poniedziałek, 25 czerwca 2018

Recenzja książki "Erotyka Perfum"

Ostatnio, poszukując jakiejś ciekawej pozycji literackiej o tematyce perfum, postanowiłem przeczytać "Erotykę Perfum" napisaną przez Andreę Hurton. Dowiedziałem się, że książka ta została już jakiś czas temu wycofana z półek w księgarniach i obecnie dostępna jest jedynie na rynku wtórnym. Jeżeli macie ochotę zaopatrzyć się w nią, najlepiej będzie obserwować aukcje na allegro.pl, ponieważ widziałem tam jeszcze kilka sztuk w całkiem przyzwoitych cenach. Wracając do tematu, zamawiając ją w ciemno, nie wiedziałem czego się do końca spodziewać. Zauważyłem tylko, że książka jest stosunkowo krótka (ma 191 storn) i skupia się na kilku ciekawych wątkach, tj; opisie zmysłu węchu, historii, kulturze i wytwarzaniu perfum oraz ich praktyce.

W książce przewijają się bardzo różne wątki dotyczące sposobu działania i oddziaływania na otoczenie zapachów. Autorka wprowadza w temat perfumiarstwa od strony biologicznej, wyjaśniając działanie ludzkiego zmysłu węchu. W dalszej części przedstawia rys historyczny zapachów, począwszy od świata antyku, aż do XX w. Wyjaśnione zostały również marketingowe mechanizmy popularyzacji perfum, tj. współpraca z celebrytami, traktowanie flakonów jako dzieło sztuki, czy kooperacja nosów perfumeryjnych z domami mody. W kolejnych rozdziałach Andrea skupiła się bardziej na samej sztuce perfumiarstwa, przedstawiając poszczególne składniki perfumeryjne, w tym te uchodzące za najbardziej erotyczne (głównie animalne), a następnie podzieliła perfumy na grupy zapachowe. Na zakończenie przygotowała krótki i praktyczny poradnik skupiający się wokół tematu doboru zapachu do osoby i prawidłowego stosowania perfum.

Po przeczytaniu "Perfumy- stulecie zapachów" Lizzie Ostrom nieco sceptycznie podchodziłem i do tej pozycji, bowiem autorka "Erotyki Perfum" nie jest osobą wywodzącą się ze świata perfum, tylko dziennikarką po studiach filologicznych. Obawiałem się, że wiedza merytoryczna w tej książce będzie na niskim poziomie, tak jak w przypadku wyżej wspomnianej lektury. Okazało się jednak, że za 20 zł, w niemalże 200 stronach znajduje się ogrom przydatnej wiedzy, anegdot oraz informacji praktycznych. Każdy rozdział niesamowicie mnie wciągał i w zasadzie przeczytałem tę książkę jednym tchem. Nic się nie przedłużało, nie doszukałem się żadnych wpadek, co więcej dowiedziałem się czegoś nowego z każdego rozdziału. Najbardziej podobał mi się podrozdział dotyczący projektantów mody i perfum, a także opis wpływu chemii na rozwój perfumiarstwa. Jestem bardzo mile i pozytywnie zaskoczony tą lekturą i uważam, że każdy fan perfum (niezależnie od stażu) powinien się z nią zapoznać. Jeżeli miałbym się do czegoś przyczepić to fakt, iż autorka w książce wspomina czasami o kwotach (chociażby za wytworzenie olejków eterycznych, reklamy itd.) i podaje je w markach niemieckich, które wówczas były w obrocie, a do których ciężko się obecnie odnieść. Pomijając ten aspekt, wszystkich fanów zapachów szczerze zachęcam do przeczytania "Erotyki Perfum".

