wtorek, 31 lipca 2018

Recenzja książki "Wielka Księga Perfum"

  Kilka tygodni temu wylicytowałem na allegro.pl (w fajnej cenie) kolejną książkę związaną z perfumami. Na początku nie byłem pewien, co mam o niej myśleć, ponieważ doczytałem, że pozycja ta była dodatkiem do magazynu "Twój STYL", wydanym przed 2000 r. Obawiałem się, że będzie tam zawarte dużo komercyjnych treści i propozycji zapachowych odpowiednich dla tamtych lat (jak tych obecnych w aktualnych artykułach na temat perfum na czołowych portalach internetowych tj. gazeta.pl, wp.pl, itd.). Ku mojemu zdziwieniu "Wielka Księga Perfum" okazała się być przyjemną książką wdrażającą czytelnika od podstaw w wielki świat perfum. Warto także wspomnieć, iż zawiera ona ogromną ilość zdjęć rzadkich flakonów minionej epoki.

Autorką książki jest niejaka Fabienne Pavia, na temat której nie znalazłem wiele informacji (jest ona dziennikarką prasową, pisarką oraz twórczynią stowarzyszenia współczesnej fotografii). Pomimo tego, iż autorka nie jest zrzeszona ze światem perfum, jej książka bazuje na bardzo interesującej bibliografii, dzięki czemu wiedza merytoryczna zawarta w rozdziałach jest na przyzwoitym poziomie. Jedynym błędem, jakiego się doszukałem jest promowanie Francoisa Coty jako prekursora zapachów szyprowych. Jak wiemy zapachy szyprowe istniały już długo zanim Coty w 1917 r. wylansował perfumy "Chypre" (dobrym przykładem będą perfumy "Eau de Chypre" stworzone przez Pierra-Francoisa Lubin dla cara Alexandra I w 1821 r.). Trzeba jednak przyznać, że Coty miał głowę na karku i smykałkę do biznesu, bowiem wiele źródeł przypisuje mu (błędnie) stworzenie pierwszego zapachu inspirowanego wyspą Cypr.

Powracając jednak do treści książki- oprowadzi nas po historii perfum, począwszy od starożytności, przez średniowiecze, klasycyzm i oświecenie, aż do sztuki perfumiarstwa XX w. W poszczególnych działach dowiadujemy się, jaką rolę odgrywały perfumy kiedyś, skąd ludzie czerpali inspirację i jak z produktu przeznaczonego tylko dla najbogatszych stały się dostępne niemal dla każdego. W kolejnych rozdziałach autorka opisuje proces pozyskiwania esencji, wpływ rozwoju chemii na perfumy oraz metody ich wytwarzania. Na kolejnych stronach znajdujemy opis, jak wygląda praca kreatora perfum potocznie zwanego "nosem" oraz przedstawione zostaje kilka ciekawych historycznych sylwetek tj. Ernest Beaux (twórca Chanel No 5), czy Edmond Rudnistka (jeden z najsłynniejszych "nosów" XX w., twórca np: Femme Rochas i Eau Sauvage). W książce również nie zabraknie słowniczka perfumiarza, wyjaśniającego typowo perfumiarskie pojęcia oraz informacje dotyczące reklamy i marketingu finalnego produktu. Kolejne podrozdziały prowadzą nas przez klasyfikację perfum na grupy zapachowe. Możemy także zobaczyć dobrej jakości zdjęcia flakonów uważanych za pionierów XX w. dla danej grupy olfaktorycznej. Ciekawym elementem książki jest przedstawienie sylwetek kilku wielkich nazwisk, mających ogromny wpływ na historię perfum XX w. (tj: Gabriele Chanel, Christian Dior, dynastii rodziny Guerlain, Jeanne Lanvin, Jean Patou, Nina Ricci, czy Marcel Rochas). Ostatni rozdział to zbiór zdjęć (wraz z opisami) jednych z najbardziej ciekawych flakonów na świecie. Warto dodać, że w przedostatnim podrozdziale autorka opisała również dwóch największych wytwórców szkła i flakonów- Lalique i Baccarat.

Nie będę się bardzo rozpisywał w podsumowaniu, ponieważ uważam, że "Wielka Księga Perfum" broni się sama w sobie pod względem merytorycznym i graficznym. Zawiera bardzo ciekawe informacje, które wdrożą adepta do wielkiego świata perfum i przy okazji pozwala poszerzyć wiedzę u osób z nieco większym stażem. Wpadka z Cotym nie zmieni mojego pozytywnego nastawienia do tej książki. Szczerze polecam ją każdemu.

