piątek, 19 października 2018

Bvlgari- Man In Black

Kolejną jesienno-zimową kompozycją, która porwała ostatnio moje serce jest zapach Man In Black od marki BVLGARI. Perfumy te na tyle mnie oczarowały, że postanowiłem się zaopatrzyć we flakon. Od ostatnich dwóch tygodni sięgam po nie z miłą chęcią niemal co drugi dzień i czuję się w nich za każdym razem wyśmienicie (szczególnie, gdy temperatura spada poniżej 10℃). Firma BVLGARI w świecie perfum znana jest z tego, że wypuszcza na rynek kompozycje, które niemal zawsze cieszą się powodzeniem i trzeba to przyznać, że trzymają fason (może poza ostatnim flankerem rodziny MAN, który jest bardzo przeciętny). Podobnie, jak ostatnio opisywany Tom Ford- Tobacco Vanille, tak i Man In Black swoim aromatem nawiązuje nieco do świątecznej aury Bożego Narodzenia. Poza dwoma wymienionymi powyżej perfumami, podobne uczucia u mnie wywołują również Burberry- London, Viktor & Rolf- Spicebomb i może w nieco mniejszym stopniu Bentley- for Men. Nie ukrywam, że bardzo lubię zapachy z tej olfaktorycznej rodziny, dlatego też postaram się niebawem je wszystkie opisać. A tymczasem powróćmy do bohatera wątku...

Tak naprawdę wszystko co najlepsze w Man In Black ukryte jest w nutach głowy. To właśnie one tworzą przyjemną, ciepłą i zarazem świąteczną aurę. Tuż po aplikacji zapach wita nas świdrującym aromatem przypraw, które przypominają mi nieco zapach korzennych pierniczków wzbogaconych o nutę pieprzu. Powstały akord zostaje złagodzony przez ciepłą lekko słodką nutę alkoholową (rum) i tuż za nim, na drugim planie, delikatnie daje o sobie znać nuta tytoniu. To właśnie te trzy składniki tworzą fundament opisywanej dzisiaj kompozycji. Pozostałe nuty wymienione w piramidzie, w zależności od etapu rozwoju zapachu, dają o sobie znać nieznacznie. Konstrukcja Man In Black jest dość nietypowa, ponieważ za fundament kompozycji z reguły odpowiadają nuty bazy. Nie mniej w żaden sposób nie umniejsza to temu zapachowi. W środkowych nutach rzekomo pojawiają się akcenty kwiatowe, których kompletnie nie wyczuwam. Poza kwiatami nuta serca wzbogacona jest o skórzany akord, który podkreśla męski charakter tych perfum i dodaje nieco szorstkości całej kompozycji. Po dobrych paru godzinach na skórze nadchodzi czas na dry down. W Man In Black charakteryzuje się on podkreśleniem wątków słodkich poprzez wyłonienie się fasolki tonki i benzoesu oraz wzbogacenie kompozycji o balsamiczno-drzewny niuans dzięki zastosowaniu drzewa gwajakowego.

Man In Black to zapach, w którym od samego początku panuje ład i skład, niczym w szwajcarskim zegarku. Nie występuje w nim moment, który by mi się nie podobał. Kompozycja przechodzi płynnie i zarazem leniwie w poszczególne etapy. Nie ma tu żadnego zgrzytu od otwarcia po nuty bazy. Nie zaobserwowałem również w niej chemicznych, syntetycznych wątków, z którymi mamy do czynienia w większości obecnych propozycji mainstreamowych. Przy okazji, kolejną zaletą Man In Black są bez wątpienia parametry użytkowe (10-12 h na skórze) oraz cena, która nie powinna przekroczyć 190 zł za 100 ml!

Jak już sami pewnie zauważyliście nie jest to tak, że uwielbiam tylko i wyłącznie zapachy retro i nie uznaję przy tym współczesnych kompozycji zapachowych. Jeżeli zapach zasługuje na uwagę nie ma dla mnie znaczenia, z jakiej epoki pochodzi. Man in Black przywrócił we mnie wiarę (tak jak jakiś czas temu Bentley- for Man), że obecnie można tworzyć prawdziwie szlachetne perfumy. Nie dajmy sobie wmówić, że syntetyki występujące na półkach TOP 10 drogerii to poziom obecnego perfumiarstwa.

Twórca kompozycji: Alberto Morillas

Nuty głowy: tytoń, przyprawy, rum
Nuty serca: skóra, tuberoza, irys
Nuty bazy: drzewo gwajakowe, benzoes, fasolka tonka 

Zdjęcie do powyższego wpisu zostało zapożyczone z portalu www.fragrantica.pl.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Franck Boclet- Tobacco