu jaśminowego wzbogaconego o cytrusowo-słodki akcent przypominający kwiat magnolii. W moim odczuciu składnik ten jest najbardziej wyczuwalną środkową nutą. Po kilku godzinach od zaaplikowania, nuty głowy wyciszają się, a zapach staję się bardziej subtelny (środkowe nuty zaczynają krzyżować się z nutami serca). W efekcie uzyskujemy skórzano-drewnianą bazę, która chwilami przypomina klimatem Eau Sauvage. W gruncie rzeczy jest to dość odległe porównanie, jednak tym samym chciałem podkreślić, że baza zapachu ze wszystkich etapach najbardziej wybrzmiewa w stylu retro. 

Nowy Jules jest bardzo przyjemną i bezpieczną kompozycją. Ze względu na niewielką projekcję (nie licząc otwarcia), zapach ten może być używany przez cały rok. Perfumy te idealnie nadawałby się zarówno do pracy jak, i na pierwszą randkę. Czuć, że ich metamorfoza dopasowała je do obecnych czasów i dzięki temu zabiegowi jestem przekonany o ich szerszym, uniwersalnym zastosowaniu na co dzień.

Twórca kompozycji: brak danych.
Nuty głowy: galbanum i nuty ziołowe 
Nuty serca: czarny pieprz, cyklamen i hedione
Nuty bazy: skóra, cedr i jodła.

Zdjęcie do powyższego wpisu zostało zapożyczone z portalu www.fragrantica.pl.

wtorek, 19 grudnia 2017

Piotr Czarnecki - Shihan

Piotr Czarnecki jest zawodowym tancerzem, pedagogiem, a także perfumiarzem. Shihan (niegdyś Sensesi) bardzo łączy się z zwodem pana Piotra i wiąże się z nim dość ciekawa historia. Pewnego zimowego wieczoru podczas lekcji tańca Pan Piotr miał zaaplikowany na sobie zapach własnej produkcji i był on bardzo komplementowany przez koleżanki-tancerki. Wyrazy uznania skłoniły Pana Piotra do zgłoszenia swojego zapachu (został nieco podrasowany przed wysłaniem) na konkurs The Art and Olfaction Awards For Excellence in Perfumery. Konkurs ten stworzony jest dla niezależnych producentów oraz osób prywatnych, które w domowym zaciszu kreują własne perfumy. Efektem zgłoszenia kompozycji Shihan było zdobycie jednego z czołowych miejsc w finale konkursu.

W jednym z udzielonych wywiadów Piotr Czarnecki wspomniał, że koncepcją na Shihana było połączenie ze sobą trzech ulubionych używek autora, tj. kawy, whiskey i tytoniu. Nie sposób zaprzeczyć, iż są to bardzo mocno wyczuwalne nuty kompozycji (nuty głowy). Wydawać by się mogło, że patrząc na wspomniane wyżej nuty Shihan okaże się ciężką i intensywną kompozycją, jednak w rezultacie zapach ten chwilami przypomina mi aromat piernika, czy też ciasteczek korzennych. Dzieje się tak za sprawą nut serca (mirry oraz nut przyprawowych), które wygładzają i otulają chaotyczne, szorstkie nuty głowy. Na mojej skórze "efekt piernika" utrzymuje się najdłużej i w zasadzie z tą wonią najbardziej identyfikuję te perfumy. Na sam koniec, kiedy zapach staje się bliskoskórny, wyłaniają się nuty bazy, które wyciszają i wygładzają całość kompozycji.

W mojej opinii Piotr Czarnecki postawił sobie wysoko poprzeczkę powyższą kompozycją. Osobiście liczę na to, że najbliższe trzy premiery 2018 roku okażą się takim samym majstersztykiem, a być może jeszcze lepszym. Przyznam się bez bicia, że osobiście nie przepadam za gourmandowymi kompozycjami (a tak należałoby sklasyfikować Shihana lub jako orientalno-gourmandowe) i dlatego nie używam za często tych perfum. Bardzo mocno cenię sobie ich kunszt oraz niebywałą historię, ale nic na to nie poradzę- jestem fanem bardziej klasycznych woni. Jako ciekawostkę dodam od siebie, że moja żona przepada za tą kompozycją i podwędziła mi mój flakon. W jednej z rozmów, jaką miałem przyjemność odbyć z Panem Piotrem wspomniał on, że jest to dość częste zjawisko :) .