Książkę oceniam na 4/5

sobota, 23 czerwca 2018

Chanel- No 5 Eau Première 2015

Klasycznej odsłony Chanel No 5 raczej nie trzeba nikomu przedstawiać, bowiem zapach ten jest na tyle kultowy i ponadczasowy, że sprzedaje się go w perfumeriach od niemal 100 lat i w dalszym ciągu cieszy się ogromnym uznaniem kobiet. Dzisiejszy wpis skupi się na flankerze stworzonym przez Jacques Polge'a, będącym uwspółcześnioną reinterpretacją klasyki. Pierwotnie Eau Première pojawił się na rynku w 2007 r. i jego twórcą był także wspomniany wyżej główny nos marki Chanel. Perfumy w pierwszej wersji rozlewane były we flakony wyglądające jak flanker z 2004 r.- N°5 Elixir Sensuel. Prawdę mówiąc, nie miałem do czynienia z wersją pierwotną (2007 r.), dlatego dzisiaj opiszę znaną mi odsłonę z 2015 r. (wydaną w ujednoliconym flakonie, takim jak możemy obecnie zastać protoplastę i No 5 L'Eau).

W przeciwieństwie do No 5,  Eau Première 2015 przy pierwszym kontakcie nie wydaje się być aż tak gęsty, aldehydowy, animalny i barokowy. Pomimo tego, we współczesnej odsłonie "piątki" czuć ich wspólne DNA. Eau Première 2015 otwiera się delikatnym muśnięciem neroli, rozwijającym się na lekkim, cytrusowo-aldehydowym podbiciu. Tuż obok tego akordu wyłania się jedna z bardziej charakterystycznych (dla wszystkich odsłon No 5) woni, pochodząca od ylan-ylang. Kwiat ten nadaje lekkiej, balsamicznej słodyczy. Z upływem czasu balsamiczno-kwiatowy akcent zostaje wzbogacony o kolejne kwiaty- jaśmin i różę, które subtelnie podkreślają kobiecość tych perfum. Powstały bukiet rozwija się płynnie i powoli, staje się się coraz bardziej klasyczny, ale nie staroświecki/babciny. W dolnych nutach wyłaniają się nuty drzewne (wetyweria i drzewo sandałowe) oraz wanilia. Składniki te (wyłączając wetywerię) podkreślają balsamiczny charakter perfum i pomimo udziału wanilii, kompozycja nie jest przesłodzona. Finalnie, Eau Première 2015 rozwija się bliskoskórnie, wybrzmiewa aldehydowo-kwiatowo-balsamicznie i przy delikatnej projekcji otula kobiecą skórę, tworząc zmysłową i pachnącą aurę, nawiązującą do klasycznych No 5.

W moim odczuciu reinterpretacja "piątki" w wykonaniu Jacques Polge'a to kawał dobrej roboty. Za sprawą tego dzieła wiele kobiet przechylnie patrzy na retro wonie. Na pewno nie są one proste w odbiorze; trzeba dać im chwilę czasu, aby powstała chemia pomiędzy noszącą je osobą a płynem zwartym w prostym, klasycznym flakonie. Zapach tego typu jest bardzo dobrą alternatywą dla pudrowej, gourmandowej, czy kwiecistej słodyczy panującej obecnie w głównym nurcie. Emanujący w Eau Première 2015 klasyczny, kobiecy bukiet klasyfikuje je raczej jako perfumy formalne, wieczorowe i osobiście używałbym ich bardziej okazjonalnie, aniżeli na co dzień. Drogie Panie, jeżeli jesteście gotowe przełamać pierwsze lody i zechcecie spróbować klasyki świata perfum (lub nieco bardziej uwspółcześnionej jej odsłony), szczerze polecam poznać bohatera wpisu!

Twórca kompozycji: Jacques Polge

Nuty głowy: neroli, aldehydy, ylang-ylang
Nuty serca: jaśmin, róża
Nuty bazy: wetyweria, drzewo sandałowe, wanilia

Zdjęcie do powyższego wpisu zostało zapożyczone z portalu www.fragrantica.pl.

niedziela, 17 czerwca 2018

Lalique- White

Poszukując ciekawych propozycji na lato postanowiłem po raz kolejny zamówić flakon Lalique- White. Zapach ten zapadł mi w pamięć ze względu na bardzo udane, ciepłe wakacje w 2016 r. Wówczas po raz pierwszy testowałem je globalnie i z początku wydawały mi się dość dziwne i mało przyjemne. Po tygodniu obcowania z White doszedłem jednak do wniosku, że zapach jest na tyle niebanalny i wyróżnia się na tle letnich perfum, że warto byłoby opisać go na blogu i zachęcić was do zapoznania się z nimi. Twórcą Lalique- White jest  Christine Nagel, którą kojarzę głównie ze współpracy z marką Jo Malone, Lalique, Hermès, czy Narciso Rodriguez. Osoba ta niejednokrotnie udowodniła na co ją stać tworząc ciekawe, wyrafinowane kompozycje (do których osobiście zaliczam również Lalique- White).

