wtorek, 28 sierpnia 2018

Yves Saint Laurent- La Collection Rive Gauche Pour Homme

Yves Saint Laurent- La Collection Rive Gauche Pour Homme jest jednym z niewielu przykładów na to, jak powinny wyglądać reformulacje perfum (ale o tym za chwilę). Cofając się do 2003 r.- dom mody YSL zadebiutował męską odsłoną perfum Lewy Brzeg (Rive Gauche) i podbił serca niejednego mężczyzny. Nazwa ta pochodzi od pierwszego butiku Saint Laurent'a, który znajdował się, w przeciwieństwie do konkurencyjnych brandów, po lewej stronie Sekwany. Odnosiła się ona również do damskich perfum szyprowych wydanych w 1971 r., które okazały się być bestsellerem. Wracając jednak do zagadnienia reformulacji- wersja z edycji La Collection (2011 r.) prezentuje się niemalże identycznie, jak protoplasta. Nie licząc mniej ostrego, świdrującego, anyżowo-ziołowego niuansu w otwarciu, kompozycja wydaje się być nietknięta, bowiem parametry użytkowe, głębia oraz jakość zapachu pozostały bez zmian.

W przeciwieństwie do wydania z 2003 r. wersja La Collection posiada nieco bardziej uproszony skład, lecz fundamentalne akordy zostały w niej nietknięte. Rive Gauche w dalszym ciągu wiernie oddaje zapach Barber Shopu, czy retro pianki do golenia. Idealnie wpasowuje się w klimaty rodziny klasycznych fougère. Kompozycja charakteryzuje się lekko mydlanym otwarciem, w którym dominują lawenda oraz geranium. Obie wspomniane nuty nie wybrzmiewają szorstko oraz nie trącają myszką. Z biegiem czasu akord paproci dodaje zielono-wilgotnego akcentu, który świetnie współgra z dwoma powyższymi składnikami, w wyniku czego zapach zrekonstruowany w 2011 r. pachnie tak, jakby powstał 20-30 lat wcześniej. Im dalej w las tym Rive Gauche robi się bardziej szorstki; wyłaniają się w nim męskie, drzewne niuanse takie, jak mech dębowy, paczula oraz drzewo gwajakowe. Dwa pierwsze wzbogacają powstały wcześniej bukiet o szorstkie, wytrawne akcenty, które później wygładzają się na tle drzewa gwajakowego. Finalnie kompozycja staje się ziołowo-drzewno-balsamiczna  i tak trwa, aż zniknie ze skóry po wielu godzinach.

Bez wątpienia Yves Saint Laurent- La Collection Rive Gauche Pour Homme jest według mnie najlepszym przedstawicielem klasycznej rodziny fougère widniejącym obecnie na półkach selektywnych. Zapach sam w sobie jest komplementogenny, elegancki i idealny niemal na każdą okazję. Pomimo jego samych pozytywnych aspektów, trzeba się liczyć z tym, że perfumy te powstały z myślą o dojrzałych mężczyznach i raczej nie przypadną do gustu odbiorcom poniżej 25-30 roku życia. Nie chcę się bardzo rozpisywać w podsumowaniu, ponieważ uważam, że zapach ten sam się broni. Co więcej cena produktu nie jest mocno wygórowana (ok. 260 zł za 80 ml). Jeżeli szukacie dla siebie samczego zapachu o wyśmienitych parametrach to  La Collection Rive Gauche Pour Homme powinien znaleźć się u Was na półce.