Książkę oceniam na 4/5

niedziela, 29 lipca 2018

Lalique- Ombre Noire

Francuska marka Lalique jest moim liderem w kategorii perfum selektywnych. Jej kompozycje wyróżniają się na tle słodko-syntetycznego nurtu oferowanego przez konkurencyjne brandy. Pokusiłbym się nawet o stwierdzenie, że część perfum stworzonych pod szyldem Lalique pachnie niszowo, jak np. legendarny Encre Noir i jego bardzo udane flankery. Linia damska nie odstaje poziomem od męskich kompozycji i prezentuje się równie obiecująco (np. Amethyst i Perels). Niestety w 2016 r. mocno rozczarowałem się premierą L'Insoumis- nie wniosła nic nowego do świata perfum. Niemal dwa lata później pojawił się pierwszy flanker L'Insoumis Ma Force, który załamał mnie jeszcze bardziej niż protoplasta, ponieważ obniżył pułap do poziomu Bossa, czy Lacoste. Na szczęście w międzyczasie wpadł mi w ręce męski zapach wydany w 2017 r. (przeznaczony na rynek arabski), który przywrócił nadzieję na to, że Lalique nie podąży za chemiczno-słodkim mainstreamowym trendem.

Ombre Noire w pierwszych minutach wybrzmiewa zielono i można bez większych problemów rozpoznać przewodnią nutę- liść figi. Jest on przyprawiony delikatną, rześką bergamotką oraz miętą, która dodaje ziołowego niuansu. Powstała woń wybrzmiewa zielono-słodko i lekko balsamicznie. W środkowych nutach papirus podkręca zielony akcent kompozycji i wraz z tytoniem dodaje lekkiej szorstkości, która w przyjemny sposób kontrastuje z powstałym akordem głowy. Nieco później wyłania się cynamon. Jest on tutaj łącznikiem pomiędzy sercem a bazą. Jego zapach wzmocniony zostaje nutą koniaku, która gra pierwsze skrzypce w Ombre Noire. Im dalej w las, tym zapach staje się bardziej orientalny. Zaczynają wyłaniać się żywice (mirra i olibanum), tworząc zarazem balsamiczny podkład. W późnej bazie kompozycja wysładza się za sprawą fasolki tonki; staje się bardziej zmysłowa i okrągła.  

Być może Ombre Noire nie zaskakuje tak mocno jak Encre Noir, natomiast jest on poprawny i przyjemny. W stosunku do premiery L'Insoumis, marka zrobiła krok milowy do przodu (szkoda jednak, że w 2018 r. przy premierze L'Insoumis Ma Force zrobiła taki sam krok wstecz). W porównaniu do szlagierów takich jak White, Encre Noir, czy Pour Homme Equus, Ombre Noire niczym nie zaskakuje. Zastanawiam się z czego wynika taka przepaść pomiędzy powyższymi premierami. Może Lalique planuje zmienić target na bardziej masowy i łatwiejszy w odbiorze, a być może presja ze strony konkurencji i brak nowych pomysłów wywołuje na przemian hossę i bessę? Na te pytania nie umiem odpowiedzieć. Natomiast jeżeli chcecie poczuć poprawny, przyjemny, orientalny zapach wydany przez Lalique to powinniście poznać Ombre Noire.

Twórca kompozycji: brak danych

Nuty głowy: bergamotka, liść figi, mięta
Nuty serca: liść tytoniu, cynamon, papirus
Nuty bazy: mirra, olibanum, koniak, fasolka tonka, cedr

Zdjęcie do powyższego wpisu zostało zapożyczone z portalu www.fragrantica.pl.

poniedziałek, 23 lipca 2018

Salvador Dali- Aqua Verde

Raz na jakiś czas lubię poprzeglądać sobie promocje w internetowych perfumeriach i skusić się na jakiś mniej lub bardziej ciekawy zapach. Od dłuższego czasu nie praktykuję drogich zakupów typu "blind buy", ponieważ kilkukrotnie przekonałem się, że pewne kompozycje prezentowały się lepiej w sieci (piramida zapachowa), niż na żywo. Pomimo tego, raz na jakiś czas pozwalam sobie na drobną przyjemność i w taki oto sposób trafiły do mnie Salvador Dali- Aqua Verde oraz Giorgio Beverly Hills - Wing (o tym drugim napiszę innym razem). Ciężko było się oprzeć cenie proponowanej na www.elnino-parfum.pl (ok. 25 zł za 30 ml + darmowa dostawa). Jeżeli jesteście ciekawi, jak pachnie "zielony Dali", zapraszam do poniższego akapitu.

Zapach otwiera się rześko-gorzką nutą grejpfruta wymiksowaną z figą, która stanowi nutę przewodnią tych perfum. Nadaje ona zielono-gorzko-kremowego akcentu, który z upływem czasu finezyjnie łączy się ze środkowymi nutami. W sercu mamy do czynienia z pewnym kontrastem wynikającym z wyłonienia się woni trawiasto-drzewno-świdrujących (wetyweria i gałka muszkatołowa), które otulane zostają przez kwiecistą słodycz jaśminu. Powstały wówczas akord wybrzmiewa zielono, lekko, aksamitnie i zawiera delikatny, kwiatowy niuans. Z biegiem czasu kompozycja wycisza się, a zielona, aksamitna woń delikatnie tli się na balsamiczno-drzewnej bazie, powstałej z drzewa sandałowego i bursztynu.