Przeglądając Perfuforum.pl natknąłem się kiedyś na wątek pt. "Zapach wypranej pościeli/białej koszuli". Liderem propozycji od użytkowników był wówczas bohater dzisiejszego wpisu. Po zamówieniu dekantu zacząłem zastanawiać się, jak według forumowiczów pachnie biel, czy wyprana pościel. Flakon tego zapachu też jest biały, a sok wewnątrz świeży. Czy jest to siła sugestii, czy może faktycznie Christine Nagel tymi perfumami chciała odzwierciedlić woń bieli?


Jak na świeży zapach White prezentuje się dość nietypowo. Nie jest on płaski, skonstruowany tylko i wyłącznie z orzeźwiających nut. Posiada on w sobie głębię, pazur oraz hipnotyzującą aurę, która zmusza mnie do wąchania zaaplikowanego nim miejsca. Po pierwszej minucie od aplikacji wyłaniają się wytrawne, soczyste cytrusowe nuty, które rozwijają się na lekko balsamicznym tle za sprawą żywicy elemi. Akord ten pachnie świeżo, a zarazem inaczej niż wszystkie "świeżaki", które znam. W środkowych nutach odbywa się wyrównana walka o dominację. Z jednej strony pieprz i gałka muszkatołowa dodają pikanterii i świdrującego podmuchu, z drugiej kwiat fiołka w towarzystwie kardamonu wygładzają nadmierną ostrość i pazur. Pojedynek ten podobny jest do konfrontacji wody z ogniem, który w rezultacie kończy się kompromisem w postaci ciepłej pary. W dolnych nutach orzeźwiający charakter kompozycji podkreśla aromatyczne, żywiczne, ciepłe drzewo cedrowe podbite piżmem oraz mchem dębowym, który nadaje lekkiej szorstkości. 

Lalique- White jest świetną, uwspółcześnioną interpretacją wody kolońskiej, wzbogaconą o pikantno-drzewne nuty. Perfumy te rozwijają się powoli, ale płynnie- nie ma tutaj miejsca na zgrzyt. W moim odczuciu ta kompozycja Lalique jest nierozstrzygniętym pojedynkiem przeciwieństw, w którym ostatecznie góruje kompromis, odwdzięczając się przyjemnym, delikatnym, świeżym, ale niebanalnym bukietem. Jednym z nas będzie on kojarzył się z zapachem upranej pościeli, czy koszuli, a innym z apteczką lekarską (też słyszałem takie opinie). Osobiście uważam, że jest to zapach bliżej nieokreślonej czystości. Warto poznać te perfumy, ponieważ nie kosztują dużo (ok. 110 zł za 125 ml), wyróżniają się z tłumu i do tego pachną wybitnie. Niestety, wszystko co dobre ma też pewne wady- tutaj będą nimi dość przeciętne parametry użytkowe. Perfumy znikają ze mnie po ok. 3-4 h, co napawa mnie ogromnym smutkiem. 

Twórca kompozycji: Christine Nagel

Nuty głowy: tamaryndowiec, liść cytryny, bergamotka, elemi
Nuty serca: gałka muszkatołowa, biały pieprz, fiołek, kardamon
Nuty bazy: bursztyn, piżmo, cedr, mech dębowy

Zdjęcie do powyższego wpisu zostało zapożyczone z portalu www.fragrantica.pl.