Twórca kompozycji: brak danych

Skład: akord paproci, geranium, lawenda, mech dębowy, paczula, drzewo gwajakowe

Zdjęcie do powyższego wpisu zostało zapożyczone z portalu www.fragrantica.com.

niedziela, 26 sierpnia 2018

Warsztaty tworzenia perfum z Piotrem Czarneckim- Podsumowanie


Przyszła pora na relację oraz podsumowanie wczorajszych krakowskich warsztatów kreowania perfum. Była to moja trzecia inicjatywa związana z promowaniem sztuki perfumiarstwa w stolicy Małopolski (mam też nadzieję, że nie ostatnia). W przeciwieństwie do poprzednich, ta składała się w dużej mierze z części praktycznej. Założeniem wydarzenia było omówienie podstaw tworzenia perfum w oparciu o olejki eteryczne, fragrance oils, jak i aromo-molekuły. Piotr Czarnecki, niczym szef kuchni restauracji z gwiazdkami Michelin, na życzenie uczestników, doprawiał ich "sekretne" receptury molekułami, które pogłębiały woń lub spajały przeróżne tworzone przez uczestników mikstury. Na sam koniec odbyło się także losowanie nagród ufundowanych przez partnera wydarzenia-niszową perfumerię Lulua oraz prowadzącego. Po godzinie 15, miało miejsce kameralne after party, na którym jeszcze przez kilka godzin dyskutowaliśmy na temat perfum, ich powstawania oraz poznawaliśmy bliżej Piotra i jego plany na przyszłość (rzecz jasna perfumeryjne:) ).

1. Przebieg warsztatów

2. Skupieni uczestnicy ;)

3. Przedpremierowa prezentacja limitowanej edycji attarów oraz travelerów marki Piotr Czarnecki


4. Rozdanie nagród

Z punktu widzenia organizatora:
 
Wiele uczestniczących osób zmierzyło się z wyzwaniem utworzenia perfum, które od dłuższego czasu "chodziły im po głowie". Inni zaś pod wpływem żywiołu oraz charyzmy Piotra tworzyli równie ciekawe, spontaniczne mieszanki. Jak się jednak okazało, tworzenie perfum nie jest takie proste, jak by się wydawało. Każda dziedzina sztuki wymaga poświęcenia czasu, zapoznania się z materiałami oraz stworzenia koncepcji, którą chce się odtworzyć. Warsztaty tego typu dają nam pewne podstawy, abyśmy samodzielnie, w domowym zaciszu mogli trenować tworzenie prostych, często linearnych kompozycji, a także zaznajomić się z olejkami i molekułami. Stopniowo zdobyta wiedza przekłada się z upływem czasu na ciekawsze dyskusje związane z perfumami, wyostrza zdolność wyodrębniania nut zapachowych oraz inspiruje do pozyskania jeszcze większej wiedzy w tej dziedzinie.  


 5. Zadowoleni uczestnicy



 6. After Party
 Z punktu widzenia uczestnika:

Z punktu widzenia uczestnika (którym również byłem), jestem zadowolony z zapachu, który stworzyłem. Co prawda należałem do grupy, która własną kompozycję/piramidę nut wymyśliła na poczekaniu, ale w moim wypadku się to opłaciło. 

Po zapoznaniu się ze wszystkimi częściami układanki (czyt. olejkami eterycznymi, gotowymi akordami i molekułami), postanowiłem stworzyć zapach w klimatach (rzecz jasna) retro. Moja kompozycja w otwarciu charakteryzuje się delikatną wonią konwalii wzbogaconą o ylang-ylang. Z biegiem czasu kwiaty nabierają pudrowego akcentu za sprawą irysa i tworzy się akord podobny do oliwki bambino. Oczywiście powstała woń jest tylko chwilową iluzją, bowiem perfumy w bazie przeistaczają się w bardzo szorstkie, skórzane, lekko cierpkie. Uważam, że mój cel został osiągnięty, ponieważ zapach ewoluuje jak należy, a skomponowany przez Piotra akord skóry, przypomina ten z perfum Bandit od Roberta Pigueta. Ten flakonik to bardzo fajna pamiątka z warsztatów.

W komentarzach podzielcie się proszę swoimi odczuciami, spróbujcie opisać stworzone przez Was kompozycje oraz poziom zadowolenia  z nich :) .