Salvador Dali- Aqua Verde to naprawdę przyjemne perfumy na wiosenno-letnią porę roku. W tym przedziale cenowym ciężko jest znaleźć zapach o podobnym bukiecie i jakości. Wyróżnia się on spośród równorzędnej mu cenowo tandety i uważam, że warto go poznać chociażby ze względu na ten fakt. Parametry użytkowe w moim przypadku są kiepskie i po trzech godzinach nie ma już po perfumach śladu. Rekompensuje to przyjemny bukiet i nieduża cena. Mimo tego wydaje mi się, że naprawdę warto poznać tę kompozycję.

Twórca kompozycji: brak danych

Nuty głowy: grejpfrut, figa 
Nuty serca: wetyweria, gałka muszkatołowa, jaśmin
Nuty bazy: drzewo sandałowe, bursztyn

Zdjęcie do powyższego wpisu zostało zapożyczone z portalu www.fragrantica.pl.

piątek, 20 lipca 2018

Recenzja książki "Perfumy- Instrukcja obsługi"

Chcąc poszerzyć swoją dotychczasową wiedzę na temat perfum, tym razem sięgnąłem po polską pozycję literacką napisaną przez Stanisława Krajskiego. Autor książki z wykształcenia jest historykiem filozofii; działa jako nauczyciel akademicki i prozaik, a także zajmuje się publicystyką oraz tłumaczeniami. Jego dotychczasowe publikacje dotyczą m.in. katolicyzmu, masonerii, polityki, savoir vivre i perfum (recenzowana książka). Zdaniem autora, jego książka skierowana jest gównie do kobiet, ale mężczyźni też mogą z powodzeniem z niej korzystać. Stanisław Krajski nie jest osobą specjalizującą się w historii perfum, a jego publikacja w dużej mierze skupia się wokół savoir vivre świata perfum oraz kilku szablonach zachowań, które (wg. mnie) można odłożyć do lamusa.

"Perfumy- Instrukcja obsługi" podzielona została na 8 rozdziałów. Pierwszy z nich skupia się na segregacji zapachów, tzn. na zapachach pochodzenia roślinnego, animalnych oraz utworzonych syntetycznie. Czyta się go całkiem przyjemnie. Zawiera podstawowe informacje na temat poszczególnych składników używanych w perfumiarstwie (w miarę możliwości do danej nuty zapachowej podawana jest nazwa bazujących na niej perfum). Wspomniana treść jest bardziej ogólna, niż szczegółowa i uważam, że więcej skorzystają z niej początkujący w świecie perfum. Kolejne rozdziały informują nas o  możliwych (przy stosowaniu perfum) do osiągnięcia celach, tzn. o tym, jak dobrać do siebie taki zapach, który np. pokrywa się z zamysłem ich autora. Stanisław Krajski zaznacza tutaj, że perfumy są częścią naszego wizerunku, elementem ubioru i gdy dopasujemy te wszystkie czynniki do swojej osobowości możemy stać się (w zależności od sytuacji) bardziej pewni siebie, stanowczy, romantyczni, subtelni itd. Jest to dość kontrowersyjna treść, bowiem wielu z nas używa perfum dla przyjemności i nie czuje się związana z jakąś jedną wonią. Trzeba jednak przyznać, że część ludzi dopasowuje zapach w sposób, jaki przedstawia autor. Nie mniej jednak laik po przeczytaniu tej części książki powinien czuć się swobodniej w dobieraniu zapachu do okoliczności. Trzeci rozdział poświęcony jest przechowywaniu i sposobie używania perfum. Czwarty skupia się na podziale zapachów wg. koncentracji oraz  wyjaśnieniu, w jakich okolicznościach i w jakich ilościach powinniśmy je dozować na siebie. Po raz kolejny nowicjusze dowiedzą się wielu praktycznych informacji, a osoby zaawansowane raczej nie zainteresują się tą treścią, bowiem mają już wypraktykowane własne nawyki, sprawdzające się na co dzień. Kolejne części książki  nawiązują do interakcji perfum ze skórą oraz skutków ubocznych ich używania. Szósty rozdział jest krótki (ale konkretny) i odnosi się do savoir vivre i etyki biznesu. Wiele osób powinno znaleźć tutaj odpowiedź na pytanie, jak używać perfum w pracy, na rozmowę kwalifikacyjną, czy podczas delegacji. Uważam, że dwa ostatnie rozdziały są najnudniejsze. Siódmy rozdział to zbiór  "podstawowych informacji o perfumach dla mężczyzn", w którym autor stara się szablonowo dopasować daną woń do charakteru i osobowości (do mnie to zupełnie nie przemawia). Ostatnia część książki poświęcona jest błędom związanym z używaniem perfum. Z tą treścią również nie mogę się zgodzić, ponieważ nie uważam za błąd stosowanie danego zapachu do mojego widzi mi się (według autora, jeżeli nie dopasujemy się do kanonów to popełniamy "faux pas").