środa, 13 czerwca 2018

Tabacora- T Men Cologne' 76

T Mena miałem okazję poznać na początku tego roku, podczas zorganizowanych przeze mnie warsztatów perfumeryjnych w Krakowie. W trakcie prezentacji poszczególnych grup zapachowych, ku mojemu zaskoczeniu, osoba prowadząca zaprezentowała nam ubiegłoroczną nowość od polskiej firmy Tabacora. Perfumy te są jak dotychczas jedyną męską propozycją tego brandu i co więcej, prezentują inną grupę zapachową od pozostałych. T Men jest uwspółcześnioną kompozycją fougère, zaś reszta wywodzi się z grupy orientalnej. Jako miłośnik klasycznych perfum podszedłem bardzo entuzjastycznie do testów. Moje spostrzeżenia znajdziecie poniżej.

T Men swoim bukietem idealnie odzwierciedla klimat wód kolońskich. Jako klasyczny przedstawiciel rodziny fougère składa się z pełnej piramidy, tj. zawiera: lawendę, kumarynę oraz mech dębowych (i da się to wyczuć). Zapach rozpoczyna się wonią chłodnej, szorstkiej lawendy, która orzeźwia się poprzez stopniowo uwalniające się nuty cytrusów. Perfumy te już na tym etapie w piękny sposób oddają klimat dawnych lat. W sercu wyłaniają się kolejne aromaty, jednak większość z nich zdominowana jest przez "samczą" nutę lawendy, która od początku gra pierwsze skrzypce. Moim zdaniem najbardziej wyczuwalnymi składnikami nut środkowych są te zielone, dodające soczystości, a także anyż, który podkręca temperament kompozycji, nadając świdrująco-ziołowo-marcepanowego akcentu. Na ostatnim etapie rozwoju wyłania się (zgodnie z oczekiwaniami) szorstki, zielony mech dębowy, wetyweria i kumaryna. Chwilami odnoszę wrażenie, że w bazie T Men upodabnia się do legendarnego Azzaro pour homme, chociaż wydaje się być bardziej wyrafinowany i łatwiejszy w odbiorze. 

Podsumowanie zacznę od ciekawostki- T Men został skomponowany przez Christiana Carbonnela, który znany jest mi z tworzenia dzieł orientalnych i ze współpracy z Zoologist (Camel i Panda 2017). Trzeba przyznać, że pomimo ogromnych sukcesów w kreowaniu zapachów orientalnych, świetnie sobie poradził ze stworzeniem klasycznych perfum fougère (bardzo to sobie cenię).  Warto również wspomnieć, że Hiszpan jest kreatorem wszystkich produktów Tabacory. 

T Men jest bezpardonowym, samczym i ciekawym zapachem stworzonym dla mężczyzn, brodaczy, czy (tak jak ja) miłośników retro woni. Zapach zawiera w sobie akcenty kolońskie, jak i "paprociowe", co czyni go naprawdę przyjemnym towarzyszem w ciepłe dni. Pomimo wspomnianych wyżej zalet, perfumy te mają według mnie dwie wady. Jedną z nich jest cena, która przekracza 300 zł za 50 ml i pozostawia wiele do życzenia. Druga to parametry, które są na mojej skórze marne. Nie jestem pewien co do koncentracji tych perfum i zastanawiam się, czy napis na flakonie "cologne" faktycznie nie informuje nas o tym, że zapach będzie bardzo lotny (gdyby nie to, miałbym już go w swojej kolekcji ;) ). Pomijając jednak te dwa aspekty, jeżeli lubicie retro klimaty i uda wam się kupić T Mena w dobrej cenie, polecam go wam z czystym sumieniem.

Twórca kompozycji: Christian Carbonnel

Nuty głowy: bergamotka, bytryna, pomarańcza, lawenda
Nuty serca: róża, nuty zielone, drzewo sandałowe
Nuty bazy; mech dębowy, wetyweria, bób tonka, tytoń.