 (ten gość po prawej to ja)
7. Pamiątkowe zdjęcia z Piotrem

Na zakończenie chciałbym dodać, że wszystkie osoby, które oddały głos w ankiecie z wydarzenia, były zadowolone z wczorajszego eventu. Dla mnie to znak, że trzeba w przyszłości myśleć o kolejnej edycji warsztatów!

 8. Wyniki ankiety na Facebooku

czwartek, 23 sierpnia 2018

Dlaczego perfumy vintage są fajne?



1. Perfumy vintage/retro

Od dłuższego czasu planowałem opublikować swoje przemyślenia na temat zapachów retro, czy jak kto woli vintage. Żebyśmy się dobrze zrozumieli- w pierwszej kolejności chciałbym zdefiniować, jak rozumiem pojęcia "retro"/"vintage" w świecie perfum. Według mnie są to zapachy, które powstawały mniej więcej do 2000 r. i większość z nich zaklasyfikowana została do grup zapachowych tj: Chypre, Fougère, Aldehydowo-kwiatowe itp. (w tamtym okresie pojawiały się również zapachy gourmand, lecz nie były one tak popularne jak obecnie). Perfumy dawnych lat charakteryzowały się dość często silną projekcją, ogromną trwałością i często sama woń była bezpardonowa, tak jakby stworzona dla samca alfa, czy kobiety herszta ;) . Kilka lat temu zastanawiałem się również, z czego może wynikać fakt, że retro perfumy były bombami atomowymi pod względem parametrów użytkowych. Po pewnych analizach doszedłem do wniosku, że nie licząc dość sporej ingerencji IFRA (International Fragrance Association) w składniki używane kilkanaście lat temu oraz chęci wyróżniania się z tłumu, w minionych latach ludzie palili dużo papierosów (wszędzie). Doszedłem w końcu do wniosku, że aby zamaskować wszechobecny zapach spalonego tytoniu ludzie musieli mieć mocne perfumy! Być może to tylko moja teoria spiskowa, a być może jest w tym jakiś zalążek prawdy. Jakby na to nie patrzeć nie da się ukryć, że obecne zapachy w mainstreamie są bardzo dziewicze w porównaniu do topsellerów lat 70-90.

2. Dlaczego nie przepadam za obecnym mainstreamem?

Jeżeli mielibyśmy porównać obecne  TOP 10 zapachów (nie zważając na płeć) do półki z zapachami retro, zauważylibyśmy kilka ciekawych różnic pomiędzy nimi. Przede wszystkim parenaście lat temu w mainstreamie nie panowała wszechobecna, syntetyczna słodycz, o której tak często wspominam w swoich recenzjach. Większość obecnych woni jest do siebie bardzo podobna; tak bardzo, że czasami ciężko jest nam odróżnić dwa różne zapachy innych marek. Odnoszę wrażenie, że od jakichś 6-8 lat wszyscy dookoła mnie pachą La Vie Est Belle 1 Million, Invictus, La Nuit Trésor, Sauvage i jeszcze bardziej syntetycznymi ich odpowiednikami z ZARY. Na ulicach Polski można przedawkować, a nawet znienawidzić wspomniane zapachy, ponieważ są nadużywane przez cały rok. Wracając jednak do tematu- trzeba podkreślić, że większość obecnych perfum jest robione "na jedno kopyto", w wyniku czego są one linearne, syntetyczne, słodkie i bardzo podobne względem siebie. W porównaniu do perfum retro brakuje im "duszy" i trzech fundamentalnych etapów rozwoju woni. Losowy zapach szyprowy minionej epoki potrafi się pięknie rozwijać na skórze i do tego z biegiem czasu nabierać przestrzeni i zmieniać swój bukiet, jak kolorowe kryształy w kalejdoskopie. Niemal od samego początku da się wyczuć, że starsze zapachy powstały w oparciu o konkretną koncepcję, a nie tak, jak to dzieje się obecnie- wybiera się gotowy schemat w laboratorium i zaczyna masową produkcję. Po przesiąknięciu wszędobylską słodyczą możemy się mocno wyróżniać w tłumie po skropieniu starszymi zapachami. Chyba o to chodzi w tej całej olafktorycznej zabawie; żeby znaleźć swój signature scent i dobrze się w nim czuć. Przy okazji- wyróżnienie się z tłumu może zadziałać tylko na naszą korzyść. 

