sobota, 29 września 2018

Creed- Aventus

Dzisiaj chciałbym podzielić się moimi spostrzeżeniami na temat Aventusa (którego raczej nie trzeba) nikomu przedstawiać. Ten zapach Creeda uchodzi za bestseller i według informacji, które podane są w sieci, jest to najlepiej sprzedający się niszowy męski zapach na świecie. O jego ogromnej popularności świadczą liczne tańsze odpowiedniki, które również cieszą się niezłą opinią. Czy Aventus faktycznie jest tak przełomowym zapachem, że każda kobieta się odwróci za jego bukietem i zacznie wzdychać? Tego dowiecie się czytając poniższe akapity.

W ramach krótkiego wprowadzenia chciałbym przybliżyć wam moją historię związaną z tymi perfumami. Około 3 lata temu, będąc na wyjeździe służbowym w Hamburgu, natknąłem się na ogromną perfumerię niszową, którą mocno eksplorowałem każdego dnia pobytu. W pierwszej kolejności podszedłem do zapachów wyróżnionych w TOP 10- jedną z wymienionych pozycji w rankingu był Creed- Aventus. Po pierwszym kontakcie z nim nie doszukałem się niczego ciekawego i niemal bez wahania odstawiłem tester z powrotem na półkę. Po jakimś czasie na Perfuforum.pl zacząłem śledzić wątek poświęcony bohaterowi wpisu i nie mogłem zrozumieć zachwytu nad tą wonią (w końcu również testowałem ją i nie uwiodła mnie tak, jak innych forumowiczów). Jakiś czas później okazało się, że jest możliwość przetestować Creeda w Krakowie. Kilkukrotnie "podchodziłem" do niego, chcąc przekonać się i zrozumieć jego fenomen. Ubiegłego roku, jesienią, upolowałem nowy flakonik Aventusa w cenie -30% - pod wpływem hypu na niego, kupiłem flakon 100 ml. Po niemal roku, mogę powiedzieć, że dotarliśmy się z Aventusem, niczym dwoje dorosłych ludzi w długoletnim związku.

Creed- Aventus klasyfikowany jest jako fruity-chypre. Patrząc na jego piramidę bez dwóch zdań trzeba się z tym zgodzić. Jako nowoczesna interpretacja szypru, Aventus został wzbogacony o cierpkie nuty czarnej porzeczki, zielonego jabłka, które rozwijają się na tle ananasa oraz przewijającej się gdzieś w tle bergamotki. Wspomniany ananas jest nutą przewodnią tych perfum i w zależności od etapu rozwoju, jest wzbogacony o drzewno-dymno-owocowe nuty. Jednak wróćmy jeszcze do nuty głowy, która według mnie zasługuje na dłuższą chwilę uwagi, bowiem moc otwarcia Aventusa jest porażająca i niezwykle energetyzująca. Potrafi ona dodać energii tuż po przebudzeniu, ale i o późniejszych porach dnia również daje o sobie znać (chociaż z dużo mniejszą mocą).  W środkowych nutach znajdziemy różę i jaśmin, które w moim odczuciu nie są tutaj wyczuwalne i zostały dodane tylko po to, aby szypr zawierał niemal oryginalną budowę. W sercu Aventusa niezmiernie ważną rolę odgrywa dziegieć brzozowy oraz paczula. To właśnie dzięki nim opisywany dzisiaj zapach (w zależności od partii [batch code]) jest raz bardziej dymny i mroczny, a raz bardziej owocowo-ananasowy. Wspomnianą różnicę wyczują raczej koneserzy, niż początkujący perfumoholicy. Baza Aventusa składa się w dużej mierze z nut, które wspierają i tworzą tło dla wspomnianego wyżej ananasa, porzeczki i brzozy. Z moich obserwacji wynika, że najbardziej wyczuwalną dolną nutą jest mech dębowy, który z biegiem czasu ukierunkowuje woń w stronę klasycznych szpyrów.

Skoro poznaliśmy już dość blisko Aventusa, nadeszła pora aby odpowiedzieć na kilka pytań.