Twórca kompozycji: Piotr Czarnecki
Nuty głowy: kubański tytoń, whiskey, kawa arabica
Noty serca: kadzidło, mirra, przyprawy
Nuty bazy: ambra, labdanum, ambrette (piżmo ambrowe), piżmo

Zdjęcie do powyższego wpisu zostało zapożyczone z portalu www.fragrantica.pl.

Piotr Czarnecki - Bluebijou, Kiviskin, Venom of Angel - Premiera 2018

Piotr Czarnecki na rynku międzynarodowym zadebiutował swoimi orientalno-drzewnymi perfumami o nazwie Sensei w 2013 r. Pierwotnie perfumy te zostały wydane we flakonie składającym się z trzech koncentracji: EDT, EDP i EXT DP. Niestety ze względu na zastrzeżone prawa autorskie do nazwy (słowo "sensei" po japońsku oznacza mistrz, nauczyciel), kompozycja ta zmieniła swoją nazwę na Shihan, przechodząc także zmianę designu flakonu w 2015 r.  Finalnie Shihan został dopracowany przez autora i wprowadzony do sprzedaży w koncentracj EDP.

Pierwsza edycja perfum Sensei 2013 r. / Shihan 2015 po zmianie nazwy i designu 2015 r.

Warto zaznaczyć, że pomiędzy latami 2013 i 2015 Pan Piotr stworzył również damską interpetację zapachu Sensei pod nazwą She Sensei. Zadebiutowała ona w 2014 r. w dwóch koncentracjach EDP i EXT DP.  Historia damskiego pachnidła była analogiczna, jak w przypadku wersji dla mężczyzn (zmiana nazwy, flakonu).

SHE Sensei pierwsze wydanie 2014 r. /SHE Shihan 2015 r.

Po czterech latach przerwy od premiery damskiej wersji Shihan doczekamy się wydania trzech nowych linii zapachów Piotra Czarneckiego. Pojawią się one na polskim rynku na przełomie stycznia/lutego 2018 r. Każdy z tych zapachów to oddzielna historia i w żaden sposób nie nawiązuje do poprzednich dwóch zapachów. Kompozycje te pojawią się  w jednakowych flakonach (takich jak Shihan oraz SHE Shihan) i wizualnie będą wyróżniały się jedynie kolorem korka, etykietą oraz  cieczy. Na chwilę obecną nie ma jednoznacznych informacji, czy powyższe zapachy będą skierowane do konkretnej płci, czy też będą unisexami. 
Za zgodą autora zapachów przedpremierowo możecie zapoznać się ze składem nowych perfum oraz zobaczyć zdjęcia ich flakonów:

1. Bluebijou - czarna jagoda, czarny fiołek, czarna kawa, czarna trufla, gorzka czekolada, czarny koniak, oud, drewno kaszmirowe, ambra i piżmo.

2. Kiviskin - szafran, gałka muszkatołowa, papryczka pimento, fiołek, tytoń, orzech laskowy, benzoes, cedr i skóra.

3. Venom of Angel - kokos, kadzidło, czarny pieprz, aloes, trzcina cukrowa, bluszcz, cedr i biała czekolada.

Nie sposób ukryć, że skład wymienionych perfum zapowiada się naprawdę obiecująco i osobiście liczę na to, że dotrzymają one kroku Shihanowi, a nawet może go prześcigną!

Na zakończenie chciałbym dodać, że wszystkie osoby, które nie miały dotychczas okazji zapoznać się z twórczością Pana Piotra, mogą dokonać zakupu boxa z próbkami, w skład którego wchodzą wszystkie zapachy opisane powyżej tj.:

1. Shihan
2. SHE Shihan
3. Bluebijou
4. Kiviskin
5. Venom of Angel

Wspomniany box można nabyć w dwóch gabarytach 5x1ml oraz 5x2ml, po uprzednim skontaktowaniu się z Piotrem Czarneckim (np. na Facebooku).





niedziela, 17 grudnia 2017

Zoologist - Elephant 2017

Marka Zoologist zaprezentowała w 2017 roku aż trzy zapachy oraz jedną reformulację. W pierwszej kolejności została wypuszczona na rynek Panda w nowej formule wraz z nowością Dragonfly. Jeżeli dobrze pamiętam, pod koniec września na polskim rynku zawitał bohater dzisiejszej recenzji (Elephant), natomiast od kilku dni w krakowskiej perfumerii Lulua możemy również powąchać Camela. Jak widać Zoologist ma za sobą owocny dorobek w bieżącym roku. 