Jeżeli jesteście w stanie przekonać się do animalnych, szorstkich, zielonych, "innych", ewoluujących na skórze perfum, to polecam wam przetestować starsze zapachy. Swoje propozycje umieszczę w kontynuacji tego artykułu. 

3. Dlaczego perfumy vintage są fajne?

Teraz odpowiem wam na pytanie "dlaczego retro perfumy są fajne?". Sumując korzyści z dwóch powyższych akapitów:
- silna projekcja,
- ogromna trwałość,
- ewolucja zapachu,
- kompozycja zapachowa stworzona z myślą o dojrzałych osobach,
- wyróżnianie się z tłumu i odejście od słodyczy panującej w obecnym kanonie perfumiarstwa.

Trzeba wspomnieć o jeszcze jednym, bardzo istotnym argumencie, jakim jest cena produktu. Retro perfumy są z reguły tanie (choć nie wszystkie) i nasz portfel po zakupie takiego flakonu nadal będzie w dobrej kondycji. Do 100 zł możemy kupić większość dostępnych retro perfum (nie licząc kilku bestsellerów, które pomimo lat trzymają stosunkowo wysoką cenę).

Jeżeli ten wpis Cię przekonał, to nie zwlekaj i spróbuj podzielić się swoją opinią, czy też przygodą związaną z zapachami minionej epoki.

C.D.N.

poniedziałek, 20 sierpnia 2018

Frederic Malle- Vetiver Extraordinaire

Dzisiejszy gorący dzień nakłonił mnie do tego, abym opisał kolejny zapach ze swojej kolekcji, którego używam często tego lata. Mowa rzecz jasna o bohaterze wątku, czyli Frederic Malle- Vetiver Extraordinaire. Początkowo delikatnie mnie on odstraszył ze względu na swoją cenę oraz niezbyt wyszukaną kompozycję (dominuje w niej wetyweria). Prawdopodobnie nie podszedłbym drugi raz do niego, gdyby nie fakt, że podczas mojej letniej wycieczki do Budapesztu nie spakowałem żadnego lekkiego zapachu (poza Kourosem :D). Znając dobrze swój gust wybrałem się do niszowej perfumerii Madison i tam dokonałem wyboru. Przy drugim podejściu do opisywanego zapachu coś we mnie pękło i po teście blotterowym zaopatrzyłem się w 10-mililitrowego travelera.

Jak wspominałem w pierwszym akapicie zapach ten nie wyróżnia się zbytnio na tle pozostałych znanych mi kompozycji z przewodnią nutą wetywerii, a pomimo tego jest oryginalny. Śmiało mogę powiedzieć, że Vetiver Extraordinaire jest prostą kompozycją, ale niezwykle szlachetną i do tego męską w 100%.  Po aplikacji zapachu w otoczeniu wyczuwalne są dwie hesperydowe nuty: bergamotka i gorzka pomarańcza. Pachną one nadzwyczaj naturalnie, nienachalnie i dość wytrawnie, aczkolwiek nie można odmówić im świeżości, którą otulają nas już od pierwszych minut. W nutach serca wyłania się gwóźdź programu w postaci lekkiej wetywerii, pozbawionej ziemisto-słodkich akcentów. Przyprawiono ją o lekko świdrujący, różowy pieprz oraz szczyptę orientu w postaci goździka, a precyzyjniej mówiąc- isoeugenol. Piramida zapachowa w Vetiver Extraordinaire zachowuje się tak, jak należy i bez żadnych zgrzytów cytrusowy akord przechodzi płynnie w środkowe nuty, tworząc dla nich podkład. Płynna ewolucja zapachu zauważalna jest również w bazie, gdy wetyweria podbita zostaje drzewnymi nutami i staje się nieco bardziej szorstka. Dolne nuty istotnie podkreślają jej męski charakter, a najbardziej wyczuwalne z nich to cedr, mech dębowy oraz drzewo sandałowe. Po paru godzinach kompozycja bardzo się wycisza (ale trwa jeszcze wiele godzin) i delikatnie wysładza się za sprawą mirry oraz białego piżma.