Uważam, że świat perfum jest na tyle piękny i w ludziach jest tyle indywidualizmu, że nie musimy się trzymać żadnych szablonów. Wystarczy postępować i dobierać zapach rozsądnie, choć odrobinę licząc się z opinią otoczenia. Rzecz jasna, wiedza zawarta w "Perfumy- Instrukcja obsługi" jest przydatna, natomiast na część jej treści proponuję patrzeć z przymrużeniem oka. Zawarte w niej informacje przeznaczone są zdecydowanie dla osób zaczynających przygodę z ogromnym światem perfum, niż dla perfumoholików. 

Książkę oceniam na 3/5

sobota, 14 lipca 2018

Carner Barcelona- Botafumeiro

Przyszła pora, aby opisać kolejny (a zarazem ostatni) zapach z serii "The Oriental Collection" od hiszpańskiej marki Carner Barcelona. Na deser zostawiłem sobie Botafumeiro. Z początku nie byłem do niego przekonany, ale po kolejnych testach okazał się najbardziej udanym zapachem z całej orientalnej trójki. Co prawda nie charakteryzuje się on czymś nadzwyczaj ciekawym, jest skrojony poprawnie aż do bólu, ale pachnie całkiem naturalnie i przyjemnie. Mimo wszystko odnoszę jednak wrażenie, że ta kompozycja jest powielającym się tematem w świecie perfum niszowych, chociaż nie powiem, że jest ona zapachowym klonem.

Po aplikacji niemal od razu nasuwa mi się myśl, że skądś znam tę woń. Po chwili namysłu przychodzą mi do głowy dwa zapachy z przewodnią nutą drzewną. Są nimi Olympic Orchids- Woodcut oraz Thierry Mugler- Pure Wood (pozbawione nadmiernej słodyczy). Mnie samego dziwi to skojarzenie, bowiem patrząc na piramidę nut wydaje się, że Botafumeiro powinno wybrzmiewać mniej drzewnie, a raczej mocno świdrująco (w otwarciu). W powstałym akordzie można doszukać się niuansów pieprzowo-cytrusowych, ale zdecydowanie nie grają one tutaj pierwszych skrzypiec. W środkowych nutach daje o sobie znać żywiczno-kadzidlane labdanum, które otula piwniczna, stęchła paczula. Powstały bukiet zostaje wzbogacony o słodki aromat kwiatów- frezję i konwalię. Białe kwiaty tworzą całkiem przyjemny kontrast do dymno-drzewnego duetu, lecz nie trwa to zbyt długo. W dolnych nutach Botafumeiro pojawia się kolejna porcja żywicy drzewnej oraz kadzidlanego akordu. Finalnie otrzymujemy przyjemny i nieco mroczny drzewny aromat, który może kojarzyć się z zapachem spalonych w ognisku gałęzi/pni. Powstały bukiet z czasem delikatnie się wysładza za sprawą nuty piżma, ale nie dominuje ono pogorzeliska.

Pomimo tego, iż na początku byłem obojętny względem Botafumeiro, z czasem go doceniłem. Nie jest to co prawda produkt, za który zapłaciłbym ponad 600 zł za 100 ml, natomiast jeżeli trafiłbym na promocję z nim w roli głównej, nie ukrywam, że mógłbym się wówczas skusić na kupno flakonu. Lubię takie perfumy, które z początku nie wywołują u mnie żadnych emocji, a przy kolejnych testach zaczynają intrygować, a do takich zapachów mogę zaliczyć Botafumeiro. Kompozycja i parametry bronią się same w sobie. Finalnie oceniłbym te perfumy na 4- w skali pięciopunktowej. Jest to jedyny zapach z "The Oriental Collection", który mogę z czystym sumieniem polecić. Ambar del Sur i Megalium moim zdaniem są poniżej przeciętnej i niczym nie zaskakują.

Twórca kompozycji: brak danych

Nuty głowy: bergamotka, różowy pieprz, gałka muszkatołowa
Nuty serca: frezja, konwalia, labdanum, paczula
Nuty bazy: styraks, piżmo

Zdjęcie do powyższego wpisu zostało zapożyczone z portalu www.fragrantica.pl.

środa, 11 lipca 2018

Amouage- Imitation For Man

Gdy dowiaduję się o nowych premierach marki Amouage zawsze mam ogromne oczekiwania w stosunku do nich- w końcu brand ten przyzwyczaił nas do luksusu w stylu orientalnym, jak również do inspiracji klasyczną francuską sztuką perfumiarstwa. Pierwsze pogłoski, jakie pojawiły się w sieci na temat najnowszej premiery 2018 r. (Imitation) niosły wieść, że będzie zapachem skórzano-szyprowym (czyli grupą zapachową, którą uwielbiam). Liczyłem na to, że kompozycja stworzona przez Leslie Girard dorówna takim klasykom, jak Puredistance- M, Roja Dove- Fetish Pour Homme, Hermès- Bel Ami, czy Chanel- Anteus. Ciężko było przewidzieć, w jakim kierunku będzie rozwijała się woń Imitation for Man, bowiem Leslie dopiero w 2018 r. zadebiutowała swoimi pierwszymi pozycjami. Dopóki nie otrzymałem próbki recenzowanych perfum zastanawiałem się, czy będą one retro-klasycznym szyprem, czy może jakąś jego uwspółcześnioną interpretacją. Przychodziło mi do głowy wiele pytań, ale odpowiedzi na nie otrzymałem dopiero po zaaplikowaniu zapachu na skórę.