Twórcą "Słonia" jest Chris Bartlett. Dla niewtajemniczonych- jest to osoba, która stworzyła w 2014 roku dla Zoologist Beavera i również go zreformulowała dwa lata później. Nie sposób odmówić  talentu oraz pomysłowości Chrisowi; mimo tego, że pierwsza wersja Beavera nie podbiła raczej ludzkich serc (ze względu na bardzo animalny akcent woni z dominującą nutą kastoreum), twórca ten miał genialny pomysł, jak przerobić pierwowzór tak, aby stał się akceptowany przez otoczenie. Podstawowa wersja tego zapachu wg. mnie prezentowała zwierzątko widniejące na etykiecie flakonu, zaś zmiana formuły przyniosła odniesienie do środowiska, w którym żyją bobry. Kastoreum zostało wyciszone, a na pierwszym planie pojawiły się nuty drzewne, zielone oraz wodno-ozonowe.

Dzisiejsza recenzja dotyczy Elephanta, tj. z j. angielskiego "Słonia". Słoń zaciekawił mnie nie tylko swoim nutami zapachowymi, ale również tym, że zastosowano w nim podobny zabieg, jak w reformulacji wyżej wspomnianego Beavera- zapach odnosi się do środowiska, w którym żyją słonie. Ewolucja zapachu przypomina mi wycieczkę słonia z najzieleńszych, trawiastych obszarów Sawanny do tych bardziej suchych, o drzewnym krajobrazie.

Nuty głowy tej kompozycji tuż po aplikacji objawiają się silną, zieloną wonią. Aromat ten przywodzi mi na myśl zapach soków wypływających ze złamanych gałęzi krzewów liściastych. Nuty zielone zostają podkreślone cytrusowo-balsamicznym akcentem pochodzącym z kwiatu magnolii. Gdy nuty głowy stopniowo zaczynają się wyciszać,  na pierwszy plan wychodzą nuty drzewne oraz mleko kokosowe z towarzyszącym mu kakao. Na tym etapie Słoń zmienia swoje oblicze i z bardzo zielonego zapachu przeistacza się w drzewno-balsamiczną woń, która nie jest już tak ofensywna, jak samo otwarcie. Finałem tej olfaktorycznej transformacji jest wyłonienie się na pierwszy plan drzewa sandałowego, które występuje w bazie. Przyznam się szczerze, że kilku nut wymienionych w składzie nie jestem w stanie uchwycić ani przy testach blotterowych, ani na skórze (np. kadzidła, jaśminu, czy ambry). Najprawdopodobniej te pojedyncze nuty łączą się subtelnie z innymi, tworząc wspólnie akordy, które opisałem powyżej.

Elephant jest idealnym przykładem na to, jak perfumy powinny pracować i stopniowo uwalniać poszczególne nuty występujące w piramidzie zapachu. Mimo tego, iż Chris Bartlett jest dość młodym perfumiarzem i nie ma jeszcze pokaźnego dorobku na swoim koncie, udowodnił perfumami Elephant, na co go stać. Miejmy nadzieje, że marka Zoologist jeszcze niejednokrotnie zaprosi Chrisa do współpracy, a on pozytywnie nas zaskoczy.