Frederic Malle- Vetiver Extraordinaire jest dobrym przykładem na to, że to co proste (klasyczne) jest piękne samo w sobie. Piramida zapachowa kompozycji nie wyróżnia się niczym specjalnym na tle innych dostępnych "wetywerowców", a pomimo tego nie trąca myszką i idealnie wpasowuje się w obecnie panujące kanony mody. W moim odczuciu Vetiver Extraordinaire jest bliskim kuzynem perfum Grey Vetiver od Toma Forda- tutaj zaczynają się schody związane z ceną. 100 ml perfum Frederic Malle to koszt ok. 900 zł, zaś za tę samą pojemność perfum Toma Forda zapłacimy 290-370 zł w zależności od koncentracji (EDP lub EDT). Co prawda obydwa zapachy nie są identyczne, ale nie sądzę aby taka przepaść cenowa pomiędzy nimi wyznaczała też różnicę w jakości. Gdyby Frederic Malle był nieco tańszy, przypuszczam, że wówczas Vetiver Extraordinaire byłby moim top 1 zapachem z przewodnią nutą wetywerii. 

Twórca kompozycji: Dominique Ropion

Nuty głowy: bergamotka, gorzka pomarańcza
Nuty serca: różowy pieprz, goździk, wetyweria
Nuty bazy: drzewo sandałowe, cedr, mech dębowy, mirra, piżmo

Zdjęcie do powyższego wpisu zostało zapożyczone z portalu www.fragrantica.com.

piątek, 17 sierpnia 2018

Zoologist- Tyrannosaurs Rex

Po bliższym, przedpremierowym zapoznaniu się z samplem T-Rexa, przyszła pora na podzielenie się moimi odczuciami co do tych perfum firmy Zoologist. Zapach ma mieć premierę pod koniec września i wydaje mi się, że jest to idealna pora dla woni tych gabarytów. Na wstępie chciałbym zaznaczyć, że w tej kompozycji dzieje się wiele i swoim stylem przypomina pozostałe "zwierzątka". Twórcą T-Rexa jest Antonio Gardoni, na temat którego nie jestem w stanie za dużo napisać, ponieważ nie znam żadnego z jego dotychczasowych dzieł (poza Tyrannosaurusem). Z informacji zamieszczonych w sieci wynika, że jest on z zawodu architektem/projektantem miłującym się w naturalnych zapachach oraz założycielem i nosem marki Bogue. Patrząc na piramidy zapachów autorstwa Antonio podane na fragrantica.pl można zauważyć, że Włoch ten specjalizuje się w niekonwencjonalnych łączeniach nut zapachowych, a T-Rex jest tego idealnym przykładem.