Zdjęcie do powyższego wpisu zostało zapożyczone z portalu www.fragrantica.pl.

niedziela, 10 czerwca 2018

Budapeszt- perfumeryjny przewodnik


Od bardzo dawna zabierałem się do zrobienia wpisu poświęconego perfumeriom niszowym w Budapeszcie. Dzisiaj nadszedł czas, aby podzielić się moją wiedzą w tym temacie. Dość często wypoczywam w stolicy Węgier i miałem już wiele okazji, żeby przyjrzeć się z bliska lokalnym drogeriom typu Müller, sieciówkom t.j. Douglas, oraz wyżej wspomnianym perfumeriom niszowym. Na wstępie chciałbym zaznaczyć, że warto jest odwiedzić te sklepy ze względu na nieco zróżnicowany względem polskiego asortyment i dość ciekawe sezonowe promocje. Pozostawiając jednak mainstream na boku, przedstawiam trzy perfumerie: Le Parfum, Neroli oraz Madison. Są to perfumerie niszowe, w których każdy miłośnik zapachów może znaleźć coś dla siebie. Wszystkie trzy lokale znajdują się w zasadzie w samym centrum miasta. Mój przewodnik zaczniemy od perfumerii Le Parfum.

Le Parfum - Zólyomi Zsolt


Perfumeria ulokowana jest przy placu Deák Ferenc tér, a dokładniej mówiąc przy Erzsébet tér 9-10. Właścicielem lokalu jest Zsolt Zólyomi, który poza prowadzeniem perfumerii aktywnie bierze udział (jako prowadzący) w warsztatach perfumeryjnych m.in. z kreowania zapachów, udziela wywiadów oraz dzieli się swoją wiedzą na temat perfumiarstwa w lokalnych czasopismach i telewizji. Ponadto na swojej stronie internetowej oferuje dodatkowe usługi, takie jak np. doradztwo w wyborze perfum. Skupiając się jednak na asortymencie- wewnątrz lokalu możemy znaleźć takie perełki, jak flakony sprzed reformulacji od Mony di Orio oraz zróżnicowane marki niszowe, jak: Etro, Frapin, Olfactive Studio, Penhaligon's oraz nieco droższe t.j.: Puredistance, Aedes de Venustas, czy też Grossmith. Poza perfumami, Le Parfum w swojej ofercie posiada świece zapachowe oraz dyfuzory do pomieszczeń. Jako ciekawostkę dodam, że na miejscu można kupić ok. 1-mililitrowe sample perfum, które nie posiadają atomizerów (niestety). Więcej informacji na temat Le Parfum- Zólyomi Zsolt znajdziecie klikając TUTAJ.


Niecałe pół kilometra dalej od placu Deák Ferenc, kierując się w stronę ulicy Váci, znajduje się drogeria Douglas, a nieco dalej Müller. Pomiędzy nimi, przy ulicy Régi posta 19, mieści się kolejna niszowa perfumeria- Neroli.

Neroli - Parfum & Luxe 


Lokal ten wywarł na mnie ogromne wrażenie, ponieważ pod względem asortymentu perfumeria ta przypominała mi rodzimą Quality Missalę. Podobnie jak Le Parfum, Neroli w swojej ofercie posiada również bardzo zróżnicowaną ofertę światowych marek. Ku mojemu zaskoczeniu, po wejściu do środka, w oczy rzucają się pięknie wyeksponowane półki z pełną linią Amouage, Widian, Maison Francis Kurkdjian, większość pozycji od Creed, MDCI, Montale, a także wiele, wiele innych. Odkryłem tam nową markę Fort & Manle, z którą w Polsce nie miałem jeszcze do czynienia. Po kilku testach blotterowych śmiało mogę stwierdzić, że brand ten prezentuje orientalne kompozycje zapachowe (w mojej opinii ponadprzeciętne). Być może przy okazji kolejnej wizyty przyjrzę się bliżej tym kompozycjom i zaopatrzę się w sample. W Neroli możemy także kupić ekskluzywne akcesoria do klasycznego golenia, świece zapachowe, bath & body do niektórych linii zapachowych oraz sample. Największa ciekawostka, jaką znalazłem w Neroli to marka Viktoria Minya, która należy do Węgierki, która jednocześnie jest autorką wszystkich pięciu kompozycji. Więcej informacji na temat Neroli- Parfum & Luxe znajdziecie klikając TUTAJ.