Twórca kompozycji: Chris Bartlett
Nuty głowy: zielone liście, herbata Darjeeling, magnolia
Nuty serca: kakao, mleko kokosowe, kadzidło, jaśmin, nuty drzewne
Nuty bazy: ambra, piżmo, paczula, drewno sandałowe

Zdjęcie do powyższego wpisu zostało zapożyczone z portalu www.fragrantica.pl.

sobota, 16 grudnia 2017

Maison Francis Kurkdjian - Grand Soir

Grand Soir czyli "wielki wieczór", według Francisa Kurkdjiana jest ciepłą, otulającą kompozycją składająca się zaledwie z pięciu składników: ambry, benzoesu, labdanum, bobu tonki oraz wanilii. Poza wymienionymi nutami można przypuszczać, że w nutach głowy została zastosowana również lawenda, która świdruje od początku swoją świeżo - wytrawną wonią. Rzecz jasna lawenda ta nie jest tak mocno podana jak np. w przypadku perfum Carona - Pour un homme (od pierwszych minut dominuje całą kompozycję i czasowo zanika dopuszczając na pierwszy plan wanilię i piżmo). W kompozycji Kurkdijana składnik ten został podany w "nieśmiały" sposób i przewija się delikatnie w towarzystwie czystka (labdanum). Dziwi mnie fakt, iż składnik ten nie został wymieniony w oficjalnym składzie perfum, ponieważ nie jestem pierwszą osobą wyczuwającą tę nutę w kompozycji. Zapewne wiele osób stwierdzi, że to co teraz napiszę jest profanacją, natomiast duet powyższych składników we współpracy z wanilią chwilami przypomina mi otwarcie Opium pour homme od YSL. Efekt ten czuję dosłownie kilka minut po aplikacji, zanim nie uwolni się balsamiczna nuta benzoesu. Nie powinno być w tym nic dziwnego, wszak w Opium występuje również wanilia, a także balsam tolu, który nadaje aksamitności kompozycji po wyciszeniu się cierpkich nut głowy (anyż, czarna porzeczka). 

Jedną ze słabszych stron tych perfum jest to, że po odparowaniu nut głowy kompozycja staje się niemal całkowicie linearna i kolejną fazą rozwoju jest w zasadzie połączenie się nut serca z bazą. Na tym etapie w Grand Soir wyzwala się balsamiczny aromat benzoesu połączony z ambrą oraz słodyczą bobu tonki i wanilii. Warto również  wspomnieć, że ambra w tej kompozycji, w przeciwieństwie do większości znanych mi perfum, nie wybrzmiewa nader animalnie, a tym samym nie tworzy  kontrastu pomiędzy słodkimi nutami. W takim obliczu zastaniemy już Grand Soir do samego końca, aż zniknie nam całkowicie ze skóry po kilkunastu godzinach towarzystwa.

Grand Soir jest unisexem, który idealnie nadaje się na chłodniejsze pory roku, tworząc wokół nosiciela nienarzucającą się ciepłą, słodką, balsamiczną aurę. Umiarkowana projekcja może się okazać atutem tych perfum, ponieważ zapach ten może odnaleźć więcej zastosowań w życiu codziennym, niż perfumy pokroju A*Men/Angel (czyt. słodkie bomby atomowe). 

Twórca kompozycji: Francis Kurkdjian
Nuty głowy: labdanum, lawenda ?
Nuty serca: benzoes (Syjamski)
Nuty bazy: wanilia, ambra, bób tonka 

Zdjęcie do powyższego wpisu zostało zapożyczone z portalu www.fragrantica.pl.

piątek, 15 grudnia 2017

Joop! - Homme

Kolejna męska legenda, która według mnie jest warta poznania. Pod względem kompozycji ten Joop! był innowacją jak na czasy, w których powstał (1989 r.). Uważam tak dlatego, że po latach dominacji aromatów klasycznych z grupy fougère i szyprów, Michel Almairac postanowił zaskoczyć rynek słodką, orientalną męską kompozycją wydaną pod szyldem niemieckiej marki. Oderwanie się od kanonu klasyki było w pewien sposób przełomem w świecie męskich pachnideł, ponieważ po premierze Joopa na rynku stopniowo zaczęły się pojawiać kolejne kompozycje tego typu. Joop! homme w Polsce kojarzy się przede wszystkim z dawnym NRD, ponieważ dość często zza zachodniej granicy przywoziło się takie "ekstrawaganckie" prezenty do naszego kraju, w którym panowało jeszcze ubóstwo po panującym uprzednio ustroju politycznym. Dla Polaków Joop! homme był powiewem luksusu i wówczas nie każdy mógł sobie pozwolić na taki prezent. Warto wspomnieć, że w naszym społeczeństwie powstało znudzenie tym zapachem. Wiąże się ono z jego popularnością w naszym społeczeństwie w latach 90-tych. Legenda głosi, że co drugi Polak nim pachniał 😉. Młodsze osoby nie powinny być uprzedzone do tej woni i raczej docenią kunszt Joopa, wszakże to jedne z najlepszych dyskotekowych perfum! 