Czy Aventus pachnie nadzwyczajnie?
- Raczej nie. Pachnie ładnie, ale nie nadzwyczajnie.
Czy Aventus zwraca uwagę płci przeciwnej?
- Zdecydowanie tak, chociaż sam dziwię się temu do tej pory. Uważam, że posiadam w kolekcji nie jeden zapach "lepszy" od Aventusa, a nie zbierają one tak często pochwał.
Czy Aventus ma nadzwyczajne parametry użytkowe?
-Raczej nie. Dla noszącego wyczuwalny jest zazwyczaj 5-7h, później wyczuwalny jest raczej przez otoczenie. Być może jest to zasługa E-Iso super lub wspomnianego w powyższym akapicie dość mocnego otwarcia, które przyzwyczaja mocno nos do woni.
Czy Aventus jest wart swojej ceny?
-Raczej nie. Za około 1000 zł można cieszyć się naprawdę ciekawymi zapachami z o wiele lepszymi parametrami. Jednak tę kwestię pozostawię do rozstrzygnięcia każdemu z osobna.
Czy kupiłbym ponownie Aventusa?
- Raczej nie. Zostawię w kolekcji ten flakon, ale kiedy się skończy będę uzupełniał jego brak co najwyżej o dekant.

Twórca kompozycji: Olivier Creed & Erwin Creed

Nuty głowy: bergamotka, czarna porzeczka, ananas, jabłko
Nuty serca: brzoza, paczula, róża, jaśmin
Nuty bazy: piżmo, mech dębowy, wanilia, ambra

Zdjęcie do powyższego wpisu zostało zapożyczone z portalu www.fragrantica.com. 

niedziela, 23 września 2018

Le Labo- Ylang 49

Nadeszła pora, abym podzielił się z wami doświadczeniami, jakie towarzyszyły mi podczas testowania Ylang 49. Zapach ten jest poniekąd eksperymentem w mojej kolekcji, ponieważ według producenta, perfumy te przeznaczone są dla kobiet. Ciężko się z tym nie zgodzić patrząc przez pryzmat kanonów i trendów panujących na naszym kontynencie. Jednak jeżeli jesteśmy troszkę bardziej odważni i lubimy poeksperymentować z arabskimi zapachami, to śmiało możemy zabrać się za testy Ylang 49. W końcu nie od dzisiaj wiadomo, że w kulturach wschodnich mężczyźni pachną kwiatami, a zapachy w stylu arabskim niejednokrotnie wydają się mało męskie dla Europejczyków. Osobiście nauczyłem się już przymykać oko (szczególnie w przypadku niszy) na podział perfum na kobiece/męskie. Uważam, że jeżeli dobrze się czujemy w danej woni to powinniśmy się w nią ubierać. Takie podejście do tematu powoduje, że Ylang 49 śmiało może być unisexem, który pasuje m.in. do białej koszuli, świetnie wplatając się w jesienno-słoneczną scenerię. Po nieco przedłużonym wstępie pora zaprezentować aromat, który kryje się we flakonie.

Na wstępie warto zaznaczyć, że Ylang 49 jest jedną z tych kompozycji, które poświęcone są jednej nucie i wybrzmiewają raczej linearnie. W tym przypadku kluczową rolę odgrywa kwiat ylang-ylang, który został wzbogacony o kilka kontrastowych nut w wyniku czego kompozycja wybrzmiewa bogato. Od pierwszego kontaktu z Ylang 49, nie mamy złudzeń, że kompozycja wypełnia pomieszczenie aromatem kwiatów. Powstały bukiet pachnie dość naturalnie, kwiatowo i pudrowo. Efekt ten zawdzięczamy duetowi ylang-ylang oraz gardenii. Wymienione składniki wzbogacone zostały o aksamitną woń drzewa sandałowego oraz benzoesu, który dodaje mieszance balsamicznej słodyczy. Aby kompozycja nie była przesłodzona, Frank Voelkl (twórca kompozycji) wzbogacił również Ylang 49 o nuty drzewne, będące kontrastem do powstałego akordu. Dwa najbardziej wyczuwalne to mech dębowy oraz paczula, które wnoszą do kompozycji szorstko-ziołowo-zielony niuans. Dzięki takiej konstrukcji zapachowej Ylang 49 możemy śmiało sklasyfikować jako zapach kwiatowo-szyprowy.

