czwartek, 24 stycznia 2019

Gucci- Guilty Absolute

Dzisiaj na blogu chciałbym podzielić się z wami moją refleksją na temat niebagatelnego zapachu, który miał swoją premierę w 2017 r. Tuż po niej było o nim bardzo głośno zarówno w Internecie, jak i w sieciowych perfumeriach, ponieważ okazał się być bardzo niszowy, jak na realia obecnie panujących trendów mainstreamowych. Piszę o nim z tak dużym opóźnieniem, ponieważ sam miałem mieszane uczucia co do niego i musiałem przeprowadzać testy kilka razy. Mowa oczywiście o Gucci- Guilty Absolute (liczę na to, że opisywany dzisiaj zapach będzie początkiem zmian na lepsze po nijakości i bezpłciowości perfum, jakie ostatnimi laty oferowała ta włoska marka). Jeżeli jesteście ciekawi, jak pachnie Gucci- Guilty Absolute to zapraszam do zapoznania się z poniższymi akapitami.

Na niejednym forum i w innych miejscach w sieci powiązanych z tematyką perfum możemy przeczytać o bohaterze wpisu wiele skrajnych opinii. Jak to mawia się w naszym perfumiarskim kręgu “co nos, to obyczaj”, jednak już w tym miejscu warto zaznaczyć, że Gucci- Guilty Absolute nie należy do tych łatwych i przyjemnych zapachów. Czytałem o porównaniach, wg. których wspomniane perfumy pachną jak rozgrzany asfalt, papa na dachu, opony po drifcie, czy nawet jak insulina. Ku mojemu zdziwieniu niemal każde wspomniane wyżej skojarzenie faktycznie można odnaleźć w Guilty Absolute (chociaż uważam, że w dużej mierze jest to siła sugestii).  Dla mnie najtrafniejsze porównanie to insulina. Mieszkałem przez wiele lat z diabetykiem i przyznam, że ciężko nie zapamiętać tej specyficznej, stęchłej woni leku. Sam zapach klasyfikowany jest jako drzewno-skórzany.  W moim odczuciu kategoria ta jest dobrana bardzo trafnie.

Zapach  pomimo bogatej piramidy wcale tak spektakularnie nie ewoluuje, jakbyśmy tego oczekiwali. Perfumy te są raczej linearne i wraz z upływem czasu co najwyżej tracą na projekcji. Na pierwszym planie mamy do czynienia ze skórą. Jest dymna; wyczuwam w niej też petro (benzynowe) niuanse i w zasadzie gra ona pierwsze skrzypce w całej kompozycji. Mroczny, ziemny akord podkręcany jest przez paczulę, która w żadnym wypadku nie dominuje zapachu. Z biegiem czasu, gdy skórzany akord troszkę się ulotni, zapach staje się mniej inwazyjny i możemy doszukać się w nim kolejnych drzewnych niuansów- cyprysu i wetywerii. Wnoszą one cierpko-soczysto-zielene akcenty. Nos podpowiada mi, że podobny wetyweriowy akord czułem w starszych wersjach perfum Terre d’Hermes, jednak obecnie to porównanie nie ma sensu ze względu na przeprowadzoną reformulację tych perfum.

Jeżeli w kilku słowach miałbym streścić opis Gucci- Guilty Absolute wyglądałoby to następująco: dymna skóra przeplatająca się z cierpko-ziemistymi drzewnymi nutami, idealnie wpasowująca się w kanony lat 80-tych.

Tak, jak wspomniałem na wstępie zapach sam w sobie do łatwych nie należy. W zależności od okoliczności, pory roku, temperatury zupełnie inaczej układa się na skórze i można się wówczas doszukiwać mniej ciekawych niunasów. Osobiście doceniam ten zapach, jednak wiem, że nie zaopatrzę się we flakon tych perfum. W zasadzie to coś mi w nich od czasu do czasu nie pasuje. Jeżeli jednak ktoś jest miłośnikiem starej, dobrej szkoły perfumiarskiej to ta kompozycja powinna sprostać zadaniu. Uważam, że warto ją poznać, pomimo tego, że nie trafia ona gustem do wielu z nas. Nie mniej jednak jest to świetna alternatywa na mainstreamowych półkach perfumeryjnych.

Twórca kompozycji: Alberto Morillas

Nuty głowy: skóra
Nuty serca: paczula, cyprys
Nuty bazy: nuty drzewne, wetyweria

Zdjęcie do powyższego wpisu zostało zapożyczone z portalu www.fragrantica.pl.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Maison Francis Kurkdjian- OUD