Zapach otwiera się gęstym i ciężkim uderzeniem nut- tak, jak przyzwyczaiła nas do tego marka Zoologist. Według mnie nuty głowy są ledwo wyczuwalne, ponieważ niemal od samej aplikacji na pierwszy plan zaczynają wychodzić kwiatowo-dymne akcenty. Pomimo tego, na wstępie da się zidentyfikować zielono-żywiczny akord otulony dymem, który został doprawiony pieprzem i gałką muszkatołową. W głowie nie jestem w stanie zlokalizować wymienionych w składzie cytrusów, chociaż  przyznam, że raz na jakiś czas miewam odczucia, że pewna doza rześkości przewija się pomiędzy zielono-żywiczno-dymno-pikantnym akordem, ale może to być siła sugestii ;). Kolejny etap rozwoju zapachu pojawia się dość szybko i nadaje on nieco inny kierunek rozwoju zaaplikowanym perfumom. W środkowych nutach dość intensywnie można poczuć różano-geraniowy duet, który chwilami nabiera metalicznego charakteru. Powstały akord stopniowo wysładza się  za sprawą osmantusa, a następnie powstała woń nabiera balsamiczno-kwiatowego charakteru. Początkowo miałem dość mieszane uczucia co do powstałego bukietu, ale później zaczął  mnie on bardzo intrygować i prowokować do wąchania. Na tym etapie trzeba przyznać, że T-Rex staje się naprawdę oryginalny. Końcowy etap rozwoju tych perfum jest drzewno-animalny. Tak, jak wspominałem wcześniej, baza zapachu daje mocno o sobie znać niemal od samego początku. Udziela się na każdym etapie rozwoju i stopniowo nabiera intensywności, aż do chwili, gdy zupełnie zdominuje kompozycję, wprowadzając do niej woń pogorzeliska, a nawet apokalipsy ;). Drydown charakteryzuje się dominacją akordu żywiczno-dymnego, rozwijającego się na drzewno-skórzanym tle. Z czasem delikatnie się on wysładza i staje dymno-balsamiczny, z wyczuwalnym kwiatowym niuansem.


Zoologist- Tyrannosaurs Rex jest bez wątpienia jednym z tych zapachów, który będzie budził skrajne emocje. Liczę się z tym, że znajdzie on grono swoich fanów, jak i rzeszę antagonistów. Samo to zjawisko powinno nam dać do myślenia, ponieważ skrajne emocje wśród ludzi wywołują zazwyczaj jedynie prawdziwe dzieła sztuki. Czy T-Rex jest jednym z nich? Niebawem będziecie się mogli o tym przekonać sami. A z mojej strony, na zachętę dodam, że na pewno warto przetestować tego "zwierzaka" i coś mi się wydaje, że z czasem skuszę się na testy innych dzieł Antonio Gardoniego (z lekkim kredytem zaufania).

Twórca kompozycji: Antonio Gardoni 
 
Nuty głowy: Bergamotka, czarny pieprz, jodła, liść laurowy, neroli, gałka muszkatołowa.
Nuty serca: Magnolia Champaca, Geranium, Jaśmin, Osmantus, Róża, Ylang Ylang.
Nuty bazy: Żywice, jałowiec, cedr, cywet, kadzidło, skóra, paczula, drzewo sandałowe, wanilia.

Zdjęcie do powyższego wpisu zostało zapożyczone z portalu www.zoologistperfumes.com.

wtorek, 14 sierpnia 2018

Joop!- Nightflight

Szukając w swoich zbiorach zapachu na dzisiejszy dzień, natknąłem się na Nightflight'a. Znam go od dawna i wracam do niego za każdym razem z ogromnym entuzjazmem. Perfumy te pochodzą z 1992 r. i prezentują sobą niesamowicie aromatyczną, a zarazem męską bombę o sporej sile rażenia. Pod względem kompozycji, Nightflight'a wrzuciłbym do jednego worka z takimi perfumami jak Chanel- Platinum Egoiste, czy Calvin Klein- Eternity. Zestawienie to nie powinno was dziwić, bowiem powyższe zapachy powstały na początku lat 90-tych i łączy je większa część nut zapachowych (cytrusy, lawenda, geranium oraz zioła). W żadnym wypadku jednak nie można powiedzieć, że pachną one identycznie. Joop! przyzwyczaił nas do raczej przeciętnych zapachów, a jednak w tym wypadku "Nocny lot" prezentuje sobą o wiele wyższy poziom (tak jak Homme) i zasługuje na wyróżnienie.

Kompozycja otwiera się w dość chaotyczny sposób, ponieważ w nutach głowy powstaje pewnego rodzaju chemiczny akord, który wielu osobom nie odpowiada (z tego powodu przekreślają Nightflight'a). Nie dajcie się zwieść temu efektowi- powstała woń z czasem się klaruje i staje się przyjemniejsza.