Opisywane dzisiaj perfumy swoim aromatem przypominają kompozycje dawnych lat. Z tego powodu nie powinno nas dziwić, że przy zetknięciu się z nimi, wielu z nas może poczuć rozczarowanie. Nie jest to zapach łatwy w odbiorze, natomiast jeżeli lubicie szypry oraz kompozycje dedykowane jednemu kwiatowi, to  Ylang 49 powinien zaspokoić wasze potrzeby. 
Tym razem nikogo nie będę namawiał (szczególnie mężczyzn) do testowania tego zapachu, ponieważ liczę się z tym, że nie będzie łatwo zaprzyjaźnić się z tą wonią. Testowanie Ylang 49 było  ostatnim czasie jednym z moich największych olfaktorycznych wyzwań,  zakończonych sukcesem (i kupnem flakonu). Jeżeli zapachy typu APOM, czy Fleur du Male uznawane są za męskie, to nie widzę powodów, aby było inaczej z Ylang 49. Do odważnych świat należy ;).

Twórca kompozycji: Frank Voelkl

Skład: gardenia, ylang-ylang, mech dębowy, paczula, wetyweria, drzewo sandałowe, benzoes.

Zdjęcie do powyższego wpisu zostało zapożyczone z portalu www.fragrantica.com.

sobota, 15 września 2018

Piotr Czarnecki "Arabian Attars"- SHAKE of OUDS


Po krótkiej absencji postanowiłem wrócić z recenzją, która powinna szczególnie przykuć waszą uwagę. Dzisiejszy wpis skupi się na jednych z moich ulubionych perfum Piotra Czarneckiego, będących częścią limitowanej kolekcji "Arabian Attars", składającej się z 10 zapachów. 


Shake of Ouds jest jedną z tych woni, która na długo zapada w pamięci. Po raz pierwszy do czynienia z nią miałem podczas Krakowskich Warsztatów Tworzenia Perfum z Piotrem. Dla miłośników drzewa, balsamicznych niuansów oraz fanów agaru wydaje się to być obowiązkowa pozycja. Jeżeli jesteście ciekawi, jak pachnie tytułowy bohater i czy faktycznie warto posiadać go w swojej kolekcji, zapoznajcie się koniecznie z poniższym akapitem.

Shake of Ouds od samego początku pozwala rozkoszować się drzewno-balsamicznymi nutami. Jak sama nazwa wskazuje efekt ten zawdzięczmy akordowi utworzonemu z trzech różnych gatunków naturalnego agaru. Podczas jednej z prywatnych rozmów Piotr potwierdził, że opisywany attar zawiera naturalne olejki agarowe gatunków hindi, dehn al i amar. Wiele perfum, które posiadają w nazwie człon: agar, oud, oudh w przeciwieństwie do Shake of Ouds nawet nie stało przy naturalnym olejku agarowym, a powstały akord oddający zapach tego drzewa bazuje na aromo-molekułach. Nie mówię, że to źle, jednak uważam, że fani drzewnych perfum powinni (w miarę możliwości) poznać zarówno zapach agaru syntetycznego, jak i naturalnego. Pod wpływem fascynacji tym attarem, zaznajomiłem się z wieloma stronami poświęconymi tematyce drzewa agarowego. Jak się okazało, nie każdy naturalny olejek agarowy (w zależności od gatunku, jego wieku oraz pochodzenia) musi kosztować setki dolarów za parę mililitrów.