Teraz skupię się nieco bardziej na samej kompozycji. Po aplikacji na skórę czuć zmiksowaną nieco syntetyczną mieszankę cytrusów, cynamonu i kapryfolium otuloną wanilią w towarzystwie bobu tonki. Nieco później cytrusy wyciszają się, a na pierwszy plan wyłania się pudrowy akord, który towarzyszy nam do momentu, aż zapach z nas zniknie. Na tym etapie Joop! homme określany jest często mianem "słodkiej landryny". Słyszałem również od otoczenia, że po aplikacji Joopa pachniałem "czymś wiśniowym". Jak wiemy co nos to obyczaj i każdy ma prawo do swojej dowolnej interpretacji zapachów. Ja w gruncie rzeczy uważam, że Joop! homme ma coś w sobie ze wspomnianych wcześniej opinii. Na koniec dodam od siebie, że bardzo lubię do niego wracać w chłodniejsze pory roku, kiedy towarzyszy nam ponura pogoda. Zapach ten wówczas potrafi naładować mnie pozytywną energią!

Twórca kompozycji:  Michel Almairac
Nuty głowy: bergamotka, cynamon
Nuty serca: kwiaty pomarańczy, kapryfolium, jaśmin
Nuty bazy: drzewo sandałowe, wetyweria, wanilia, paczula, ambra, tonka, piżmo

Zdjęcie do powyższego wpisu zostało zapożyczone z portalu www.fragrantica.pl.

czwartek, 14 grudnia 2017

Arquiste - EL




Można powiedzieć, że EL idealnie odzwierciedla klimaty lat 70-tych i 80-tych. Pachnie naprawdę atrakcyjnie. Według producenta kompozycja ta ma odzwierciedlać męski "panty droper", używany na dyskotece w Acapulco w 1978 roku. Jednakże ze względu na fakt, że jestem fanem m.in. Kourosa, Anteusa, Polo Green itd., EL nie będzie miał ze mną tak łatwo i będę musiał się przyczepić do dwóch szczegółów, ponieważ czegoś mi w nim brakuje...

Od samego początku po aplikacji rozwija się on na mnie gęstą ziołową nutą z wyczuwalną szałwią w towarzystwie mchu dębowego. Śmiem również twierdzić, że w otwarciu wyczuwam jakiś rodzaj akordu wodnego. Im więcej czasu minie od aplikacji, tym co raz bardziej wyzwala się zwierzęca baza, która jest  ostra i bezpardonowa. Na tym właśnie etapie Arquiste przypomina mi wersję Kourosa od L'Oreala, która charakteryzuje się mocno wyczuwalnymi nutami mchu, cywety, skóry i (w przeciwieństwie do starszych edycji tego zapachu) brakuje w niej wyczuwalnego miodu, który nadawał jej aksamitności (najnowsza wersja Kourosa jest szorstka i nieco bardziej syntetyczna). Wracając do porównania - baza najnowszego Kourosa bardzo mocno przypomina mi szorstkością EL z tą różnicą, że Kouros zdecydowanie bardziej projektuje na skórze i trwa to nieco dłużej niż w przypadku Arquiste. Parametry EL o dziwo pozostawiają wiele do życzenia, ponieważ po dość inwazyjnym otwarciu staje się on niemal całkowicie bliskoskórny już po 2-3 h od aplikacji i utrzymuje się na mojej skórze do 10 h. Jak na kompozycję w tym stylu jest to dość słaby wynik patrząc na cenę tego produktu.


Resumując - EL jest naprawdę dobrym zapachem i warto go poznać. Szczególnie polecam go tym osobom, które lubią klimaty retro. Największym jego minusem są dość przeciętne parametry oraz cena 750 zł za 100 ml (100 ml najnowszego Kourosa kosztuje nie więcej jak 200 zł i jest on o wiele trwalszą i bardziej złożoną kompozycją o zbliżonym charakterze).