W nutach głowy bez wątpienia wyczuwalny jest zapach ananasa, ale nie takiego, jakiego znamy z Creed- Aventus i jego pochodnych. Osobiście powstałą woń określam jako zapach "kiszonych ananasów" :). Akord ten powstaje wskutek wymieszania się cytrusów z nutami zielono-iglastymi. Dodatkowo ziołowo-metaliczna lawenda dodaje od siebie przysłowiowe 3 grosze, tworząc pewien nieład artystyczny. Początkowo ciężko jest się przekonać do powstałej woni, aczkolwiek z czasem można ją polubić, a nawet zatęsknić za nią. Im dalej w las, tym bukiet "Nocnego lotu" bardziej się klaruje poprzez wyłonienie środkowych nut, w których dominują kwiaty oraz migdał. Ten drugi gra pierwsze skrzypce w sercu i w towarzystwie kwiatów tworzy aksamitno-balsamiczno-kwiatową słodycz. Na tym etapie zapach nie jest już tak nachalny, jak w otwarciu i z czasem staje się mniej bezpardonowy (w dalszym ciągu pachnąc męsko i przyjemnie). Dolne nuty jeszcze bardziej podkreślają balsamiczno-słodki niuans, dzięki czemu kompozycja z czasem traci pazur i tworzy się idealny podkład dla dominującego przez cały czas lawendowo-ananasowego akordu.

Z pozoru trudny w odbiorze zapach, który z czasem uzależnia  (pod warunkiem, że przełamiemy się i dzielnie zniesiemy jego syntetyczne otwarcie), może stać się czarnym koniem w waszej kolekcji. Joop!- Nightflight jest godnym, męskim przedstawicielem zapachów początku lat 90-tych i zdecydowanie jest wart poznania. Poza oryginalną wonią, na jego korzyść przemawia również cena, która zazwyczaj nie przekracza 100 zł za flakon 125 ml. Przy umiejętnej aplikacji, kompozycja ta może stać się zapachem całorocznym. 

Twórca kompozycji: Pierre Bourdon

Nuty głowy: ananas, lawenda, nuty zielone, jałowiec, bergamotka, cytryna
Nuty serca: migdał, jaśmin, konwalia, róża, drzewo różane, geranium
Nuty bazy: drzewo sandałowe, fasolka tonka, bursztyn, piżmo

Zdjęcie do powyższego wpisu zostało zapożyczone z portalu www.fragrantica.pl.


środa, 8 sierpnia 2018

Amouage- Ciel Pour Homme

Przyszedł czas na opisanie perfum, po które sięgam dość często w upalne dni, czyli Amouage- Ciel. Zapach ten jest przez część perfumoholików mocno krytykowany za swoją prostotę oraz dość europejski bukiet. Ja akurat należę do grona zachwycających się nim. Kompozycja ta prezentuje nieco inny styl, niż ten, do którego przyzwyczaiła nas omańska marka i niejednokrotnie spotkałem się z porównaniem jego woni do świeżego prania. W moim odczuciu jest to dość trafne porównanie, aczkolwiek sama nazwa wskazuje na to, że Ciel pachnie jak niebo :) ("ciel" po francusku oznacza "niebo"). Zdaję sobie sprawę, że wielu z was będzie miało problem poznać tego Amouage ze względu na to, że od paru lat jest już niedostępny na rynku. Według informacji, jakie otrzymałem w jednym z oddziałów perfumerii Quality, Ciel został wycofany z powodów niezgodności w formule co do wymagań IFRA. Omański brand miał do wyboru: zrobić reformulację lub zaprzestać produkcji perfum. Jak się już domyślacie została wybrana druga opcja. Na pocieszenie dodam, że od czasu do czasu można kupić jeszcze pojedyncze egzemplarze w polskich perfumeriach internetowych (i to w całkiem rozsądnych cenach).