Wracając jednak do górnych nut, muszę przyznać, że pachną one tak przyjemnie, że co chwilę wącham miejsce aplikacji. Jak to jednak bywa z dobrymi perfumami, zapach z biegiem czasu ewoluuje i woń mieszanki oudów wycisza się, a na pierwszy plan wysuwa się składnik wspomagający- w tym wypadku czarna herbata. Kompozycja wówczas nabiera nowego wymiaru, lecz w dalszym ciągu pachnie szlachetnie, w arabskim stylu. Powstały akord przypomina mi zapach fusów po zaparzonej mocnej czarnej herbacie, który wzbogacony został o drzewno-balsamiczne nuty. Po paru godzinach zapach oudu niemal całkowicie zanika na poczet woni czarnej herbaty, która uwodzi wzbogacona o piżmo syntetyczne oraz ambrowe.


Po kilku dniach testowania, wróciła mi ochota na poszukiwanie innych ciekawych agarowych perfum. Z jednej strony temat agaru został już przerobiony niemal w każdej postaci (szczególnie w duecie z różą), jednak okazuje się, że niekiedy wciąż potrafi pozytywnie zaskoczyć. Zbliżająca się jesienna aura bardzo sprzyja tej kompozycji, dlatego też jeżeli szukacie ciekawego zapachu w przystępnej cenie to szczerze polecam ten attar. 

Na koniec chciałbym zaznaczyć, że ten wpis nie jest żadną formą reklamy zaplanowaną przeze mnie i Piotra. Są to moje szczere doznania, którymi chciałem się podzielić. Znajomość moja i Piotra nie ma żadnego wpływu na opis tego zapachu, a trzymany przeze mnie na zdjęciu flakon, jest moim przemyślanym zakupem. Jako ciekawostkę dodam, że jakość tego attaru doceniła moja najbliższa  rodzina, która po zapoznaniu się z tą wonią, zaopatrzyła się od razu w 4 flakoniki Shake of Ouds. Trudno sprostać ich gustom, a jednak potwierdzili moje powyższe słowa.

Twórca kompozycji: Piotr Czarnecki
Skład: hindi oud, dehn al oud, amar oud, czarna herbata, piżmo ambrowe, piżmo

niedziela, 2 września 2018

Dlaczego perfumy vintage są fajne? cz.2


Pod koniec sierpnia na Feel it Today opublikowałem mini-felieton na temat perfum vintage, który podzieliłem na części. Dzisiejszy wpis jest jego kontynuacją i przedstawi wam mój punkt widzenia dotyczący dwóch kolejnych zagadnień.

4. Retro zapachy w niszy

Nie od dzisiaj wiadomo, że rynek niszowy rządzi się swoimi prawami i niejednokrotnie zaskakiwał nas różnymi dziwactwami w obrębie koncepcji brandu. Dla przykładu, omańska marka Amouage jeszcze kilka dobrych lat temu promowała perfumy w stylu arabskim, zaś od kilku ostatnich coraz częściej czerpie inspirację z klasycznej francuskiej szkoły perfumiarstwa. Rzecz jasna, od czasu do czasu, do perfum o klasycznym stylu dodaje od siebie arabskie niuanse (np. w Bracken for Man). Inna marka niszowa, która odtworzyła świetny, klasyczny zapach to Houbgiant. W 2010 r. Rodrigo Flores-Roux zrekonstruował jedne z bardziej znanych w XIX w. męskich, zielonych perfum, jakimi są bez wątpienia Fougere Royale. Zapach jest kompletny, pachnie naturalnie, męsko i prezentuje sobą wysoki poziom (do jakiego przyzwyczaił nas Houbigant). Z kolei w 2012 r. Marc-Antoine Corticchiato właściciel oraz nos Parfum d'Empire, pokusił się o odtworzenie naturalnie pachnącego piżma w perfumach Musc Tonkin. Perfumy te powstały na bazie syntetycznych oraz naturalnych (dopuszczalnych przez IFRA) składników. Warto również zaprezentować perfumy ÉL od amerykańskiej marki Arquiste, które bardzo dobrze oddają klimat minionych lat i bezkompromisowych woni. W moim odczuciu zapach ten jako jeden z niewielu bardzo mocno przypomina mojego ulubionego Kourosa (w nowej odsłonie, bez chromów), ale nie mogę powiedzieć, że jest jego wierną kopią. I na deser zostawiłem sobie ciekawostkę z lokalnego rynku, którą miałem okazję przetestować w tym roku. Chodzi o zapach T Men Cologne'76 stworzony przez markę Tabacora. Kompozycja ta w przyjemny sposób przenosi nas w czasie do epoki, w której rządziły perfumy szyprowe oraz fougère.