Ostatnim punktem mojego perfumeryjnego przewodnika po Budapeszcie jest perfumeria Madison- dla mnie wisienka na torcie. Zdecydowanie zasługuje ona na maksymalną ocenę w kategoriach asortyment, klimat i lokalizacja. Uważam, że to najbardziej luksusowa perfumeria niszowa w stolicy Węgier.

Madison


W przeciwieństwie do dwóch pozostałych perfumerii, znajduje się ona nieco dalej, przy ulicy Andrássy, a dokładniej przy numerze 26 (nieopodal stacji metra Opera). Już od samego przekroczenia progu można zauważyć, że klimatem przypomina XIX-wieczną aptekę. Dopiero w drugiej kolejności rzucają się w oczy najbardziej pożądane, luksusowe marki perfum, t.j. Roja Dove, Clive Christian, Kilian, Frederic Malle. Nie zabrakło również takich brandów, jak Nasomatto, Orto Parisi, Boadicea the Victorious, Carner Barcelona, Viktoria Minya (podobnie, jak w Neroli) i kilku innych. W przeciwieństwie do opisanych wyżej perfumerii, w Madison nie można kupić sampli perfum, co osobiście uważam za duży minus. Rekompensuje to fakt, że po zakupie jakiegokolwiek flakonu, dostajemy całkiem sporo firmowych próbek z oferty perfumerii. Biorąc pod uwagę ten fakt, sam skusiłem się na niewielkie zakupy i finalnie otrzymałem ok. 10 sampli od Kiliana, Clive'a Christiana i Carner Barcelony (nowej linii orientalnej). Jako ciekawostkę dodam, że Roja Dove skomponował dla Madison perfumy o tej samej nazwie w formie edycji limitowanej z okazji 10 rocznicy istnienia sklepu. Fakt ten świadczy o tym, że Madison to nie pierwsza lepsza perfumeria niszowa. Więcej informacji na temat Madison znajdziecie klikając TUTAJ. 







Mam nadzieję, że zgromadzone przeze mnie informacje ułatwią wam nieco poruszanie się po olfaktorycznej mapie stolicy Węgier, a wasze kolekcje wzbogacą się o kolejne flakony. Na zakończenie zamieszczam fotkę z przygotowań do sesji flakonu Kourosa na tle Parlamentu (zdjęcie znajduje się pod TYM linkiem).

 

środa, 6 czerwca 2018

Gucci- Nobile

Nadeszła pora, aby wziąć pod lupę świeżą, męską kompozycję, która nawiązuje do epoki retro (konkretnie lat 80-tych). Dokonując selekcji testowałem m.in. Geoffrey Beene- Bowling Green, YSL- Rive Gauche, YSL- Eau Libre, Givenchy- Xeryus oraz tytułowego bohatera. Mój wybór padł na Gucciego ze względu na naprawdę bardzo ciekawą aurę i parametry użytkowe (o nich wypowiem się nieco później). Nobile jest drugim zapachem marki Gucci i zadebiutował na rynku w 1988 r. W przeciwieństwie do ich pierwszej kompozycji dla mężczyzn, szyprowej Pour Homme z 1976 r., Nobile jest przedstawicielem gatunku fougère. W moim odczuciu to bliski kuzyn wspomnianych wcześniej Bowling Green, Xeryusa, Lacoste- Original oraz Houbigant- Duc de Vervins.

Zapachy z rodziny fougère (mowa o klasycznych, retro kompozycjach) w swoim składzie muszą posiadać takie nuty zapachowe, jak lawenda, kumaryna, mech dębowy i (nie zawsze, aczkolwiek często) skóra. Wspomniana piramida powinna finalnie odzwierciedlić chłodny, zielony aromat paproci (fougère z francuskiego oznacza paproć). Z doświadczenia wiem, że w zależności od interpretacji, kompozycje te nabierają różnego wymiaru. Część z nich rozwija się w iglastą, drzewno-leśną woń, zaś inne nasuwają nam skojarzenia z Barberem, piąnką do golenia, czy mówiąc kolokwialnie "zapachem dziadka" ;) . Nobile, podobnie jak wszystkie perfumy wspomniane w ostatnim zdaniu pierwszego akapitu, kojarzą mi się z dawnym męskim salonem fryzjerskim oraz pianką. Fakt ten nie powinien dziwić, bowiem pod względem budowy mają więcej ze sobą wspólnego, niż mniej.