Kiedy w internecie pojawiły się informacje na temat piramidy nut Imitation for Man, od razu wiedziałem, że odbiegać będzie on od wymienionych w powyższym akapicie przykładów. Pierwszy psik potwierdził, że mamy do czynienia z nową interpretacją szypru (kwiatowo-skórzanego), który ma niewiele wspólnego z klasyczną piramidą i wonią. Pomimo zmienionej struktury nut w budowie, w moim odczuciu Imitation for Man nie do końca odzwierciedla to, co jest najlepsze w perfumach z tej grupy. Przejdźmy do rzeczy...

Otwarcie charakteryzuje się kwiatowo-pudrowym tłem na froncie którego rozwija się rześki cytron i świdrująca gałka muszkatołowa z czarnym pieprzem. Górne nuty dość szybko zanikają i zostają zdominowane przez kwiecisto-chemiczny bukiet, z którego bez większego problemu można wyodrębnić różę, a także fiołek (przewija się on gdzieś za kwiatem miłości). Stopniowo nasila się pudrowa woń, powstała wskutek przebijania się nuty korzenia irysa. Na tym etapie kompozycja pachnie dość tanio, chemicznie i mało męsko. W dolnych nutach uwalnia się skórzany akord, który (o dziwo!) nie jest w stanie przebić się na pierwszy plan, bo cały czas na nim króluje chemiczno-kwiatowy mix. Nuta skóry bez wątpienia nawiązuje do męskich klasyków lat 80-tych, ale w moim odczuciu to wciąż za mało, żebym polubił się z Imitation. Po paru godzinach, gdy zapach traci swoją moc i staje się bliskoskórny, wyłaniają się z niego nuty drzewne (wetyweria i paczula), które otulone zostają przez balsamiczno-żywiczną mirrę. Kastoreum zostało wymienione w bazie chyba tylko po to, żeby skład wyglądał na bardziej retro- niestety go nie czuć.

Porównując ze sobą Amouage Lyric i Imitation for Man w pojedynku róż to ten pierwszy wygrywa przez nokaut w pierwszej rundzie. Po prawdzie mówiąc premiera z 2018 r. ze strachu nie wychodzi nawet na ring i jest walkower. To, że oczekiwałem od Amouage zapachu pokroju Puredistance, czy Roja Dove nie powinno dziwić, natomiast to co finalnie powstało przerosło moje najśmielsze oczekiwania. Każda osoba, której podstawiłem Imitation "pod nos", pytała się mnie, co to za straszna, chemiczna tandeta? Nie sposób się dziwić, ponieważ tak właśnie pachnie najnowszy męski zapach od Amouage. Perfumy pięć, a nawet dziesięć razy tańsze zawierające skórę i różę w roli głównej, (takie jak: Chanel- Antaues, Dsquared- Potion Royal Black, Alain Delon- Iquitos, czy chociażby Can Cleef & Arpels Pour Homme) to mistrzostwo świata przy bohaterze wpisu. Według mnie bukiet Imitation jest niegodny Amouage, a przede wszystkim nie warty swojej ceny (1175 zł za 100 ml). Niestety, ale styl Leslie Girard kompletnie nie przypadł mi do gustu i obawiam się, że kolejne testy globalne nie zmienią mojego zdania na ich temat. Czuję się bardzo zawiedziony.

Twórca kompozycji: Leslie Girard

Nuty głowy: cytron, gałka muszkatołowa, czarny pieprz
Nuty serca: róża , korzeń irysa, fiołek
Nuty bazy: mirra, skóra, wetyweria, paczula, kastoreum

Zdjęcie do powyższego wpisu zostało zapożyczone z portalu www.fragrantica.pl.

niedziela, 8 lipca 2018

Carner Barcelona- Megalium

Dzisiaj pod lupę trafił kolejny zapach z kolekcji orientalnej od Carner Barcelona. Od pierwszego kontaktu Megalium wydawał mi się dość banalny i nieco monotematyczny. W okresie, gdy rynek niszowy rozwija się bardzo prężnie i panuje przesyt pewnych schematów, uważam, że szanujące się marki nie powinny iść na łatwiznę. Odnoszę jednak wrażenie, że niektóre pozycje powstają tylko po to, żeby wyrobić założony "target". Jest to chyba najbardziej kontrowersyjny wstęp do zapachu, jaki do tej pory napisałem, ale czuję, że muszę podkreślić, iż nisza powinna być niszą i finalny produkt powinien być wart swojej ceny. W przypadku Megalium mamy niestety przerost formy nad treścią.