Oczywiście niszowych nawiązań do lat 70-tych,  80-tych i wcześniejszych jest znacznie więcej, a ja przedstawiłem wam jedynie kilka zapachów, których chętnie używam i jednocześnie uważam, że warto je posiadać w swojej kolekcji. Nasuwa się jednak w tym miejscu pytanie, czy nisza jest droga? Nie można na nie jednoznacznie odpowiedzieć, ponieważ zależy to od zasobów naszego portfela. Musimy sobie jednak zdawać sprawę z tego, że nie wszystko co jest niszowe, droższe musi być lepsze od klasyki mainstreamu, bowiem marki niszowe skądś musiały czerpać inspirację, a proces produkcji i reklamy musi się zwrócić firmom i to z zyskiem. Dlatego też uważam, że rynek niszowy jest dobrą alternatywą do poszukiwań retro woni, ale oczywiście nie jedyną. Najwięcej perełek znajdziemy wbrew pozorom w segmencie perfum selektywnych i zapłacimy za nie naprawdę niedużo. Ponadto część z nich zupełnie nie będzie odbiegała jakością od produktu niszowego, bo duża ich część nie nosi na sobie piętna odciśniętego przez mniej i bardziej udane reformulacje. Posiadam kilka flakonów i sampli pierwszych odsłon klasycznych bestsellerów i śmiem twierdzić, że większość z nich jest lepsza od niszy!

 5. Gdzie szukać zapachów retro/vintage?

Na powyższe pytanie można sobie odpowiedzieć w prosty sposób- w perfumeriach (i to najlepiej zaufanych internetowych). Musimy zdawać sobie sprawę z tego, że jeżeli dany produkt (np. YSL- Kouros, Aramis- Aramis) nie jest dostępny w Polsce w perfumeriach sieciowych,  to nie oznacza to, że już nigdzie nie jest sprzedawany. Okazuje się, że w zależności od kraju, sieciówki mają narzucone różnego typu cele sprzedażowe, ułatwiające trafienie w gusta klientów. Przykładowo, będąc w niemieckim Douglasie do tej pory na liście TOP 10 zobaczymy Joop!- Homme, JPG- Le Male, Chanel- Antaeus, YSL- Kouros itp, a w Polsce połowy z nich już nie ma nawet na półkach sklepowych. 

Warto jest również zaglądać od czasu do czasu do popularnych drogerii typu Rossmann, Super-Pharm i Hebe, ponieważ posiadają one w swojej ofercie zapachy starsze, które często są przeceniane i można je wówczas nabyć w takiej cenie, jak w perfumeriach internetowych. 

Jeżeli jednak jesteśmy wygodni, bądź chcemy mieć dostęp do większej ilości różnorodnych perfum retro/vintage, polecam poszukiwania w sklepach online, takich jak:

- www.e-glamour.pl,
- www.elnino-parfum.pl,
- www.perfumesco.pl,
- www.iperfumy.pl,
- www.prostezakupy.pl,
- www.dolce.pl,
- www.pachnidelko.pl,
- www.tagomago.pl.

Powyższe perfumerie internetowe dysponują stałym dostępem do starych bestsellerów, a od czasu do czasu potrafią zaskoczyć dostępnością prawdziwych perełek (dość często niestety w małym nakładzie). Warto jest sprawdzać regularnie ofertę tych sklepów lub zapisać się mailowo do alertu, który informuje o dostępności danego produktu. Istnieje wówczas większe prawdopodobieństwo zakupu czegoś rzadkiego, zanim wieści o dostawie pojawią się na forach i grupach Facebookowych zajmujących się tematem perfum.   

C.D.N.

Franck Boclet- Tobacco