wtorek, 8 stycznia 2019

Viktor&Rolf- Spicebomb Extreme

Panująca obecnie za oknem aura sprzyja noszeniu ciężkich i słodkich perfum. Z tego powodu postanowiłem opisać flanker jednego z ciekawszych męskich, mainstreamowych zapachów, jakim bez wątpienia jest Spicebomb Extreme od Viktor & Rolf. Kompozycja ta jest niebagatelna zarówno z perspektywy parametrów użytkowych, jak i samego aromatu. Spicebomb Extreme należy zaliczyć do perfum grupy waniliowo-tytoniowej z dużym naciskiem na "waniliowo", ponieważ jest to ich dominująca nuta. Jeżeli jesteście ciekawi, jak pachnie na mnie bohater wpisu zapraszam do przeczytania poniższego akapitu.

Na wstępie warto zaznaczyć, że opisywany dzisiaj zapach jest niezwykle leniwy i rozwija się bardzo powoli. Posiada cechy wspólne względem protoplasty, jednak im częściej go używałem dostrzegałem w nim również kolejne różnice. Najbardziej zbieżną cechą Spicebomb i Spicebomb Extreme jest otwarcie (niemal identyczne), tworzy wokół noszącego bardzo słodką, waniliowo-świdrującą aurę. Waniliowy niuans został wzbogacony o pieprz, który bez wątpienia podkreśla pierwszy człon nazwy perfum- Spice (a parametry to bomb, może nawet atom bomb ;) ). W nutach głowy przewijają się również ziołowo-cytrusowe, lawendowe akcenty, podkręcające orientalny bukiet mieszanki. W klasycznym Spicebomb podobny efekt zawdzięczaliśmy cytrusom, żywicom i czerwonemu pieprzowi. Pomimo zmiany nut w formule flankera, finalny efekt jest niemal identyczny. Na kolejnym etapie rozwoju zapachu można doszukać się kolejnej cechy wspólnej, którą jest obecność słodkiego tytoniu. Nuta ta ściśle współpracuje z wanilią, wzbogacając perfumy o niuanse kojarzące się z wilgotnym, aromatyzowanym tytoniem fajkowym. Pierwszą różnicę pomiędzy Spicebomb, a Spicebom Extreme wyczuwam dopiero po upływie kilku godzin, kiedy to wanilia zdominuje całość kompozycji. Wówczas zapach zmienia swój kierunek i przypomina mi bardziej syntetyczną wersję perfum Tobacco od Francka Bocleta. W tej postaci kompozycja utrzymuje się na skórze jeszcze przez wiele godzin.

Spicebomb Extreme to pozycja warta polecenia szczególnie przy krajobrazie, jaki obecnie widzimy za oknem. Ujemna temperatura wydaje sie być idealną porą do używania tych perfum, ponieważ teraz nie stają się tak przytłaczające, jak podczas moich późnojesiennych testów (w temperaturze dodatniej powodowały migrenę). Jeżeli narzekacie na parametry obecnych formuł klasycznego Spicebomba to ten flanker nie powinien was zawieść. Jest on podobny do protoplasty, a przy okazji z czasem lekko ewoluuje, co powoduje, że nie można o nim powiedzieć, że jest tylko jego wzmocnioną wersją. Kolejną zaletą tych perfum jest ich komplementogenność. Niemal za każdym razem, gdy je noszę, słyszę stwierdzenia typu "ładnie dzisiaj pachniesz".

Jeżeli nie macie jeszcze pomysłu na zimowy, męski zapach to polecam wam przetestować bohatera wpisu.

Twórca kompozycji: brak danych

Skład: kminek, lawenda, czarny pieprz, tytoń, wanilia

Zdjęcie do powyższego wpisu zostało zapożyczone z portalu www.fragrantica.pl.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Maison Francis Kurkdjian- OUD