Niniejsza kompozycja poświęcona jest tematowi cynamonu, który wyczuwalny jest wyraźnie od samego początku. Nuta ta zostaje delikatnie wyostrzona tatarakiem oraz orzeźwiona mandarynką. O dziwo, otwarcie pachnie nadzwyczaj naturalnie i całkiem przyjemnie. Z czasem jednak zmienia się to na niekorzyść, bowiem powstaje pewien pikantno-kwaśny akord, który chwilami staje się dla mnie dość nieprzyjemny. Według mnie jest to zgrzyt w ewolucji tych perfum, ale dopuszczam do siebie taką opcję, że być może jest to celowy zabieg zastosowany przez twórcę. Z biegiem czasu wyłania się również woń przypominająca propolis (kit pszczeli). Ten etap jest o wiele przyjemniejszy dla mojego nosa, niż poprzedni (pikantno-kwaśny). Dodatkowo trzeba przyznać, że w sercu kompozycji dzieje się coś ciekawego. Przewijają się tam wątki pikantne i świdrujące, które stopniowo łączą się z bazą (wybrzmiewa ona dość delikatnie i monotematycznie). W dolnych nutach mamy przysłowiowe "flaki z olejem", ponieważ zwietrzała nuta cynamonu rozwija się na balsamiczno-żywicznym tle, do momentu aż kompozycja wyparuje ze skóry.

Zdaję sobie sprawę, że Megalium posiada rzeszę swoich zwolenników, natomiast ja nie należę do nich. Od niszy oczekuję czegoś więcej, szczególnie gdy mówimy o perfumach w przedziale cenowym ponad 600 zł za 100 ml. O wiele ciekawszymi alternatywami z przewodnią nutą cynamonu są wg. mnie perfumy selektywne, takie jak: Chanel- Egoiste, Viktor&Rolf- Spicebomb, czy Calvin Klein- Obsession for men. Kosztują one o wiele mniej i wcale tak bardzo nie odbiegają jakością od Megalium, które pachnie jak guma do żucia Big Red.
Twórca kompozycji: brak danych
 
Nuty głowy: cynamon, mandarynka, tatarak
Nuty serca: gałka muszkatołowa, papryka pimento, biały pieprz, róża
Nuty bazy:olibanum, mirra, opoponaks, styraks


Zdjęcie nr. 1 do powyższego wpisu zostało zapożyczone z portalu www.fragrantica.pl.
Zdjęcie nr. 2 do powyższego wpisu zostało zapożyczone z portalu www.kuri.com.pl.
 

piątek, 6 lipca 2018

Carner Barcelona- Ambar del Sur

Kolejny test globalny już za mną, dlatego postanowiłem podzielić się z wami moimi wrażeniami związanymi z Ambar del Sur. Perfumy te testowałem na przestrzeni czerwca oraz lipca (w dość ciepłe dni) i z tego powodu biorę poprawkę na to, że jesienią mogłyby się rozwijać na mnie nieco ostrzej. W dalszym ciągu uważam, że zapach ten jest moim faworytem spośród trzech nowości z serii "The Oriental Collection". Jeżeli zatem zastanawiacie się, jak pachniał na mnie latem, zapraszam do poniższej recenzji.

Otwarcie perfum charakteryzuje się delikatnym muśnięciem bergamotki, która płynnie miesza się z ambrą, a konkretniej mówiąc z akordem ambrowym. Nuta ambry łączy się z paczulą i drzewem sandałowym. Powstały bukiet podkreślony jest delikatną słodyczą jaśminu, który w żadnym wypadku nie dominuje pozostałych składników. W moim odczuciu jest to najprzyjemniejszy etap rozwoju perfum, ponieważ powstała idealna równowaga pomiędzy akordem ambrowym a nutami drzewnymi. Pachnie on bardzo orientalnie i przyjemnie, aczkolwiek nie wyróżnia się niczym specjalnym na tle konkurencji. Kompozycja jest bezpieczna i przyjemna w odbiorze. W dolnych nutach wspomniana powyżej równowaga zostaje niestety zachwiana przez słodycz, która stopniowo uwalnia się z wanilii oraz bobu tonka. Liczyłem na to, że labdanum (będące również nutą bazy) doda żywiczno-kadzidlanego akcentu i ożywi całą kompozycję. Z przykrością stwierdzam, że na mnie ta nuta zupełnie się nie rozwija, a Ambar del Sur zaczyna pachnieć jak waniliowy budyń wzbogacony o lekko drzewno-ciepło-aromatyczny akord wyłaniający się z mirry.