Twórca kompozycji: Rodrigo Flores-Roux
Nuty głowy: liść laurowy, szałwia, rozmaryn, geranium
Nuty serca: cynamon, kardamon, woda z kwiatów pomarańczy, miód gryczany
Nuty bazy: paczula, mech dębowy, wetyweria, kastoreum, cyweta, akord fougère

Zdjęcie do powyższego wpisu zostało zapożyczone z portalu www.fragrantica.pl.

środa, 13 grudnia 2017

Jean Paul Gaultier - Fleur du Male

Fleur du Male zostały skomponowane przez Francisa Kurkdjiana dla firmy Jean Paul Gaultier w 2007 roku.  Warto wspomnieć o tym, że to właśnie on swoimi debiutanckimi perfumami "Le Male" z 1995 roku zapoczątkował całą rodzinę "marynarzy" JPG, która doczekała się między innymi kwiecistego flankera. 
Śmiało mogę powiedzieć, że opisywana kompozycja w moim odczuciu równie dobrze układała się na kobiecie, jak i mężczyźnie. Uważam tak dlatego, że zapach niemal od samego początku wybrzmiewa cytrusowo-pudrowo. W górnych i środkowych nutach znajdują się dwa składniki - neroli (olejek z kwiatu gorzkiej pomarańczy) oraz petitgrian (olejek z liści drzewa pomarańczowego), które już od samego poczatku intensywnie atakują nasze nozdrza. Odnoszę również wrażenie, że w FdM jest jakiś składnik nie wspomniany przez Fragranticę i wysładza on lekko całą kompozycję. Pokusiłbym się o stwierdzenie, że ma on wspólne słodkie DNA z klasycznym Le Male (słodkość ta przypomina mi zapach wanilii). Niektóre źródła podają, że w składzie FdM występuje kumaryna, która odpowiada za słodycz podobną do wanilii. Baza tego zapachu składa się z mieszanki rumianku oraz bazylii. Nuty te dość szybko dominują tworząc fizjologiczno-cytrusowo-pudrową mieszankę. Zauważyłem na sobie, że najlepiej mi się go nosi w temperaturze nie przekraczającej 15*C oraz niespadającej poniżej 0*C. 
Ciekawym zjawiskiem także to, że w zależności od warunków, w jakich zaaplikujemy na siebie ten zapach może on przybrać dwa oblicza. W jednym z nich FdM może zrobić się nieprzyjemny i dusząco-fizjologiczny. W ubiegłym roku popełniłem błąd aplikując FdM w bardzo ciepły dzień w wyniku czego rozwinął się na mnie w kierunku mniej pożądanym i wywołał migrenę. Po tamtym traumatycznym przeżyciu postanowiłem odsprzedać swój flakon. 
Po ponad rocznej przerwie wróciłem do niego i odkryłem jego drugie oblicze w sprzyjającej mu jesiennej aurze; pachnie on wtedy znacznie ładniej niż latem.  Przy niewielkiej aplikacji śmiało można wybrać się w tym zapachu do pracy. Aromat FdM w niższych temperaturach może wywołać skojarzenie świeżo wypranej męskiej koszuli suszącej się na słońcu. Wspomniany efekt jest tym, co najbardziej mi się podoba w tych perfumach.

Na koniec warto również wspomnieć, że FdM został już wycofany z produkcji oraz był trzy razy autoplagiatowany przez  Francisa Kurkdjiana. Nieco lżejszym i zarazem przyjemniejszym wariantem FdM jest Custo Man firmy Custo Barcelona. Wersją najłagodniejszą, stworzoną już pod własnym szyldem MFK (Maison Francis Kurkdjian), jest APOM (A Piece of Me). Obydwa zapachy opiszę na blogu w najbliższym czasie.
Z trzecim wariantem nie miałem jeszcze styczności, oczywiście mowa tutaj o FdM Cologne stworzonym również pod szyldem JPG rok po premierze protoplasty.