Przy pierwszym kontakcie z tym zapachem poczułem woń bliżej nieokreślonej czystości. Efekt ten powstał w wyniku uwolnienia się lekkiego, kwiecistego akordu, w którym dominują konwalia z lawendą. Chciałbym się tutaj zatrzymać na chwilę i zwrócić uwagę, że lawenda w Amouage- Ciel pachnie nadzwyczaj delikatnie i nie sposób doszukać się w niej metaliczno-chłodno-ziołowych niuansów. Powyższy duet kwiatów w finezyjny sposób podkreślony jest nutą bergamotki, która dodaje im gracji oraz lekkiego orzeźwienia. W sercu najbardziej wyczuwalne są brzoskwinia i jaśmin. Brzoskwinia wraz z lawendą są przewodnimi nutami opisywanych perfum, a pozostałe składniki tworzą dla nich tło. Drugoplanowe nuty z czasem delikatnie przekształcają się, a pomimo tego lawendowo-brzoskwiniowy akord nie zmienia się i wybrzmiewa dość charakterystycznie. Można by rzec, że środkowy orientalny miks (jaśmin, cynamon, gałka muszkatołowa i kardamon) dodaje nowego akcentu oraz tworzy płynne przejście do bazy, w której dominuje bezspornie drzewo sandałowe. W Ciel jest ono lekkie, balsamiczne i w połączeniu z kwiatami oraz brzoskwinią tworzy woń "nieba" lub (jak wspominałem powyżej) "fresh laundry". Pozostałe, drzewne nuty w żadnym wypadku nie dostarczają ciężkich doznań, a tak prawdę mówiąc są niewyczuwalne (łącznie z kadzidłem wymienionym w składzie).

Jako szczęśliwy posiadacz flakonu Amouage- Ciel będę mógł jeszcze długo delektować się tym zapachem. W tym roku używam go na co dzień w pracy. Jego subtelny, nienarzucający się bukiet wydaje się być jednym z lepszych wyborów, jakich mógłbym dokonać szykując się do pracy (i nie tylko) w upał. Ponadto nie znam innych perfum, które pachną chociaż odrobinę podobnie do Ciel, dlatego też uważam, że kompozycja wyróżnia się w tłumie. Perfumy te dają szeroki wachlarz zastosowań, nie są trudne w odbiorze, dlatego z czystym sumieniem mogę je każdemu polecić! 

Twórca kompozycji: brak danych

Nuty głowy: lawenda, konwalia, bergamotka, róża
Nuty serca: gałka muszkatołowa, cynamon, brzoskwinia, jaśmin, kardamon
Nuty bazy: drzewo sandałowe, paczula, wetyweria, kadzidło, cedr

Zdjęcie do powyższego wpisu zostało zapożyczone z portalu www.fragrantica.pl.

czwartek, 2 sierpnia 2018

Zoologist- Tyrannosaurs Rex


Jako fan marki Zoologist, wiedziałem już od paru miesięcy, że kolejnym "zwierzątkiem" dołączającym do rodziny ma być T-Rex. Ze wstępnych informacji wynikało, że będzie to zapach apokalipsy. Wydaje mi się jednak, że kompozycja będzie bardziej uniwersalna i "user friendly", niż donosiło moje źródło. Poniżej możecie zapoznać się z piramidą nut prehistorycznego gada.

Twórca kompozycji: Antonio Gardoni

Nuty głowy
Bergamotka, czarny pieprz, jodła, liść laurowy, neroli, gałka muszkatołowa.

Nuty serca
Magnolia Champaca, Geranium, Jaśmin, Osmantus, Róża, Ylang Ylang.

Nuty bazy
Żywice, jałowiec, cedr, cywet, kadzidło, skóra, paczula, drzewo sandałowe, wanilia.

..."The mighty Tyrannosaurus Rex is sometimes menacing, sometimes fascinating, but never, ever ordinary."

Data premiery nie jest jeszcze znana, aczkolwiek zakładam, że zapach powinien pojawić się na półkach perfumerii tej jesieni. Nie mogę się doczekać, a Wy?

Zdjęcie do powyższego wpisu zostało zapożyczone z portalu www.facebook.com/zoologistperfumes.

Franck Boclet- Tobacco