Pomimo tego, iż zaznaczyłem, że Ambar del Sur jest moim faworytem spośród trzech nowości od Carner Barcelona, nie oznacza to, że zachwycił mnie on. Kompozycja ta jest bezpieczna i przyjemna do pewnego etapu, a po pewnym czasie wyłaniająca się nadmierna słodycz psuje mi całą jej estetykę. Patrząc przez pryzmat innych perfum tej hiszpańskiej marki, Ambar del Sur również wypada blado. W cenie ponad 600 zł za 100 ml, jaką trzeba wydać na flakon, wolałbym kupić sobie pierwsze lepsze perfumy od Amouage (rzecz jasna w zaufanej perfumerii internetowej, a nie w oficjalnej cenie) i cieszyć się bogactwem zapachów orientu. Jeżeli chodzi o parametry użytkowe- są na przyzwoitym poziomie i kompozycja utrzymuje się bliskoskórnie ok. 6-7 h. Po zebraniu wszystkich za i przeciw Ambar del Sur z przykrością oceniam na 2,5/5 pkt. 

Twórca kompozycji: brak danych

Nuty głowy: bergamotka
Nuty serca: jaśmin ,paczula, drzewo sandałowe, bursztyn
Nuty bazy:  mirra, labdanum, fasolka tonka, wanilia

Zdjęcie do powyższego wpisu zostało zapożyczone z portalu www.fragrantica.pl.

środa, 4 lipca 2018

Hermès- Terre d'Hermès Eau Intense Vetiver


Dzisiaj na Perfuforum.pl pojawił się post z powyższym zdjęciem na temat kolejnego flankera z linii Terre d'Hermès. Najprawdopodobniej twórcą tych perfum jest Christine Nagel. Póki co w sieci mało jest konkretnych informacji na temat Terre d'Hermès Eau Intense Vetiver (mimo to postaram być się na bieżąco z informacjami). Może się okazać, że powyższy zapach będzie najlepszą premierą perfum 2018 r. w mainstreamie (tak, jak to miało miejsce w przypadku klasyka). Obecna odsłona protoplasty tak naprawdę to cień tego, z czym mieliśmy do czynienia tuż po ich premierze. Zastanawiam się teraz, czy nowy flanker będzie bardzo nawiązywał do Terre d'Hermès, czy może okaże się niezależnym, finezyjnym, wetyweriowym bytem? 

P.S. Informacji na temat daty premiery również nie znam na chwilę obecną.

Zdjęcie do powyższego wpisu zostało zapożyczone z portalu www.perfuforum.pl.

wtorek, 3 lipca 2018

Carner Barcelona "The Oriental Collection"- Ambar Del Sur, Botafumeiro, Megalium

Carner Barcelona jest dość prężnie rozwijającą się marką niszową, która jest na rynku już od ponad 8 lat. Dotychczasowe kompozycje wydane pod ich szyldem powstały przy współpracy z takimi nosami, jak: Shyamala Maisondieu, Jordy Fernandez, Rodrigo Flores-Roux, Sonia Constant, Christophe Raynaud i Daniela (Roche) Andrier. Hiszpański brand zadebiutował zapachami D600 i Tardes, które wchodzą w skład "Woody Collection". Obecnie "drewniana kolekcja" liczy 7 perfum, z czego jedne (Tardes) dedykowane są kobietom. W 2016 r. Carner Barcelona poszerzyli swoją ofertę o "Black Collection", składającą się z trzech zapachów, pachnących nieco w stylu retro. W przeciwieństwie do "Woody Collection" nowe perfumy zostały wydane w pojemnościach 50 ml, a ich flakony przybrały kolor czarny. W moim odczuciu "Black Collection" jest najbardziej interesującą kolekcją w portfolio tej marki, nie umniejszając przy tym innym udanym kompozycjom (takim jak chociażby Cuirs, ale o nim kiedy indziej). 2017 r. okazał się również owocny dla hiszpańskiego brandu, bowiem jego portfolio wzbogaciło się o kolejne trzy zapachy, tym razem poświęcone kwiatom. Zostały one przypisane do osobnej kolekcji- "Floral Collection". Jak widać z roku na rok Carner Barcelona poszerza swoją ofertę, dopasowując się do zapotrzebowań rynku perfumeryjnego i konsumentów, tworząc różnorodne i udane kompozycje zapachowe. Bieżący rok także można zaliczyć do udanych, ponieważ wzmocnił szeregi o kolekcję orientalną- "The Oriental Collection", na której chciałbym się dzisiaj skupić i krótko zaprezentować jej trzy pozycje:

1. Ambar Del Sur

(Mój faworyt spośród nowych pozycji.)
Nuty głowy: bergamotka
Nuty serca: jaśmin ,paczula, drzewo sandałowe, bursztyn
Nuty bazy:  mirra, labdanum, fasolka tonka, wanilia

2. Botafumeiro

(Obecnie mam mieszane uczucia co do tej kompozycji :P, ponieważ po spisie nut spodziewałem się czegoś więcej.)
Nuty głowy: bergamotka, różowy pieprz, gałka muszkatołowa
Nuty serca: frezja, konwalia, labdanum, paczula
Nuty bazy: styraks, piżmo

3. Megalium

(Te perfumy póki co podobają mi się najmniej i kojarzą z gumą cynamonową Big Red)
Nuty głowy: cynamon, mandarynka, tatarak
Nuty serca: gałka muszkatołowa, papryka pimento, biały pieprz, róża
Nuty bazy:olibanum, mirra, opoponaks, styraks

Już niebawem na Feel it today będziecie mogli zapoznać się z wpisami poświęconymi kolekcji orientalnej Carner Barcelona. Zapraszam do śledzenia bloga!

