środa, 30 stycznia 2019

Azzaro- Pour Homme




W dzisiejszym wpisie skupiłem się na kultowej i ponadczasowej już kompozycji, jaką jest Azzaro- Pour Homme. Perfumy te miały premierę aż 41 lat temu (1978), a mimo wszystko nadal są dostępne na półkach perfumerii sieciowych. Fakt ten świadczy o tym, że bohater wpisu jest jednym z liderów męskiej rodziny perfum fougère. Swój sukces zawdzięcza dość obszernej piramidzie nut oraz idealnym proporcjom dobranym przez jego twórców (Gerard Anthony, Martin Heiddenreich, Richard Wirtz). Pokusiłbym się nawet o stwierdzenie, że Azzaro- Pour Homme jest o wiele bardziej skomplikowany i wymagający, niż większość przedstawicieli rodziny „paprociowatych”. Otwarcie kompozycji jest dość inwazyjne, gęste i oszałamiające. Bez chwili wątpliwości wiemy, że mamy do czynienia z samczą kompozycją dla stereotypowych „facetów z jajami”. Tuż po pierwszym psiknięciu pomieszczenie przesiąka chmurą składającą się z soczystych cytrusów, lawendy, kminku, anyżu i ziół. Powstała mieszanka jest wyraźna i mocno nawiązuje klimatem do woni barber shopów. Posiada pewien orientalny niuans, który pięknie przeplata się z klasycznymi retro nutami. Z biegiem czasu, powstała woń coraz bardziej utwierdza nas w przekonaniu, że Azzaro- Pour Homme jest bezpardonowym zapachem dla samca alfa. Serce kompozycji zostaje wzbogacone m.in. o dozę drzewnych nut (cedr, wetyweria, paczula), wnosząc odrobinę mroku, cierpkości, i według mnie, to właśnie im zawdzięcza płynną ewolucję między głową a bazą kompozycji. W dolnych nutach wyłania się lekko słodki, skórzany akord, charakterystyczny dla perfum lat 80-tych, który wraz z szorstkim i mrocznym mchem dębowym dopełnia całości i  tworzy niemal idealny, męski zapach.

Azzaro- Pour Homme jest niedzisiejszą kompozycją, co można wyczuć  już od pierwszego kontaktu. Przypuszczam, że jego zwolennicy mają ok. 50 lat (a może i więcej), ale nie przeszkadza mi to, aby zaniżyć średnią i dołączyć do grona jego fanów. Pomimo licznych reformulacji perfumy przetrwały próbę czasu, jednak ucierpiała na tym sama kompozycja, ponieważ stała się bardziej “soft”. Ten wpis i recenzję opieram na starszej formule, pochodzącej  z końcówki lat 90-tych. W porównaniu do obecnych wersji jest ona bardziej złożona, ziołowa i szorstka. Gdybym nawet nie miał okazji poznać wersji vintage przypuszczam, że i tak z miłą chęcią sięgnąłbym po flakon dostępny obecnie na półkach perfumeryjnych, ponieważ sam zapach jest zdecydowanie warty poznania.

Twórca kompozycji:  Gerard Anthony, Martin Heiddenreich, Richard Wirtz

Nuty głowy: kminek, irys, lawenda, szałwia muszkatołowa, bazylia, anyż, bergamotka, cytryna
Nuty serca: drzewo sandałowe, jagody jałowca, paczula, wetyweria, cedr i kardamon
Nuty bazy: skóra, fasolka tonka, bursztyn, piżmo, mech dębowy

Zdjęcie do powyższego wpisu zostało zapożyczone z portalu www.fragrantica.pl.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Perfume.Sucks- Blue