Od pierwszego kontaktu ze skórą kompozycja nabiera samczego charakteru. Wyłaniają się z niej cytrusy okraszone zielono-gorzkim rozmarynem, które zostały podbite również świdrującą gałką muszkatołową. Nieco później pojawia się lawenda, nadając otwarciu lekkiego chłodu. Środkowe nuty, które opierają się głównie na akcentach kwiatowo-zielonych, zmiękczają delikatnie górne nuty, co skutkuje wyłonieniem się kwiatowej, lekkiej słodyczy. Kompozycja staje się bardziej okrągła i spójna. Wszystkie akordy ze sobą współgrają i w leniwy sposób ewoluują do chwili, aż w bazie wyłonią się nuty drzewne. Najbardziej wyczuwalnymi są rzecz jasna mech dębowy (gra on tutaj pierwsze skrzypce), wetyweria (dodająca lekkiej kwaskowatości) oraz schowana na drugim, a może nawet trzecim planie paczula. Gdy zapach nieco przycichnie, wyraźnie w nim czuć kumarynę naśladującą aromat siana. W połączeniu z ambrą, piżmem i drzewem sandałowym woń ta nabiera nieco słodszego, kremowego oblicza. Na tym etapie nie można mieć już wątpliwości, że mamy do czynienia z zapachem lat 80-tych, utrzymanym w klasycznym kanonie aromatyczno-fougère.

Po kilku testach Gucci- Nobile jestem bardzo pozytywnie zaskoczony. Zapach ten posiada charakter, jest bardzo wyraźny i w moim odczuciu stworzony został dla prawdziwego macho. Z jednej strony mogę wyobrazić go sobie na włoskim gangsterze odzianym w garnitur, jak i na dobrze zbudowanym, zadbanym mężczyźnie w wakacyjnym stroju. Takie skojarzenia podkreślają, że Nobile jest wszechstronną kompozycją, jednak nie jeden współczesny młodzieniec zostałby przytłoczony jego aurą. To tylko utwierdza mnie w przekonaniu, że jest to zapach dla prawdziwego mężczyzny. Jego parametry użytkowe (są potężne!) bez większego problemu mogą zdominować otoczenie. Przy wczorajszym teście globalnym woń utrzymywała się na mnie bez problemu ponad 10 h, co uważam za fenomenalny wynik w zestawieniu z Lacoste- Original, czy Houbigant- Duc de Vervins (one dość szybko znikają ze skóry). Moja fascynacja tymi perfumami zwiększa się proporcjonalnie z ich używaniem i być może w przyszłości będę poszukiwał pełnego flakonu z tym cudownym sokiem. Każdemu miłośnikowi starszych, klasycznych zapachów z czystym sumieniem polecam przetestowanie Gucci-Nobile.

Twórca kompozycji: brak danych

Nuty głowy: rozmaryn, lawenda, estragon, kwiat muszkatołowca, bergamotka, cytryna
Nuty serca: cyklamen, goździk ,nuty zielone, jodła balsamiczna, jaśmin, róża, geranium
Nuty bazy: drzewo sandałowe, fasolka tonka, bursztyn, paczula, piżmo, mech dębowy, wetyweria, cedr

Zdjęcie do powyższego wpisu zostało zapożyczone z portalu www.fragrantica.pl.

niedziela, 3 czerwca 2018

Salvador Dali- Laguna


Po krótkiej przerwie od perfumowych recenzji, postanowiłem dzisiaj opisać zapach, który już na zawsze będzie mi się kojarzył z ubiegłorocznymi wakacjami w Hiszpanii. Przed wyjazdem na wczasy postanowiłem zrobić tematyczny prezent swojej połówce. Planowaliśmy odwiedzić Figueres- rodzinne miasto Salvadora Dalego, w którym znajduje się muzeum poświęcone jego sztuce. Jako ogromny fan tego Katalończyka, podarowałem żonie kupione w ciemno malutkie perfumy Laguna (ich flakon inspirowany był obrazem "Apparition of the Visage of Aphrodite of Cnidos in a Landscape" z 1981 r.). 