Twórca kompozycji: Francis Kurkdjian
Nuty głowy: petitgrian (olejek z liści drzewa pomarańczowego)
Nuty serca: neroli (olejek z kwiatu gorzkiej pomarańczy)
Nuty bazy: rumianek, bazylia, kumaryna

Zdjęcie do powyższego wpisu zostało zapożyczone z portalu www.fragrantica.pl.


wtorek, 12 grudnia 2017

Zoologist - Civet 2016

W zasadzie nie do końca wiem od czego powinienem zacząć opisywać Civet, ponieważ jest to drugi zapach z brandu Zoologist, który mi się kompletnie nie podoba (na pierwszym miejscu pozycjonuję Rhioncerosa).

Kompozycja ta jest niemal od samego początku mocno przechylona na kobiecą stronę mimo tego, iż producent deklaruje, że Civet jest zapachem unisex- kompletnie się z tym nie zgadzam. Po nutach podanych na stronie producenta lub Fragrantice również można by było wnioskować, że zapach ten jestpetardą, tak jak perfumy z lat 80-tych. Nic bardziej mylnego... Okazuje się, że w Civet od samego początku jest dość mało cywety i wszystkie szorstkie nuty przewijają się co najwyżej gdzieś na drugim planie. Pierwsze skrzypce grają tutaj różnego rodzaju kwiaty z żywicą podane na mydlano-piżmowym tle. Najbardziej dominującym kwiatem jest tuberoza, za którą osobiście nie przepadam. W związku z powyższym nie jestem w stanie polubić opisywanego produktu.

Po kilku przeprowadzonych przeze mnie rozmowach oraz blind testach związanych z tym zapachem, śmiało mogę stwierdzić, że płci pięknej Civet podoba się o wiele bardziej niż mężczyznom. Jestem święcie przekonany o tym, że fani perfum z dominującą nutą tuberozy lub miłośnicy kwiatowo-piżmowych woni będą bardziej zadowoleni z tej kompozycji niż ja.

Twórca kompozycji: Shelley Waddington
Nuty głowy: bergamotka, czarny pieprz, przyprawy, estragon, cytryna, pomarańcza
Nuty serca: goździk, plumeria, heliotrop, hiacynt, kwiat lipy, tuberoza, ylang-ylang
Nuty bazy: balsam kanadyjski, cywet, kawa, kadzidło, labdanum, piżmo, mech dębowy, żywice, rosyjska skóra, wanilia, wetyweria i nuty drzewne

Zdjęcie do powyższego wpisu zostało zapożyczone z portalu www.fragrantica.pl.

Zoologist - Beaver 2014




W tym poście postanowiłem napisać o jednym z moich ciekawszych odkryć ubiegłego roku- Beaver Zoologist. Zapach ten ze wszystkich znanych mi Zoologistów usytuowałbym w swoim rankingu w gronie TOP 3 tego brandu (mimo dość przeciętnej średniej ocenie na Fragranitce). Beaverowi nie można odmówić oryginalności, niemniej jednak jego szaletowe otwarcie potrafi zniechęcić spore grono początkujących perfumoholików. Dzieje się tak za sprawą kastoreum oraz piżma podanego w towarzystwie kwiatów wysłodzonych wanilią, które serwują urynalno-słodką woń. Rzecz jasna woń ta wg mnie nie jest porównywalna mocą do zapachów typu Antaeus oraz innych „power horse'ów” lat 70-80. Na mojej skórze Beaver rozwija się irysowo-piżmową nutą zmiksowaną z delikatnym  kastoreum. Po kilku godzinach zapach robi się bliskoskórny, a szaletowa woń ustępuje miejsca irysowi i kwiatowi lipy. Samą kompozycję oceniam bardzo dobrze, parametry są w moim przypadku dość przeciętne i po 7 godzinach perfumy są niemal niewyczuwalne.
Warto również wspomnieć, iż producent perfum zaznacza, że kastoreum w Beaverze zostało pozyskane w 100% syntetycznie i żaden bóbr nie ucierpiał na produkcji tych perfum :).

Twórca kompozycji: Chris Bartlett.
Nuty głowy: kwiat lipy, piżmo i cytrusy
Nuty serca: kastoreum, irys i wanilia
nuty bazy: piżmo, popiół, cedr i ambra.

Zdjęcie do powyższego wpisu zostało zapożyczone z portalu www.fragrantica.pl.

Franck Boclet- Tobacco