Zdjęcie do powyższego wpisu zostało zapożyczone z portalu www.fragrantica.pl.

poniedziałek, 2 lipca 2018

Frederic Malle- Musc Ravageur

Koniec czerwca pożegnał nas nieco chłodną, pochmurną i kapryśną pogodą. Temperatura odczuwalna rzadko kiedy przekraczała 20°C, dlatego postanowiłem w tym okresie aplikować zapachy nieco grubszego gabarytu. Ten, który najbardziej przypadł mi do gustu w ostatnich dniach to Musc Ravageur, stworzony przez mistrza Maurice Roucel w 2000 r. Autor znany jest ze współpracy z  cenionymi w świecie perfum markami, jak: Gucci, Hermes, Ted Lapidus, Krizia, Le Labo, Rochas i wieloma innymi. Wracając jednak do Musc Ravageura- jest to zapach finezyjny, przebiegły, ciepły, a zarazem animalny. Ostatnie kilka dni używania go uświadomiło mi, że pomimo zawartych w nim dość ciężkich nut, świetnie radzi sobie nie tylko w chłodnych porach roku, ale również fajnie współpracuje przy dodatniej temperaturze. 

Zimą zapach rozpoczyna przygodę na skórze uderzeniem cytrusów i lawendy, które dość szybko chowają się na drugim planie, ponieważ zostają zdominowane przez cieplejsze akcenty nut orientalnych. Latem otwarcie różni się, ponieważ nuty głowy utrzymują się trochę dłużej i pozwalają na pełniejsze wyczucie ewolucji zapachu. Następnie, niezależnie od pory roku, robi się gęsto, bogato i można określić kierunek rozwoju perfum (orientalny). Po samej aplikacji nie czuć jeszcze piżma ujętego w nazwie perfum. Na tym etapie wydawać by się mogło, że Musc Ravageur będzie kolejną kompozycją poświęconą cynamonowi (dominującemu przez większość czasu). Jest to jednak tylko iluzja, ponieważ w dolnych nutach zapach staje się bardziej kontrastowy. Przebija się orientalna słodycz z nutami fizjologicznymi, robi się brudno, ale nie fekalnie. Pomimo występowania animalnego akcentu w bukiecie, zostaje zachowany balans i Musc Ravageur nie popada w niszową skrajność (tak, jak to ma miejsce chociażby w Zoologist- Hyrax). Powstały efekt zawdzięczamy piżmu, które wyłania się w bazie. Zostaje ono wzbogacone również o pewną (nieprzesadzoną) dozę słodyczy. Powstaje ona z uwolnienia się aromatu wanilii oraz bobu tonki. Gdy kompozycja zaczyna się wyciszać i pachnieć bliskoskórnie, pojawiają się akcenty drzewne. Współpracują one z animalno-orientalnym akordem, tworząc wspólnie balsamiczną, przyjemną woń, delikatnie tlącą się na skórze przez długie godziny.

Testowałem Musc Ravageura zarówno w chłodne, jak i cieplejsze pory roku. Wniosek nasunął mi się taki, że kompozycja ta ma o wiele szerszy wachlarz zastosowań, niż by mogło to wynikać ze spisu nut. Ciepłe dni zdecydowanie sprzyjają rozwojowi na skórze nut słodko-orientalnych, a zimą dość często zapach dominowany był przez "brudne" piżmo. Używając Musc Ravageura w czerwcu niejednokrotnie usłyszałem komplement, natomiast zimą niekoniecznie miało miejsce takie zdarzenie ;). Jestem również przekonany, że na kobietach zapach ten rozwinie się latem cieplej, niż na męskiej skórze. Warto też wspomnieć, że perfumy te posiadają przyzwoite parametry użytkowe, dzięki czemu możemy cieszyć się ich bukietem przez ponad 8 godzin. Jedynym minusem, o którym muszę wspomnieć jest ich cena, która oscyluje w okolicach 850 zł za flakon 100 ml. Nie mówię, że nie są one warte tych pieniędzy, ale jestem świadomy, że za tą kwotę można znaleźć o wiele bardziej spektakularne/kontrowersyjne perfumy. Niemniej jednak, jeżeli lubicie orient i możecie sobie pozwolić na taki wydatek, bardzo polecam Musc Ravageura.

Twórca kompozycji: Maurice Roucel

Nuty głowy: lawenda, bergamotka, tangeryna 
Nuty serca: cynamon, goździk
Nuty bazy: drzewo sandałowe, fasolka tonka, wanilia, drzewo gwajakowe, cedr, piżmo, bursztyn

Zdjęcie do powyższego wpisu zostało zapożyczone z portalu www.fragrantica.pl.

Franck Boclet- Tobacco