Twórcą Laguny jest znany perfumiarz Mark Buxton, który współpracował m.in. z Comme des Garcons, House of Sillage, Givenchy, Jill Sander, Paco Rabanne. W 2008 r. stworzył markę sygnowaną własnym nazwiskiem.

Być może nie będę do końca obiektywny w tym wpisie, ponieważ Laguna przywodzi mi na myśl wiele wspaniałych wspomnień i widoków, które utkwiły mi w głowie w trakcie wędrówek wzdłuż katalońskiej plaży wraz z moją żoną, otuloną aromatem tych perfum. Zanim opiszę sam zapach, podzielę się z wami jednym z widoków, który przychodzi mi na myśl, gdy czuję te perfumy w pobliżu.


Jak przystało na zapach z 1991 r., Laguna jest złożoną kompozycją i zdecydowanie wyróżnia się na tle obecnego "plastikowego" kanonu, panującego w mainstreamie. Otwarcie tych perfum jest bardzo energetyzujące. Powstaje w nim lekki chaos spowodowany przeplataniem się nut owocowo-cytrusowych i lekko musującego galbanum, które nieco tłumi owocową słodycz i dodaje lekkiego zielonego orzeźwienia. W środkowych nutach wyłania się aromat kwiatów, które delikatnie ukierunkowują bukiet w balsamiczno-pudrową stronę. Nie ma nic w tym zaskakującego, ponieważ w środkowych nutach dominuje irys, rozwijający się na tle drzewa różanego. Im dalej w las, tym Laguna staje się bardziej balsamiczna, delikatna i aksamitna. W nutach bazy pojawia się najbardziej istotny składnik kompozycji- kokos, który w towarzystwie wanilii oraz drzewa sandałowego dodaje mleczno-budyniowego akcentu. Nowopowstały bukiet nie jest przesłodzony. Zachowany został w nim idealny balans pomiędzy cytrusami, kwiatami oraz nutami drzewnymi. Chwilami przypomina mi on również ekskluzywny olejek, bądź krem do opalania.  Z czasem kompozycja przygasa i lekko wysładza się za sprawą fasolki tonki oraz piżma, które łączą się z paczulą zachowując przy tym swoją balsamiczno-kremową aurę.

Laguna nie pachnie jak typowy, rześki świeżak, jednak pomimo tego idealnie sprawdza się w wysokich temperaturach. Perfumy te są na rynku już 27 lat i "nie trącają myszką". Mogą być używane zarówno przez nastolatki, jak i dojrzałe kobiety. Zaletą Laguny jest to, że pachnie całkiem naturalnie i przyjemnie, a przy okazji istnieje małe prawdopodobieństwo, że ktoś w pobliżu będzie nią pachniał. Warto również wspomnieć, że kolejnym atutem tej kompozycji są jej parametry użytkowe. Zapach na skórze utrzymuje się przysłowiową dniówkę w pracy przy nienachalnej projekcji (rzecz jasna otwarcie jest znacznie intensywniejsze). Ostatnim ich atutem, o jakim wspomnę, jest ich cena; za 100 ml nie zapłacimy więcej niż 90 zł (w sklepach internetowych). Jeżeli lubicie nietypowe, nieduszące zapachy, które wyróżniają się w tłumie, zachęcam was do przetestowania Laguny!

Twórca kompozycji: Mark Buxton

Nuty głowy: cytryna, ananas, śliwka, galbanum, mandarynka, brzoskwinia, grejpfrut, malina
Nuty serca: irys, jaśmin, róża, konwalia ,drzewo różane 
Nuty bazy: fasolka tonka, bursztyn, paczula, kokos, piżmo, wanilia, cedr ,drzewo sandałowe

Zdjęcie nr 1 do powyższego wpisu zostało zapożyczone z portalu www.fragrantica.com
Zdjęcie nr 2 do powyższego wpisu zostało zapożyczone z portalu www.wikiart.org

Franck Boclet- Tobacco